Recenzja filmu: „Birdman czyli (Nieoczekiwane pożytki z niewiedzy)”, reż. Alejandro González Ińárritu
Lekkie, ironiczne kino przywracające wiarę w sztukę tam, gdzie liczy się tylko komercja.
Lekkie, ironiczne kino przywracające wiarę w sztukę tam, gdzie liczy się tylko komercja.
Chińskie kryminały nieczęsto docierają na nasze ekrany. Krwawe gangsterskie porachunki z elementami sztuk walki opatrzyły się i spowszedniały.
Film zmusza do spojrzenia na historię nie jak na spontaniczną walkę wrogich żywiołów, tylko gabinetowy teatr, w którym wszystko z góry wiadomo.
Kolejny po „Małej Moskwie” film tego reżysera dziejący się w Legnicy w czasach pobytu wojsk radzieckich.
Kameralna, błyskotliwa satyra na polskie zmagania z tożsamością.
Świetne, uniwersalne, energetyzujące kino!
Widać, na co zostało wydane 140 mln dol.
Finał niczym w „Andrieju Rublowie” oddaje sprawiedliwość geniuszowi, który stworzył nieśmiertelną klasykę.
Bill Murray wyspecjalizował się w graniu wściekłych luzerów o złotym sercu, którym się współczuje i których się lubi mimo długiej listy wad oraz głupich rzeczy, jakie na ogół robią ze swoim życiem.
Bardzo ciekawy, wnikliwy film dający wgląd w skomplikowane, nieznane szerzej machinacje traderów wysokich częstotliwości.
Tak jak trzydzieści parę lat temu w „Barwach ochronnych”, autor stawia zasadnicze pytania o naturę zła w naszej rzeczywistości.
Trudno po latach zdefiniować fenomen grupy.
Zafundowany przez bohaterów emocjonalny horror nawet z dzisiejszej perspektywy porusza i daje do myślenia.
Gdyby nie polski dubbing oraz kapitalna kreacja Zbigniewa Zamachowskiego jako Baymaxa, nie byłoby tak miło.
Obrazoburczy film ukazujący skandal skamieniałej kultury wyparcia, otchłań nieujawnianego cierpienia, społeczeństwo technokratów i twardzieli budujących niebezpiecznie pseudoracjonalny świat oparty na zawiedzionej nadziei.
Nietypowy kryminał poruszający temat szaleństwa mediów.
O filmie wiedzieliśmy już niemal wszystko, zanim trafił na ekrany.
Trudno pojąć, jakim cudem w kraju cenzury i propagandy powstał tak bezlitośnie krytyczny film.
Lapidarność filmu budzi spory niedosyt. Po seansie warto więc wrócić do lektury.
Po premierze w Cannes pisano, że film jest tak przygnębiająco makabryczny, że ci najbardziej zainteresowani, czyli celebryci, raczej będą go omijać szerokim łukiem.