Kraj

Kapiszony, tysiące listów do Ziobry i prawdziwe polskie wiadomości

Jarosław Kaczyński Jarosław Kaczyński Prawo i Sprawiedliwość / Facebook
Epistoła prezesa PiS przypomina przykazy z czasów PRL: „Towarzysze, miarkujcie w zawłaszczaniu forsy, bo jak sprawa się wyda, to będzie chryja”. Oto mamy kolejną analogię między budową socjalizmu przed 1989 r. a praktyką tzw. dobrej zmiany.

Opublikowano list p. Kaczyńskiego do byłego ministra sprawiedliwości p. Ziobry (znaleziony w domu p. Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości, odpowiedzialnego za wydatkowanie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości). Czytamy: „Zwracam się do Pana Ministra o natychmiastowe zakazanie kandydatom Solidarnej Polski korzystania z Funduszu Sprawiedliwości w trakcie kampanii wyborczej i jednocześnie zakazanie osobie odpowiedzialnej za dysponowanie środkami Funduszu przekazywania jakichkolwiek sum w trakcie kampanii lub też formułowania zobowiązań dotyczących przekazywania takich sum w przyszłości. (...) Przypadki, o których już w tej chwili mówi się w środowiskach naszej koalicji, o ile są prawdziwe, mogą przynieść fatalne skutki zarówno z punktu widzenia przebiegu kampanii, jak i ze względów związanych z jej rozliczeniem przed Państwową Komisją Wyborczą. Zmuszony jestem też stwierdzić, że w razie niezastosowania się do sformułowanego w piśmie zalecenia pełna odpowiedzialność polityczna, a najprawdopodobniej także w innych wymiarach, będzie spoczywała na Panu”.

Czy zacytowany list jest autentyczny? Jego Ekscelencja kluczy, bo powiada tak: „Gdzie ja wysłałem ten list? Kim był człowiek, do którego ten list wysłałem? Wiem, że Donald Tusk takie oskarżenia formułuje, ale nienawiść odbiera rozum. Nie pamiętam tego, nie pamięta tego minister Ziobro. Minister Romanowski twierdzi, że do niego taki list dotarł, więc zakładam, że mnie pamięć zawodzi. Jeżeli ten list został rzeczywiście wysłany, nie daję na to 100 proc., ale zakładam, (...) [że] był on wynikiem czegoś, co się zdarza w każdej kampanii wyborczej. (...) Wyraźnie piszę w tym liście, że nie wiem, czy te skargi są prawdziwe. Wszelkiego rodzaju zarzutu prawnokarne, które są tutaj formułowane, powiedzieć bzdura, to mało. (...) Wszystko to będzie zbadane przez uczciwe sądy i w ramach licznych procesów, które się odbędą, ale po upadku tej władzy. Jestem przekonany, że prędzej czy później ona upadnie, nie zdoła zrealizować niemieckiego planu, by polskie państwo przestało istnieć”.

Jeśli p. Kaczyński wysłał rzeczony list, to nic dziwnego, że został przekazany wiceministrowi odpowiedzialnemu za Fundusz Sprawiedliwości. Jego Ekscelencja raczy mocno przesadzać w sprawie powszechności podobnych pism w kampaniach wyborczych. Ta epistoła raczej przypomina przykazy z czasów PRL: „Towarzysze, miarkujcie w zawłaszczaniu forsy, bo jak sprawa się wyda, to będzie chryja”.

To jeszcze jedno podobieństwo pomiędzy Zjednoczoną Prawicą a PZPR, polegające właśnie na tym, że Prezes the Best nie kwestionuje samego procederu, ale jego skutki, gdy „sprawa się rypnie”. I oto mamy kolejną analogię między budową socjalizmu przed 1989 r. a praktyką tzw. dobrej zmiany.

Czytaj też: Czy Kaczyński wiedział, że wie

List do Ziobry? Kapiszon!

Wedle Słownika języka polskiego kapiszon (w sensie potocznym) to działanie, które przyniosło znacznie mniejszy efekt, niż zapowiadano lub niż się ktoś spodziewał. Dobrozmieńcy utrzymują, że publikowanie listu p. Kaczyńskiego do p. Ziobry jest kapiszonem mającym na celu deprecjację Zjednoczonej Prawicy przez obecnie rządzącą koalicję. Tak rzecz ujmuje p. Błaszczak: „Można by określić tę publikację »Gazety Wyborczej« jako kolejny kapiszon »Gazety Wyborczej«, to już cała seria kapiszonów, a po drugie, proszę zwrócić uwagę na stwierdzenia w tym liście: »o ile potwierdzą się przypadki«. Pan premier Jarosław Kaczyński zawsze dbał o wysoki poziom tych spraw, które dotyczą właśnie transparentności, przejrzystości życia publicznego, dlatego wtedy, kiedy pojawiła się wrzawa medialna, zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry listownie z prośbą o wyjaśnienia. Wyjaśnienia zostały złożone, a więc w związku z tym cała rzecz koncentruje się na tym kapiszonie”.

Przekaz dnia płynący z centrali PiS jest taki, że cała sprawa jest błaha, a nawet świadczy o daleko idącej transparentności finansowych poczynań w ramach tzw. dobrej zmiany, a Funduszu Sprawiedliwości w szczególności. Dobrozmieńcy podkreślają, że p. Kaczyński wypowiedział się warunkowo („gdyby okazało się, że”). Zapominają dodać, że ich wódz powoływał się na opinie krążące w gronie Zjednoczonej Prawicy, a nie formułowane przez jej wrogów podpuszczanych przez Niemców.

Pan (Sebastian) Kaleta, inny wice-Ziobro, opowiada: „Pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości trafiały do strażaków, trafiały do szpitali, trafiały na tworzenie ośrodków pomocy pokrzywdzonym. Te wszystkie sensacje, które były opublikowane również wtedy, kompletnie nie miały związku z rzeczywistością. To były fałsze. I taką informację uzyskało również kierownictwo PiS w tej sprawie”. Uzyskało, bo p. Kaczyński zwracał się, co sam podkreślił, o wyjaśnienia do p. Ziobry jako do prokuratora generalnego.

Pan Wójcik, jeszcze jeden wice-Zbyszek, dodał: „Listów Kaczyńskiego do Ziobry były setki, jeśli nie tysiące”. Pomijając prawdziwie imponującą liczbę listów Prezesa the Best do p. Zbyszka, rzeczywisty problem leży w tym, że, jak się okazało, pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości szły także na kampanię wyborczą aktywistów Suwerennej Polski, a więc cele niemające nic wspólnego z pomocą strażakom, szpitalom i ośrodkom dla pokrzywdzonych. Przypomina się piosenka (z początków lat 50.): „nieodłączne siostry dwie, partia i SP” (wtedy PZPR i tzw. Służba Polsce, teraz PiS i Suwerenna Polska).

A p. Gosek z obecnej SP basuje p. Kaczyńskiemu i groźnie pomrukuje: „Przestępcami są ci, którzy ujawnili treść tego listu, (...) pójdą do pudła po zmianie władzy”. Ciekawe, że dobrozmieńcy strzelają do kapiszonów z ciężkiej broni, a nie z pistoletów zabawek dla dzieci (inne znaczenie słowa „kapiszon”). Cóż, fakt pozostaje faktem, choćby był ubrany w kapiszon wedle dobrozmiennej mody.

Prawdziwe polskie wiadomości

Pani Holecka, gwiazda TV Republika (dawniej TVP Info), wymyśliła, że prezentuje prawdziwe polskie wiadomości. Sens frazy „prawdziwe polskie wiadomości” nie jest jasny. Wedle słownika wiadomość to nowa informacja o czymś. Może być oceniana, pozytywnie lub negatywnie, wedle różnych kryteriów, także narodowościowych. Jadąc po Polsce, możemy spotkać banery z napisami: „prawdziwe polskie jaja wiejskie”, „prawdziwe polskie młode ziemniaki” itp., reklamujące produkty być może apelujące do patriotyzmu i utwierdzające, że prawdziwe polskie jaja wiejskie czy młode ziemniaki są dobre. Tak użyte przymiotniki „polski” i „prawdziwy” mają sens bardziej wartościujący i perswazyjny niż opisowy, a podobnie ma się sprawa ze złożonym kontekstem „prawdziwe polskie wiadomości”.

Zbadajmy z tego punktu widzenia wiadomość szeroko kolportowaną (pt. „Nasz News”) przez TV Republika, że rząd (reżim) Tuska planuje zmniejszyć wydatki na obronność o 57 mld zł w latach 2025–28, wyemitowaną 4 lipca przed południem. „Nasz News” skłonił kilku posłów PiS do kontroli w MON. Ustalili, że taki dokument powstał, ale nie dociekli, czy był tajny czy nie.

Zabrał też głos p. Duda. Oświadczył, że sprawa dotyczy Ministerstwa Finansów i że on nigdy się nie zgodzi na redukcję wydatków na obronę. Po południu i wieczorem „Nasz News” był głównym tematem w TV Republika, realizowanym przez p. Gójską-Rachoniową i p. Kłeczka.

Przekaz był taki: dokument jest prawdziwy, Tusk i jego rząd rozbrajają polską armię, czynią to w interesie (a nawet na polecenie) Niemiec i nie baczą na zagrożenie rosyjskie. Nie ma więc wątpliwości, że „Nasz News” został przygotowany jako prawdziwa polska wiadomość w autentycznym sensie p. Holeckiej.

W odpowiedzi MON zakomunikował, że nie planuje redukcji wydatków na obronność, a p. Kosiniak-Kamysz, szef tego resortu, wezwał: „Proszę nie powtarzać kłamstw, na Wschodzie tylko na to czekają”. Ponoć miał miejsce przeciek ze Sztabu Generalnego WP (otrzymał dokument do konsultacji, ale zaprzeczył, jakoby był z nim uzgadniany) do TV Republika. Wedle tej stacji „Nasz News” uratował budżet MON (p. Jabłoński z PiS powtarzał to w sobotę, dodając, że podobny skutek miała poselska kontrola w MON), a wszelkie oficjalne wyjaśnienia były panikarską próbą przykrycia afery.

Następnego dnia p. Siewiera, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, potwierdził autentyczność dokumentu i wyjaśnił, że ma on charakter roboczy w związku z próbą uregulowania finansów MON. Niektórzy komentatorzy zwrócili uwagę, że rzecz dotyczy „zdjęcia” części wydatków na obronę z deficytu budżetowego.

Czytaj też: To koniec Suwerennej Polski? Kaczyński ma chrapkę na przystawkę

Newsy z TV Republika

5 lipca TV Republika kontynuowała narrację z poprzedniego dnia, potem „Nasz News” zszedł na dalszy plan. Chyba okazał się dobrozmiennym kapiszonem i ustąpił miejsca informacjom o torturowaniu ks. Michała Olszewskiego przez reżim Tuska. P. (Piotr) Kaleta, poseł PiS, wykrył, że to szatani w ludzkiej postaci. Donosił o najeździe prokuratora Tuska (tak było na reakcyjnym pasku) i silnych ludzi z łomami na KRS. Zapomniano tylko dodać wzmiankę o „przypadkowej” koincydencji relacji o niedolach rzeczonego duchownego z ujawnieniem nowych materiałów o fundacji Profeto (kierowanej przez ks. Olszewskiego) i jej związkach z Funduszem Sprawiedliwości, oraz o tym, że powodem wejścia do KRS była odmowa wydania dokumentów w procesach dyscyplinarnych wobec niektórych (niezbyt powolnych wobec programu tzw. dobrej zmiany) sędziów. Ciekawe, że pasek TV Republika uznał p. Tuska za prokuratora. Chyba niemianowanego przez p. Zbyszka.

Republikanci grają dwuznacznościami przymiotnika „prawdziwy”. Pan Kłeczek oświadczył, że p. Kosiniak-Kamysz „nie powiedział, że ten dokument nie jest prawdziwy, że jest fałszywy, dlatego, że jest prawdziwy”. To jednak znaczy tyle tylko, że jest autentyczny, tj. że istnieje – p. Kłeczek (podobnie jak p. Gójska-Rachoniowa i p. Holecka) nie rozumie, że przymiotnik „prawdziwy” jest wieloznaczny. Inna kwestia dotyczy tego, czy treść owego autentycznego dokumentu stanowi podstawę do stwierdzenia: „rząd Tuska planuje redukcję wydatków na obronność”. Otóż nie stanowi, bo zgodnie z wyjaśnieniem p. Siewiery jest to dokument roboczy mający na celu propozycję zorganizowania pewnego typu księgowości w ramach budżetu MON. Byłoby inaczej, gdyby MON oficjalnie wystąpił do Ministerstwa Finansów o korektę budżetu i miał aprobatę premiera w tym względzie.

Jedyny problem wart dyskusji to kwestia, czy tak ważna sprawa jak wydatki na armię powinna być przedmiotem księgowych (a więc pozornych) manipulacji. Nie jest wiadome, kto podpisał dokument i czy był w ogóle parafowany. TV Republika utrzymuje, że mógł to być p. Tomczyk, wiceminister obrony narodowej należący do PO. Pan Matecki, szczególnie ostry dobrozmieniec z Suwerennej Polski, „wyjaśnił” polityczny kontekst całej sprawy. Ma być tak, że p. Tusk rękami p. Tomczyka podłożył świnię p. Kosiniakowi-Kamyszowi. Cel tej gadki jest prosty, mianowicie przekonanie PSL, że powinien opuścić koalicję 15 października. To stała strategia dobrozmieńców po wyborach 15 października.

Czytaj też: Schowani za immunitetami

Moskal, Polak i Duda

Ważna kwestia jest taka: czy TV Republika dowiedziała się „jakoś tak” o dokumencie (prawdopodobnie tajnym), czy miał miejsce zamierzony przeciek ze Sztabu Generalnego lub MON. Czyżby stało się to (zarówno jedno, jak i drugie) przez czysty przypadek tuż przed szczytem NATO w Waszyngtonie? Pan Macierewicz rzekł kiedyś, że oczekuje zawetowania budżetu przez p. Dudę, bo to może spowodować przyspieszone wybory. Pan Antoni chyba już zupełnie utracił poczucie rzeczywistości, bo prezydent nie może wetować budżetu.

Wszelako intencje p. Macierewicza są jasne, mianowicie trzeba sabotować poczynania obecnego rządu. Pan Duda to czyni, odmawiając powoływania ambasadorów proponowanych przez rząd i utrudniając mu prowadzenie polityki zagranicznej. Nasuwa się pytanie, w czyim interesie, nawet realizowanym nieświadomie, jest tworzenie takich bzdurnych informacji. Wprawdzie nie należy grać nazwiskami, ale czasem mają zaskakującą aktualność. Otóż jednym z interwentów poselskich w MON był p. Moskal. A przecież jest do dyspozycji poseł Polak z PiS – może jego należało skierować do kontroli.

A mówiąc poważnie: to humorystyczne, że dobrozmieńcy mianują się państwowcami, tj. ludźmi uznającymi interes państwa za fundamentalny. Pytanie à la do Radia Erewań: „Czy TV Republika może się mylić? W zasadzie tak, w praktyce jednak nigdy się nie myli. Skąd ta pewność? Pytaliśmy red. Sakiewicza i odpowiedział, że zawsze włączają prawdę, tj. prawdziwe polskie wiadomości”. Jednym z głównych włączników jest p. Kłeczek. Przepraszam, że pominąłem inne urządzenia tego typu.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną