Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Kretynizm prawniczy na przykładzie TVP. Dlaczego Sienkiewicz jest w prawie, a Kaczyński je łamie

Łatwo się wplątać w znane na świecie zjawisko zwane kretynizmem prawniczym. Ilustruje to przykład „zamachu” na TVP Info. Łatwo się wplątać w znane na świecie zjawisko zwane kretynizmem prawniczym. Ilustruje to przykład „zamachu” na TVP Info. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Utrzymywanie bezprawia jest w logice kretynizmu prawniczego w porządku, a likwidacja bezprawia – to rażące naruszenie przepisów. Mieliśmy więc utrzymywać bezprawie w imię przestrzegania prawa. Doskonale widać to na przykładzie tego, co dzieje się w TVP.

Smutne widowisko, jakie urządzają nam Kaczyński, Duda i inni ważni politycy PiS, niepokoi również dlatego, iż wielu zwykłych obywateli traci orientację w ocenie, co jest zgodne z prawem, a co nie. Jasne, większość ludzi ani nie jest prawnikami, ani nie ma czasu czy ochoty na wczytywanie się w przepisy prawa. Poza tym bardzo łatwo się wplątać w znane na świecie zjawisko zwane kretynizmem prawniczym.

Zilustruję to przykładem „zamachu” na TVP Info. Nowy minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz mianował nowego szefa telewizji – na podstawie przepisów kodeksu spółek handlowych. Sąd rejestrowy tego nie uznał, bo są też inne przepisy: tylko Rada Mediów Narodowych ma prawo zmienić szefa telewizji. A wiadomo, że ta pisowska Rada nie miała zamiaru zmieniać. Przecież Kaczyński wyłączenie sygnału TVP Info w grudniu uznał za jawne łamanie prawa, skandal, jakiego nie było od 1989 r.

Czytaj także: Republika TVPiS z Holecką i Rachoniem. „Będą wciskać gaz do dechy, tak chce Kaczyński”

Telewizja według PiS

A czy samo funkcjonowanie TVP Info w starej formule było zgodne z prawem? Przecież protagoniści PiS-u nie kryli, czym jest i jakie zadania w państwie wyznaczają telewizji TVP Info. Jacek Kurski, dawniej telewizją dowodzący, twierdził, że jest ona kartą wygrywającą wybory. To kanał dotarcia do Polaków z własnym przekazem – mówił i zapewniał, że „w Polsce za pomocą telewizji można wykreować obraz, jaki się chce, bo społeczeństwo nie analizuje tego, co tam widzi, tylko przyjmuje jako prawdziwe”.

Sam Kaczyński akcję okupacji budynku TVP w Warszawie w grudniu publicznie nazwał „obroną demokracji”. I ze zdumiewającą szczerością publicznie twierdził, że „nie ma demokracji… bez silnych mediów antyrządowych, a tak się składa, że w naszym kraju są to media publiczne” – powiedział. Czyli – według jego osądu – nie wolno było Sienkiewiczowi zmieniać telewizji. Ta musiała być antyrządowa, czyli „kreować obraz”, jaki wymyśli PiS. W konsekwencji wszyscy podatnicy – w tym ich większość, która wybrała nowy rząd – mieli finansować telewizję, której zadaniem miałaby być walka z rządem.

Takie działanie byłoby zgodne z prawem? Rada Mediów Narodowych nie widziała niczego złego w uprawianym przez TVP Info szczuciu na ludzi czy w paskach w rodzaju: „Obóz likwidatorów Państwa Polskiego” (o Koalicji Obywatelskiej), „Bruksela chce zakazać jedzenia mięsa”, „Niemcy zachwyceni Hołownią” czy „Opozycja chce oddać szczepionki Niemcom” (mowa o dawnej opozycji).

Trzeba wyjątkowo złej wiary, żeby uznać, iż tak w skrócie opisana telewizja działała zgodnie z prawem, czyli za pieniądze publiczne pełniła misję publiczną i funkcję wolnych mediów. Utrzymywanie takiej telewizji stanowiłoby jawne bezprawie.

Czytaj także: Minister do zadań specjalnych. Po latach smuty urósł w rządzie Tuska. Działa po „sienkiewiczowsku”

Nie można milionów karmić kłamstwami

Tu dochodzimy do logiki kretynizmu prawniczego: utrzymywanie bezprawia jest w tej logice w porządku, a likwidacja bezprawia – to rażące naruszenie przepisów. Mieliśmy więc utrzymywać bezprawie w imię przestrzegania prawa.

W gmachu prawa – jak i w życiu – zawsze mamy do czynienia z jakąś hierarchią wartości. Są sprawy i dobra bardzo ważne i mniej ważne. W tej sytuacji stawiamy takie pytanie: Czy ważniejsze było utrzymanie (zgodne z prawem) kilku facetów na intratnych stanowiskach, czy położenie kresu (niezgodnego z prawem) „kreowania obrazu” dla milionów odbiorców. Przecież dla oceny sytuacji trzeba czegoś więcej niż powołania się na jedno zdanie z jednego przepisu ustawy. Kretynizm prawniczy nie widzi hierarchii ważności. Zjawisko to było rozpoznane już na początku ery nowożytnej w postaci sentencji – Fiat iustitia, et pereat mundus, czyli w wolnym tłumaczeniu: „Stosujmy prawo, choćby cały świat miał szlag trafić!”. Karmmy się propagandą i kłamstwami, niech słuchają tego miliony ludzi za swoje własne pieniądze, gdyż prawo wymaga, by kilku facetów pozostało dalej na stanowiskach.

Ludzka niedoskonałość powoduje, że nawet zespół norm nie jest w stanie zawsze harmonijnie pogodzić trzech głównych idei: bezpieczeństwa prawnego, pożądanej celowości działania i poczucia sprawiedliwości. W tym konkretnym wypadku ustawa o Radzie Mediów Narodowych (a konkretnie skład Rady) zabraniająca Sienkiewiczowi stosowania kodeksu spółek handlowych niewątpliwie zapewnia bezpieczeństwo prawne (zresztą głównie dotychczasowym telewizyjnym milionerom). Natomiast nie realizuje celu prawa o mediach publicznych: bezstronności i rzetelności. Przecież o tym Kaczyński mówił wprost: chciał – jak wyżej cytowałem – by media były antyrządowe. I w praktyce ustawa nie realizuje też sprawiedliwości: nie można milionów karmić kłamstwami.

Na szczęście są sędziowie

Przez całe wieki na wszystkich uniwersytetach przyzwyczajano prawników do tzw. pozytywizmu prawniczego, czyli uznania, że każda wola państwa wyrażona w formie ustawy jest prawem. A sędzia nie ma prawa oceniać, czy to dobrze, czy źle. W nowych czasach nawet wielki filozof prawa, dawniej pozytywista, Gustav Radbruch od tego odszedł. Przy ocenie niegodziwej sytuacji sankcjonowanej ustawą posłużył się pojęciem „ustawowego bezprawia”. W takiej sytuacji nie można konkretnej ustawy (w tym przypadku o Radzie Mediów Narodowych) uznać za obowiązujące prawo. Bo ustawa może działać w sposób niesprawiedliwy i utrzymywać bezprawie.

Na szczęście każde prawo – w sytuacji spornej – podlega ocenie konstytucyjnej: można przywrócić chronione wyższe cele, odwołać się do prawdziwych wartości. W praworządnych państwach robi to Trybunał Konstytucyjny. Dziś u nas nie działa. Na szczęście w Polsce kontrola konstytucyjna jest też przywilejem każdego sądu. Sienkiewicz słusznie liczy, że jego decyzja trafi z czasem do oceny i rozstrzygnięcia przed sądem. Oby nie trafiła na przypadek kretynizmu prawniczego. Parafrazując inną znaną sentencję: są jeszcze sędziowie w Warszawie!

Czytaj także: Kamiński, Wąsik, TVP. Co jeszcze? PiS zaminował całe państwo i odpala kolejne ładunki

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną