Kultura

Oscary 2021. Show bez nadęcia, przełomowy, z niespodziankami

Oscary 2021. Frances McDormand i Youn Yuh-jung Oscary 2021. Frances McDormand i Youn Yuh-jung POOL / Forum
Ceremonia zapowiadała się na niestandardową, przełomową, zaskakującą i na swój sposób przewidywalną. Królem gali został „Nomadland”, poetycki dramat społeczno-psychologiczny.

Z przedoscarowych sondaży wynikało, że zwycięzcami zostaną nie hollywoodzkie gwiazdy, które tym razem zostały sprowadzone do roli wręczających, ani głośne, popularne widowiska, tylko czarnoskórzy aktorzy, mniej znani twórcy z Azji i Korei. Oraz małe, niezależne kino podejmujące niewygodną tematykę dyskryminacji, wykluczenia, wykorzystania seksualnego, wszelkiego rodzaju nierówności czy zmagań z nieuleczalnymi chorobami. Ceremonia zapowiadała się na niestandardową, przełomową, historyczną, zaskakującą i na swój sposób przewidywalną. Niemal wszystkie liczące się opiniotwórcze periodyki oraz zagraniczne media taki właśnie scenariusz 93. gali rozdania Oscarów obstawiały. Wielkich niespodzianek nie było.

Oscary 2021. Jak w dreszczowcu

Oscara dla najlepszego aktora otrzymał Anthony Hopkins grający zdemenciałego starca w poruszającym dramacie psychologicznym „Ojciec” o trudnej relacji rodzinnej poddanej najcięższej próbie. I niewątpliwie to była największa rewelacja wieczoru, bo naprawdę mało kto się spodziewał, że Akademia nie nagrodzi w tej kategorii pośmiertnie Chadwicka Bosemana („Ma Rainey: Matka bluesa”), co przewidywali wszyscy. Hopkins jest legendą, stworzył masę niezapomnianych kreacji, ale ostatnio wszystko, czego się tknął, znów zamieniało się w złoto. Wystarczy przypomnieć genialną rolę kardynała Ratzingera w „Dwóch papieżach” czy Alfreda Hitchcocka w trakcie reżyserowania „Psychozy” w „Hitchcocku”. To drugi Oscar dla Brytyjczyka (na sześć nominacji) i oby nie ostatni.

Czytaj też: Oscary. Rozdanie przełomowe

Za drugą niespodziankę należałoby uznać dramaturgię ceremonii w niczym nieprzypominającą tego, co widywaliśmy do tej pory. Za realizację gali odpowiadał m.in. Steven Soderbergh, któremu udało się uczynić z niej pasjonujący, nienadęty, elegancko i dynamicznie poprowadzony show, którego akcja rozgrywała się symultanicznie m.in. w Seulu, Londynie, Paryżu. Nie było obowiązkowych występów i prezentacji piosenek. Zamiast tego w olbrzymiej hali dworcowej Union Station w Los Angeles przerobionej na elitarny klub nocny gościnnie występujące gwiazdy opisywały w kilku słowach zasługi nominowanych, a kamera niczym w dreszczowcu kręconym na żywo śledziła z bliska ich reakcje, zamiast pokazywać fragmenty nagradzanych filmów.

To rozbijało skostniało formułę, wprowadzało elementy zaskoczenia, pozwalało lepiej przeżywać emocje. Ożywczą odmianą było również przetasowanie kolejności wręczania statuetek. Już na samym początku poznaliśmy laureata za reżyserię, a jako ostatnich wywołano na scenę aktorów.

„Nomadland” bez American dream

Zgodnie z przewidywaniami królem oscarowej ceremonii został „Nomadland”. Poetycki dramat społeczno-psychologiczny, luźno oparty na reportażowej książce Jessiki Bruder opisującej tułaczkę skazanych na bezdomność prekariuszy przemieszczających się w poszukiwaniu zarobku i lepszych warunków w swoich kamperach, zgarnął trzy wyróżnienia. Tym samym Chinka Chloé Zhao stała się pierwszą Azjatką i drugą po Kathryn Bigelow kobietą uhonorowaną Oscarem w uchodzącej za typowo męską kategorii najlepsza reżyseria.

Co istotniejsze, zrealizowany za skromne kilka milionów dolarów „Nomadland” poświęcony sześćdziesięcioparoletniej emerytce granej przez Frances McDormand (trzeci Oscar w karierze), próbującej odnaleźć się w życiu po stracie męża, przyjaciół, bez stałego miejsca zamieszkania i wiary w American dream, zdobył też tytuł najlepszego filmu sezonu. Wpisując się w panującą ogólnie atmosferę niepewności, zawieszenia, narastającej depresji wywołanej plagą nieszczęść zapoczątkowaną kryzysem na rynku kredytów hipotecznych, rządami Trumpa, a teraz przedłużającą się pandemią.

Na sukces filmu Zhao złożyło się też jego ukryte przesłanie. Oprócz tego, że broni prawa do szczęścia tych, którym odmawia się zasiłków, opieki zdrowotnej, mieszkań, wsparcia państwa itd., to jeszcze pokazuje uporczywe dążenie do samowystarczalności, na dodatek w estetyce subtelnej przypowieści o naprawianiu więzi z naturą, zmarłymi, duchami. Przy okazji gloryfikuje siłę kobiet i współczesną Amerykę jako kraj nieograniczonych możliwości, a także głodowych pensji, nędzy oraz alienacji. Nie przypominam sobie, aby ostatnio Hollywood w takiej właśnie kombinacji poświęcało wiele uwagi wykluczonym ze wspólnoty.

Czytaj też: BAFTA. Oscarowi pewniacy i inni ciekawi laureaci

Chloé Zhao od Marvela

Zagadką pozostaje dalsza kariera Chloé Zhao zapowiadająca się nadzwyczaj błyskotliwie, chociaż trudno przewidzieć, dokąd ją ona zaprowadzi. 39-letnia Chinka od tej chwili będzie mogła stawiać warunki. Oscar za reżyserię uchodzi za jedno z najcenniejszych trofeów, gwarantuje ogromny kredyt zaufania ze strony producentów, można więc oczekiwać bardzo różnych wyborów. Zapowiadany jeszcze na ten rok gotowy już nowy projekt reżyserki przyniesie radykalną zmianę stylu i jej zainteresowań. Nakręcony za 200 mln dol. „Eternals” jest komiksową superprodukcją science fiction studia Marvel. Co będzie dalej?

Czytaj też: „Obiecująca. Młoda. Kobieta”, bezczelny film

„Mama ciężko pracowała”

Trwającą od dekad dominację białych w kategoriach aktorskich symbolicznie przełamała druga pochodząca z Dalekiego Wschodu artystka: 73-letnia Koreanka Youn Yuh-jung, wcielająca się w drugoplanową rolę Soonji w filmie „Minari” o koreańskich imigrantach zapuszczających korzenie w Arkansas. Jej nazwisko raczej z niczym się u nas nie kojarzy, ale Youn w Azji uznawana jest za niekwestionowaną wielkość. Od 50 lat występuje na scenach teatralnych, gra w kinie i serialach, chociaż aktorstwa nie studiowała (na egzaminach wstępnych otrzymała zbyt niską liczbę punktów i nie została przyjęta na uczelnię). W połowie lat 70. Youn wyszła za mąż i przeniosła się na Florydę, gdzie jej mąż studiował na uniwersytecie. Spędziła tam prawie dziesięć lat jako gospodyni domowa, wychowując dwoje dzieci, ale rozwiodła się i wróciła do Seulu, gdzie mieszka do dziś.

Aby zapewnić swoim synom wyższe wykształcenie, przyjmowała każdą oferowaną jej pracę. Potem postawiła na bardziej uznanych reżyserów, takich jak Hong Sang-soo (ulubieniec canneńskiego festiwalu) czy Im Sang-soo („Pokojówka”), który obsadzał ją w rolach nietypowych dla aktorek w jej wieku. Na przykład w „Smaku pieniądza” Youn wciela się we wpływową, bardzo bogatą szefową, która molestuje seksualnie swojego dużo młodszego sekretarza. Odbierając zasłużonego Oscara, dziękowała Akademii, ale też zwróciła się do swoich dorosłych synów: „zobaczcie, mama ciężko pracowała i oto są efekty”. Żart, w którym duma łączy się z cierpieniem. Wielcy tak mają.

Czytaj też: Złote Globy rozdane w cieniu afer

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Zygmunt Freud i jego rewizja natury człowieka

Gdy Albert Einstein wytyczał nową drogę myśleniu o przestrzeni, czasie i grawitacji, wiedeński lekarz Zygmunt Freud rewidował wiedzę o istocie człowieczej natury.

Joanna Cieśla
08.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną