Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Halloween: polecamy 10 niezależnych horrorów. Jeśli macie mocne nerwy

Kadr z filmu „Pearl” Kadr z filmu „Pearl” mat. pr.
Poszukujecie nowych wrażeń? Filmów niepokojących, wywołujących podskórny lęk, choć czasem przekraczających granice dobrego smaku? Proponujemy dziesięć.

Halloween z całą swoją groteskowo-straszną oprawą zachęca do sięgania po klasykę horroru. Najlepiej w wydaniu z lat 80. – „Halloween”, „Koszmar z ulicy Wiązów” czy „Piątek trzynastego” właśnie w coraz dłuższe październikowe wieczory sprawdzają się najlepiej. Podobnie jak filmy, które zapisały się na stałe w historii kina już bez podziału na gatunki. „Egzorcysta” Williama Friedkina, „Psychoza” Alfreda Hitchcocka czy „Lśnienie” Stanleya Kubricka to arcydzieła kinematografii i warto do nich wracać nie tylko przy okazji święta duchów i dyni.

Lecz to wszystko znane tytuły, bez trudu znajdziecie je w serwisach streamingowych. A być może poszukujecie nowych wrażeń? Nie mniej niepokojących, wywołujących podskórny lęk, choć czasem przekraczających granice dobrego smaku? Proponujemy dziesięć filmów na Halloween, które mogliście przeoczyć (nawet jeśli część z nich była pokazywana w kinach). Nie wszystkie można bez wahania nazwać horrorami, lecz każdy z nich czerpie mniej lub bardziej z tradycji i estetyki kina grozy. To nie są ani najgłośniejsze, ani najważniejsze filmy gatunkowe ostatnich lat – ale o tych na pewno i tak słyszeliście – ale zasługują na waszą uwagę. Od niszowych produkcji dla koneserów, poprzez ulubieńców festiwalu Sundance, po jedną z najbardziej krwawych i cynicznych produkcji, jakie pojawiły się na ekranach w ostatniej dekadzie.

Cenzorka, reż. Prano Bailey-Bond (Rakuten, Canal+, Polsat Box Go)

Feministyczny thriller, a zarazem pozbawiony nostalgii ukłon w stronę lat 80., gdy w Wielkiej Brytanii złą sławą cieszyły się „video nasties”: dystrybuowane na kasetach VHS tandetne i bardzo krwawe horrory. Tytułowa bohaterka, Enid, pracuje dla British Board of Film Classification, urzędu przyznającego kategorie wiekowe filmom dopuszczonym do dystrybucji. W jednym z filmów, które ocenia, dostrzega kobietę łudząco podobną do jej zaginionej przed laty siostry. Postanawia ją odnaleźć, nieświadoma, że będzie to podróż do filmowego piekła. Debiutująca reżyserka umiejętnie stopniuje napięcie i gra z przyzwyczajeniami widzów. To nie jest horror, na którym będziecie podskakiwać ze strachu, lecz na pewno poczujecie się nieswojo.

Kadr z filmu „Cenzorka”mat. pr.Kadr z filmu „Cenzorka”

Demony prerii, reż. Emma Tammi (MojeEkino)

Na ekrany kin trafił niedawno horror „Pięć koszmarnych nocy”, adaptacja serii popularnych gier „Five Nights at Freddy’s”. Krytycy narzekają, gracze – rozpoznający rozmaite kulturowe kody i nawiązania do gry – narzekają nieco mniej, lecz warto pamiętać, że reżyserka Emma Tammi debiutowała kilka lat temu naprawdę znakomitym, nastrojowym horrorem, którego akcja toczyła się w XIX w. na amerykańskiej prerii. Jego bohaterkami są dwie młode kobiety, które muszą uporać się z własnymi lękami i traumami (zwłaszcza dotyczącymi macierzyństwa). Feministyczny western grozy wyreżyserowany z empatią i precyzją, jakiej Emmie Tammi mogliby pozazdrościć weterani gatunku.

Czytaj reż: „Ulica strachu”. Horror nie tylko dla dzieci

Kadr z filmu „Demony prerii”mat. pr.Kadr z filmu „Demony prerii”

Dziwak, reż. Patrick Brice (Netflix, iTunes)

Minimalistyczne kino, które umiejętnie gra na emocjach. Aaron, filmowiec amator, zostaje zatrudniony przez umierającego na raka Josefa do nagrania wideodziennika dla jego nienarodzonego dziecka. Pozornie proste zlecenie okazuje się pułapką; Josef zachowuje się coraz dziwniej, zadręcza Aarona swoimi wyznaniami, a potem robi się coraz bardziej niebezpieczny. Mimo bardzo prostej formuły – „Dziwak” został zrealizowany techniką found footage, scenariusz jest rozpisany wyłącznie na dwóch aktorów – reżyserski debiut Patricka Brice’a jest bardzo skuteczny. Może nie przeraża, ale z każdą minutą zwiększa u widzów poczucie niepokoju i dyskomfortu. Niezależny horror w najlepszym wydaniu ze świetną, nieoczywistą rolą Marka Duplassa.

Kadr z filmu „Dziwak”mat. pr.Kadr z filmu „Dziwak”

Fresh, reż. Mimi Cave (Disney+)

W życiu zniechęconej nieudanymi randkami Noa (Daisy Edgar-Jones, znana m.in. z serialu „Normalni ludzie”) pojawia się niespodziewanie mężczyzna idealny. Steve (Sebastian Stan) jest przystojny, dowcipny, ma piękny dom i wreszcie wydaje się wymarzonym partnerem. Problem w tym, że nie nazywa się Steve, jest żonaty i należy do zamkniętego kręgu zamożnych kanibali, którzy rozsmakowali się w mięsie młodych kobiet. Domniemany Steve trzyma swoje ofiary w piwnicy i nie zabija ich od razu: żeby mięso było świeże, odcina je po kawałku, jak najdłużej trzymając swoje ofiary przy życiu. Makabryczny thriller wymieszany z czarną jak smoła komedią: oto przepis na udaną satyrę na patriarchalne społeczeństwo, w którym kobiecie przypisana jest wyłącznie rola ofiary. Tyle że Noa nie ma zamiaru poddać się bez walki.

Kadr z filmu „Fresh”mat. pr.Kadr z filmu „Fresh”

Na wiarę. „Egzorcysta” Williama Friedkina, reż. Alexandre O. Philippe (vod.mdag.pl)

Można wybrać się do kina na film „Egzorcysta: Wyznawca”, ale bądźmy szczerzy – to strata czasu. Lepiej po raz kolejny sięgnąć po oryginał (dostępny m.in. na Prime Video i iTunes), a później obejrzeć znakomity dokument poświęcony filmowi Williama Friedkina. Szwajcarski reżyser Alexandre O. Philippe jest specjalistą od dekonstrukcji klasyki (badał m.in. „Psychozę”, „Obcego” i westerny Johna Forda), tu oddaje głos samemu Friedkinowi, który opowiada o pracy nad jednym z najsłynniejszych horrorów w historii kina. I dzięki niemu jeszcze łatwiej zrozumieć, dlaczego „Egzorcysta” wywołał w latach 70. tak wielkie zamieszanie i dlaczego do dziś pozostaje punktem odniesienia dla wielu filmowców – nie tylko tych, którzy lubią straszyć widzów.

Kadr z filmu „Na wiarę. Egzorcysta Williama Friedkina”mat. pr.Kadr z filmu „Na wiarę. Egzorcysta Williama Friedkina”

Na Ziemi, reż. Ben Wheatley (Netflix, Prime Video, iTunes, Rakuten)

Ben Wheatley jest jednym z czołowych twórców filmów z pogranicza art-house’u i kina gatunkowego. I choć w jego dorobku zdarzają się bolesne potknięcia – jak kompletnie niepotrzebny remake hitchcockowskiej „Rebeki” – to jednak gdy ma wolną rękę i artystyczną kontrolę, zabiera widzów na skraj szaleństwa. „Na Ziemi” to horror pandemiczny, zrealizowany przy skromnym budżecie i z niewielką obsadą już w czasie covidu, a zarazem odbijający lęki, które nieustannie nam wówczas towarzyszyły. Grupka naukowców zagubiona w lesie, tajemnicze obrzędy, odczuwalna obecność jakiejś nieznanej, budzącej lęk siły – Wheatley korzysta z gatunkowych klisz, lecz nadaje im nową jakość, a znakomity efekt osiąga przy użyciu minimalnych środków.

Kadr z filmu „Na Ziemi”mat. pr.Kadr z filmu „Na Ziemi”

Pearl, reż. Ti West (SkyShowtime, Prime Video, iTunes)

Tytułową bohaterkę widzowie poznali już w filmie „X”, udanym pastiszu kina grozy, w którym bohaterowie produkcji porno, kręconej w stodole na odludziu, padali ofiarami brutalnych zabójstw. Koniecznie nadróbcie tamten seans, bo oba filmy doskonale się uzupełniają. „Pearl” jest bowiem prequelem „X”, skupiającym się na losach tytułowej bohaterki, młodej kobiety mieszkającej na amerykańskiej prowincji w ostatnich miesiącach I wojny światowej. Pearl czeka na powrót męża z frontu, lecz jednocześnie próbuje żyć według własnych – nieakceptowanych przez jej bliskich – zasad. Jest dzika i naiwna jednocześnie, budzi zarówno sympatię, jak i strach. Naprawdę nie potrzeba więcej dowodów na to, że grająca tytułową rolę Mia Goth jest współczesną scream queen, królową horroru. Niedługo zobaczymy ją w zamykającym trylogię filmie „MaXXXine”.

Splendid Isolation, reż. Urszula Antoniak (HBO Max)

Być może hasło „horror” jest jednym z ostatnich, które mogą kojarzyć się z twórczością Urszuli Antoniak, lecz reżyserka sama podczas spotkań z publicznością przyznawała się do inspiracji kinem grozy. „Splendid Isolation”, opowieść o samotności, miłości niemożliwej do spełnienia i próbach ułożenia sobie życia po (nienazwanej na ekranie) apokalipsie, jest jednocześnie liryczna i niepokojąca. Antoniak więcej sugeruje, niż tłumaczy, pozostawiając wiele wyobraźni widzów. Surowe, zimne realia opustoszałej wyspy, na której rozgrywają się wydarzenia, potęguje poczucie wyobcowania i smutku. To także kolejny z filmów, który kazał widzom mierzyć się z pandemicznymi lękami. Bardzo skutecznie, nawet jeśli to kino grozy, które bardzo daleko odchodzi od gatunkowych reguł i nakazów.

Kadr z filmu „Splendid Isolation”mat. pr.Kadr z filmu „Splendid Isolation”

Terrifier, reż. Damien Leone (iTunes)

W naszym zestawieniu to horror bodaj najbardziej tradycyjny: slasher, w którym obłąkanym zabójcą jest piekielny klaun Artie. Damien Leone świadomie odwołuje się do tradycji brutalnych filmów grozy, w których główną atrakcją jest podglądanie (czasem przez palce) kolejnych zbrodni popełnianych przez głównego antagonistę. Ale „Terrifier” – znany w Polsce także jako „Masakra w Halloween” – idzie kilka kroków dalej, część widzów pewnie uznałaby, że nawet za daleko, bo nie ma umiaru w pokazywaniu wymyślnych, opętańczo krwawych scen, które mogłyby zawstydzić nawet twórców serii „Piła”. Zwłaszcza że to film zrealizowany za naprawdę niewielkie pieniądze (bądźmy szczerzy, czasami to czuć), poza hollywoodzkim systemem studyjnym. Nie jest zbyt mądry, lecz Leone jest twórcą w pełni świadomym swoich ograniczeń, zarówno budżetowych, jak i artystycznych, co więcej, wie, czego oczekuje publiczność szukająca właśnie takich widowisk. „Terrifier” doczekał się swoistego kultu, jeszcze krwawszego sequela (w drodze kolejne), więc warto dać mu szansę. Ale serio: to nie jest film dla widzów o słabych żołądkach.

Kadr z filmu „Terrifier”mat. pr.Kadr z filmu „Terrifier”

Titane, reż. Julia Ducournau (NoweHoryzonty.pl, Canal+, MojeEkino)

To najgłośniejszy z polecanych tytułów – niespodziewanie nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu w Cannes horror, zacierający granice między groteską a grozą, a przede wszystkim stawiający całkiem poważne pytania o tożsamość płciową i genderowe definicje, czerpiący w równej mierze z dokonań Davida Cronenberga, co fotografii Nan Goldin. „Ponadgatunkowy body-horror konsekwentnie staje w obronie elementarnych wartości: marzenia o bezwarunkowej miłości, potrzeby budowania dobrych relacji, bliskości. Może tego nie widać na pierwszy rzut oka, gdy śledzi się poczynania kobiety-potwora, seryjnej morderczyni, która z satysfakcją podpala m.in. dom swoich rodziców, ale na pewno ta tęsknota w napompowanych testosteronem, buzujących przemocą prowokacjach na wielu poziomach zostaje w nim wyrażona”, pisał po canneńskiej premierze Janusz Wróblewski.

Kadr z filmu „Titane”Stowarzyszenie Nowe HoryzontyKadr z filmu „Titane”

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Musicale na fali. Taki mało rozśpiewany z nas naród, a nie ma spektaklu bez piosenki

Nie należymy do narodów rozśpiewanych, ale w teatrze trudno dziś znaleźć spektakl bez choćby jednej piosenki. Przybywa też dobrych rodzimych musicali.

Aneta Kyzioł
18.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną