Kraj

„Dowozi tematy”. Jak Cieszyński powrócił do rządu

Janusz Cieszyński w Sejmie, jeszcze jako wiceminister zdrowia. Obok ówczesna wicepremier Jadwiga Emilewicz i premier Mateusz Morawiecki Janusz Cieszyński w Sejmie, jeszcze jako wiceminister zdrowia. Obok ówczesna wicepremier Jadwiga Emilewicz i premier Mateusz Morawiecki Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Premier Mateusz Morawiecki do polityki wszedł gwałtownie, nie miał kiedy zbudować zaplecza. Szuka więc lojalnych technokratów, ludzi do siebie podobnych. Takich jak Cieszyński.

Wiadomość o powrocie Janusza Cieszyńskiego do rządu gruchnęła w zeszłym tygodniu. 33-latek został nowym ministrem odpowiedzialnym za informatyzację w KPRM. Przypomnijmy, mowa o byłym wiceministrze zdrowia, który podpisał umowę na feralne respiratory, które docierały do kraju w żółwim tempie, bez odpowiedniej dokumentacji i nie w takiej liczbie, w jakiej powinny. Do dziś prokuratura domaga się zwrotu zaliczek i zapłaty kar umownych od dostawcy.

Tłumacząc się z transakcji z byłym handlarzem bronią o szemranej proweniencji, Cieszyński używał tych samych argumentów co jego ówczesny szef minister Łukasz Szumowski. Słyszeliśmy więc, że w obliczu pandemii politycy zawarliby kontrakt nawet z diabłem. Pytanie tylko, kto im tego diabła podrzucił, bo firma E&K wcześniej dostawą sprzętu medycznego zupełnie się nie zajmowała. O tym, że wybór firmy leżał w gestii służb specjalnych, pierwsza pisała „Gazeta Wyborcza”, dziś mówi się tak otwarcie również w PiS.

Czytaj też: Afera przycichła, Cieszyński wraca

Odwrót przed drugą falą

Janusz Cieszyński miał więc pecha. Poszedł do resortu, w którym planował zajmować się informatyzacją i wykonać pierwszy krok w stronę dalszych awansów (od lat jest członkiem PiS). Los chciał, że akurat za jego kadencji wybuchła pandemia, a z pozoru proste zadanie stało się wyzwaniem najwyższej wagi, i to takim, które mogło przekreślić całą jego karierę.

Wiedząc o tym, w co się pakuje, miał naciskać na wprowadzenie do specustawy koronawirusowej zapisu zapewniającego bezkarność sprawcom przestępstw z art. 231 i 296 kk. Chodzi o „nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego” oraz „wyrządzenie szkody majątkowej w obrocie gospodarczym”. W normalnych warunkach groziłoby za to nawet do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Od początku było wiadomo, że kontrakt z firmą E&K budzi wątpliwości, a prokuratorzy Zbigniewa Ziobry i NIK sterowana przez Mariana Banasia będą się sprawie przyglądać.

Gdy zrobiło się gorąco, podobnie jak Szumowski Cieszyński salwował się ucieczką. Oficjalnie w obu przypadkach powodem była rządowa rekonstrukcja, nieoficjalnie był to odwrót taktyczny. Minister i wiceminister odeszli latem, tuż przed uderzeniem drugiej fali koronawirusa, na którą Polska okazała się nieprzygotowana. Mniej więcej w tym samym czasie z rządem pożegnała się wiceminister cyfryzacji Wanda Buk, prywatnie partnerka Cieszyńskiego.

Czytaj też: Odchodzi minister Cieszyński, od maseczek i respiratorów

Tata z Solidarności Walczącej

Skąd w ogóle wziął się Cieszyński, który w naprawdę młodym wieku otrzymał odpowiedzialne stanowisko? Jego wejście do rządu to autorski projekt premiera. Do tej pory Morawiecki miał swoich ludzi w zasadzie tylko w gospodarce. Cieszyński zyskał w jego oczach ze względu na historię rodzinną. Jego ojciec Przemysław był kurierem Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego. W III RP zrobił karierę w biznesie, a obecnie zasiada w zarządzie Banku Gospodarstwa Krajowego.

Stycznych ze światem Morawieckiego było więc sporo, zresztą premier konsultował się z ojcem Janusza, zanim zatrudnił go w rządzie. Zważywszy że ojcem Wandy Buk był gen. Tadeusz Buk, który zginął w katastrofie smoleńskiej, łatwo dojść do wniosku, że powiązania rodzinne to ważna składowa rządowej kariery. Znamienne, jak łatwo znaleźć tego typu przypadki w formacji, która innych oskarżała o dokładnie taki sam proceder i wytykała palcami tzw. resortowe dzieci.

Czytaj też: Dymisja ministra Szumowskiego. Dezerter czy ofiara?

Wychowywanie partyjnej młodzieży

Od doświadczonych polityków PiS słyszymy, że taka metoda budowania zaplecza na dłuższą metę nic nie da. Gdyby Morawiecki planował rozgrywkę o schedę po Kaczyńskim na kilka kroków do przodu, powinien zatroszczyć się o pisowską młodzież, która będzie nadawać w partii ton.

PiS to jedna z niewielu formacji na naszej scenie politycznej, która do wymiany kadr (a w konsekwencji słynnej „wymiany elit”) podchodzi bardzo poważnie. Przez lata na swoje barki obowiązek zajmowania się młodzieżą brał Adam Lipiński. Konserwatywny intelektualista o naturze gawędziarza zabierał podopiecznych do Karpacza, gdzie odbywały się gry polityczne („zabawa w wybory”) i ożywione dyskusje.

Po latach funkcję przejął Joachim Brudziński, człowiek o zupełnie innym charakterze, którego bardziej interesowała skuteczność niż poglądy młodzieży. Dzięki opiekunom młodzi łatwiej zajmowali miejsca w partyjnej hierarchii, a cała struktura ulegała odmłodzeniu. Taki proces nie powiódł się w Platformie, mającej dziś wśród swoich członków zwalczające się pokolenia.

Czytaj też: Są kraje, gdzie za maseczkowe skandale się płaci

„Dowozi tematy”

Morawiecki musiałby więc zbierać ludzi niejako od zera. Cieszyński w jego oczach się sprawdził: wziął na siebie ciężar trudnych decyzji i poznał smak porażki. A jeśli ktoś w PiS nadstawia karku za całą formację, to jest traktowany poważnie. Mógłby stanowić świetne wsparcie dla premiera, choć niekoniecznie pomoże mu to w walce o władzę w PiS.

Znajomości są ważne, podwórka, na których się wychowywało, też, ale absolutnie kluczowa jest zdolność dowiezienia tematu. Młody może sobie wymyślić dowolnie absurdalny projekt, tylko musi udowodnić, że nie tylko jest wygadany, ale potrafi go zrealizować. Dla Jarosława to najważniejsza cecha – mówi polityk PiS.

Cieszyński podobno „tematy dowozić” umie. Minister Szumowski mówi nam, że ceni w nim „uczciwość w komunikowaniu, co da się zrobić, a czego się nie da”. Udały się e-recepty, za które odpowiadał właśnie Cieszyński. Ale to sukces mało medialny i przykryty kompromitującą sprawą respiratorów.

Rozmawiając z innymi byłymi współpracownikami Cieszyńskiego, można odnieść wrażenie, że minister cyfryzację naprawdę lubi i poświęca się pracy całkowicie. Wygląda na to, że Morawiecki stawia na człowieka o podobnej konstrukcji do swojej, choć zapewne bardziej potrzebuje politycznych fighterów od wewnątrzpartyjnych rozgrywek.

Czytaj też: Respiratorów nie widać, pieniądze poszły, dokumenty wyszły

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wybuchowe wesele. Zostali bez domu i z kredytem na całe życie

W jednej chwili wesele Wawrzyniaków zamieniło się w koszmar. Każdego dnia nurtuje ich pytanie: jak tu obchodzić rocznicę?

Norbert Frątczak
18.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną