Recenzja płyty: Little Hurricane, „Love Luck”
Muzycy pozostają wierni swojej wersji minimalistycznego surowego blues rocka.
Muzycy pozostają wierni swojej wersji minimalistycznego surowego blues rocka.
Zestaw 9 piosenek nie przestaje być intymną kroniką wydarzeń i wzruszającym wyznaniem.
Cała płyta potwierdza, że istotnie wszystko się może zdarzyć. Tylko czy musi?
Nikogo już chyba nie dziwi rehabilitacja grupy Papa Dance jako polskiego przyczółku new romantic i sophisti-popu – melodyjnej muzyki lat 80., zwykle bazującej na brzmieniach syntezatorów, ale zarazem dalekiej od prymitywizmu w formie.
To już druga płyta z muzyką Wajnberga, na której zwyciężczyni Konkursu Chopinowskiego z 2010 r. znakomicie partneruje wielkiemu skrzypkowi.
Tymon atakuje pisowski Mordor.
Nieprzerwana inwazja szorstkiego, męskiego gitarowego rocka.
Więcej różnych brzmień, więcej głosów, niuansów i różnorodności.
Wyrazistą osobowość saksofonisty znakomicie uzupełniają pozostali członkowie kwartetu.
Bezpretensjonalna, nieskomplikowana porcja muzyki ciągle dalekiej od prostactwa disco polo.
Czy 50 lat po Beatlesach warto być pogrobowcem największego zespołu w historii?
Śmiem twierdzić, że, podobnie jak na antyrządowych manifestacjach KOD, barierą dla odbiorcy może się okazać nie sens, tylko estetyka.
Druga płyta nietypowego wciąż duetu – bo mimo wzajemnych sympatii środowiska alternatywnego rocka i hip-hopu spotykają się na wspólnym gruncie rzadko.
Repertuar to wydłużone i rozbudowane w partiach solowych utwory Karasińskiego, Warsa, Ferszki i innych.
Już pierwsze dźwięki otwierającego całość „Come Together” wbijają w fotel, szczególnie, jeśli słucha się tego na dobrym sprzęcie.
Rzadki przypadek, gdy wiodąca postać z cenionej grupy zaczyna solową karierę, przy której dokonania zespołu z miejsca bledną.
Album z pieśniami Chopina, dedykowany pamięci znakomitego teoretyka muzyki Mieczysława Tomaszewskiego, to interesująca propozycja nie tylko dla fanów polskiej liryki wokalnej.
Doskonała próbka testowa dla początkujących i duża porcja stylowego grania i śpiewania dla zaawansowanych.
Blind Boys of Alabama to klasa sama w sobie.
Wolny, wiadomo, że jest również bardzo otwarty na inspiracje.