Kraj

Morawiecki próbuje kusić klasę średnią

Morawiecki próbuje kusić klasę średnią

Mateusz Morawiecki Mateusz Morawiecki Adam Guz / Kancelaria Prezesa RM
Premier snuje piękną opowieść, ale gdy przyjrzymy się szczegółom, to mało co się zgadza. Przykłady pół- i ćwierćprawd można by mnożyć.

Premier Mateusz Morawiecki pod koniec tego tygodnia przeprowadził ofensywę medialną: udzielał wywiadów gazetom od „Super Expressu” do „Rzeczpospolitej”. Poszedł nawet do znienawidzonego w swoim obozie politycznym TVN24. Skąd akurat teraz taka aktywność premiera? Odpowiedzi są dwie.

Piątka Kaczyńskiego, ale Morawieckiego

Po pierwsze, rozpoczyna się kampania europejska. Premier dostał od partii jasne zadanie: ma odwrócić negatywny trend wizerunkowy, który towarzyszy PiS już od kilku miesięcy. Od listopada nie było tygodnia, w którym różne media nie donosiłyby o nowych skandalach w obozie władzy – od afery KNF, przez pensje w NBP, po „taśmy Kaczyńskiego”, które same w sobie stały się już wieloodcinkowym serialem i wciąż przynoszą nowe wątki, niekorzystne dla partii.

PiS próbował odzyskać inicjatywę już w grudniu, ale partyjne eventy jakoś niespecjalnie się przebiły do wyborców. Teraz ten cel ma osiągnąć „piątka Kaczyńskiego”, która ma wyprzeć z mediów „taśmy Kaczyńskiego”. PiS ogłosił na konwencji wyborczej wart 40 mld zł program zasypania gotówką najbardziej perspektywicznych wyborczo grup elektoratu: rodziców (500 plus bez kryterium dochodowego), młodych (zniesienie PIT do 26. roku życia), emerytów (trzynastka) czy tzw. Polskę powiatową (pieniądze na pekaesy). Piątka niby jest Kaczyńskiego, ale to Morawiecki ma ją sprzedać w mediach.

Po drugie, PiS uznał, że decydująca bitwa o władzę rozegra się w klasie średniej. To przede wszystkim do niej skierowana jest obietnica PiS, że wszyscy w Polsce będziemy mieli życie na europejskim poziomie. I do niej Morawiecki mówi, że to PiS jest partią spokoju i umiarkowania, a opozycja wszczyna niepotrzebne awantury i sypie piasek w tryby.

Czytaj także: Kiedy PiS spełni swoje obietnice?

Obrazek ładny, ale z daleka

Morawiecki pokazuje się więc w mediach skierowanych do klasy średniej (TVN24, „Rzeczpospolita”) i próbuje malować obrazek, który zachęci ją do głosowania na PiS. Albo przynajmniej zniechęci do głosowania na opozycję. Z daleka ten obrazek może wyglądać atrakcyjnie, ale gdzie nie spojrzeć z bliska, to piękne kolory zaczynają się rozjeżdżać.

Przykładowo: Morawiecki twierdzi, że planowane gwałtowne podniesienie wydatków socjalnych ma ustrzec Polskę przed skutkami nadchodzącego spowolnienia gospodarczego. Można by się z tym zgodzić, ale jeśli taki „impuls fiskalny” miałby nadzwyczajny, jednorazowy charakter. Tymczasem PiS chce wprowadzić sztywne zobowiązania budżetowe, stałe koszty, które trzeba będzie ponosić co roku (przede wszystkim 500 plus). A co jak jednak przyjdzie prawdziwe spowolnienie i wydatki trzeba będzie ciąć? Tego już Morawiecki nie mówi.

Premier chwali się, że jego rząd w zeszłym roku miał prawie zrównoważony budżet, a za rządów Platformy deficyt sięgał 8 proc. PKB. Różnica polega na tym, że wyższy deficyt Polska miała w warunkach spowolnienia gospodarczego, wynikającego z globalnego kryzysu finansowego, a potem jego kolejnej fali, tzw. kryzysu fiskalnego. A teraz mamy okres bardzo wysokiego wzrostu gospodarczego (czego zresztą też specjalnie nie zawdzięczamy temu rządowi). Tych dwóch sytuacji nie można porównywać.

Premier w całości przypisuje wzrost dochodów budżetu polityce uszczelniania podatków, przede wszystkim VAT. Z wyliczeń ekonomistów wynika jednak, że uszczelnienie VAT odpowiada za mniej niż połowę tego wzrostu, kilkanaście miliardów złotych, a reszta to przede wszystkim efekt dobrej koniunktury. Poza tym kluczowe rozwiązania uszczelniające podatki (m.in. odwrócony VAT czy jednolity plik kontrolny) zostały przygotowane jeszcze przez poprzednią ekipę i wdrożone przez PiS, więc zasługami trzeba by się podzielić.

Czytaj także: PiS przelicytował sam siebie

Pół prawdy to często całe kłamstwo

W tematach pozagospodarczych jest zresztą podobnie. Morawiecki w kontekście „taśm Kaczyńskiego” nie widzi problemu w tym, że decyzję o podjęciu śledztwa podejmie prokuratura bezpośrednio podległa politykowi z obozu władzy. Powołuje się na przykład Francji, gdzie prezydent Emmanuel Macron wzmacnia nadzór rządu nad prokuraturą. Rzecz w tym, że we Francji istnieje instytucja sędziego śledczego, który jest niezależny od rządu i to on podejmuje kluczowe decyzje w nadzorowanych przez siebie śledztwach.

Takie przykłady pół- i ćwierćprawd wygłaszanych przez premiera można by mnożyć. A pół prawdy to często całe kłamstwo, jak pisał Benjamin Franklin. Mateusz Morawiecki dowiódł swojego nieortodoksyjnego stosunku do prawdy w zeszłorocznej kampanii samorządowej, w której sądy dwa razy stwierdziły, że premier podawał nieprawdziwe informacje. Na razie oficjalnej kampanii, niestety, jeszcze nie ma.

Czytaj także: Polska polityka działa jak „chwilówki”

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama