Recenzja książki: Agnieszka Szpila, „Heksy”
„Heksy” to powieść pełna gniewu, a raczej „wkurwu”, do tego niewątpliwie słuszna w wymowie, bo wprost nazywa i piętnuje dziejową niesprawiedliwość.
„Heksy” to powieść pełna gniewu, a raczej „wkurwu”, do tego niewątpliwie słuszna w wymowie, bo wprost nazywa i piętnuje dziejową niesprawiedliwość.
Dawid Grosman jest pisarzem, który zapuszcza się w coraz to nowe rejony żydowskiego doświadczenia, każda kolejna książka jest inna.
„Centrala Europa” uświadamia, że historia i polityka, zwłaszcza polityka wojenna, bywają rodzajem sztuki.
„Opowieść…” jest filozoficznym esejem o umieraniu i stracie, odchodzeniu ciała, umysłu, dzieła.
Emmanuel Carrère w wywiadach promujących powieść powtarzał, że opisana historia nie jest całą prawdą, premiera „Jogi” wywołała jednak we Francji skandal.
Gogola nazywa Słowaków bliskimi Innymi i właśnie ich próbuje Polakom opowiedzieć.
Cztery lata temu ukazały się po polsku „Zapiski z domu wariatów” Christine Lavant, a teraz dostajemy trzy prozy, których bohaterami są dzieci.
Czyta się to z rosnącą ciekawością, mimo że główny bohater – niemający szczęścia do stabilizacji, może zbyt wszechstronny, a może też sfrustrowany szklanym sufitem ówczesnej polskiej sceny – często znika nam tu z pola widzenia.
Grzegorz Uzdański znany jest z tego, że na facebookowej stronie „Nowe wiersze sławnych poetów” potrafi odtworzyć każdą poetycką dykcję.
W przerwach między kolejnymi powieściami o Harrym Hole Jo Nesbø chętnie odchodzi od schematów policyjnego thrillera.
Pisarka mnoży kolejne tematy i niekiedy tylko ślizga się po ich powierzchni, zostawiając w czytelniku uczucie – nomen omen – niedostatku.
Ta historia staje się opowieścią o tym, jak można stracić kontrolę nad swoim życiem.
W „Ucieczce od bezradności” Tomasz Stawiszyński kładzie na psychoanalitycznej kozetce everymana, który rozpaczliwie próbuje dopasować własne życie do obowiązujących wzorców społecznych i kulturowych.
Prozatorski debiut Quentina Tarantino to rozwinięcie wątków z jego ostatniego filmu.
Autor podsuwa czytelnikowi słuszne sądy, które mu się spodobają. I to może budzić dystans, bo nie każdy czytelnik lubi, żeby go brać pod włos.
Powrót do tego, co ukryte, zasłonięte, niemal zupełnie wymazane, po to, by nadać sens przeszłości.
„Dzikie żądze” czytają się świetnie.
Pośpiesznie zszyte szwy opowieści rozchodzą się, kiedy bardziej zastanowimy się nad tą historią.
W „Ostatnich ludziach” Maciej Jakubowiak przypomina, że koniec świata zaprzątał ludzkie umysły od zarania dziejów.
Atwood rozprawia się z romantycznym dziedzictwem i z powinnościami pisarzy.