Recenzja płyty: Black Stone Cherry, „Black to Blues”
Miłośników bluesa płyta nie rzuci na kolana, ale fanom rocka może otworzyć oczy na elementy bluesowego kanonu.
Miłośników bluesa płyta nie rzuci na kolana, ale fanom rocka może otworzyć oczy na elementy bluesowego kanonu.
10 utworów składa się na przejmującą, utrzymaną na wysokim artystycznym poziomie, wypowiedź wielkiego rockmana.
Większości kompozycji z tej płyty brakuje dawnego przekonania i siły.
Dwa żywioły – góralski tradycyjny i nadmorski yassowy – splotły się w heterogeniczny, ale zaskakująco spójny warkocz dźwięków.
Całkowity odlot w inne krainy, z którego z trudem wracamy do rzeczywistości.
Starsi panowie wspaniale bawią się muzyką, która była i jest ich życiem.
Kenny Wayne Shepherd wybił się na muzyczną niepodległość i służy mu to bardzo dobrze.
Twórczość kompozytorów rosyjskich zawsze była wielkiej pianistce bliska.
Muzycznie nie jest to przełomowe, ale zgrabne na pewno.
Po słabszej płycie „Trouble Will Find Me” mamy znów imponujący album The National.
Propozycja w pełni dojrzała – na tyle, na ile tak świeża i młodzieńcza muzyka może się wybić na dojrzałość.
Płyta może posłużyć jako minileksykon klasyki bluesowej i stać się zaproszeniem do głębszego poznawania jej zasobów.
Dobra płyta, z chwilami wręcz potężnym brzmieniem instrumentów otaczających intrygująco brzmiący wokal Brink.
Cała płyta to zasadniczo – jak w tytule i nazwie kapeli – wykrzyknik w każdym zdaniu.
Polscy kompozytorzy trafiają do prestiżowej wiedeńskiej wytwórni specjalizującej się w muzyce współczesnej przeciętnie co trzy lata.
Nowy album zrealizowany został z rozmachem, ale potyka się na szczegółach przeróżnych stylizacji.
W sumie bardzo, bardzo smaczne bluesowe danie podane przez gentlemanów doskonale znających się na rzeczy.
Solidne metalowo-grunge’owe rzemiosło, choć trochę zbyt bliskie znanym schematom.
Obok ciekawych, oryginalnych kompozycji mamy tu również dziełka salonowe, pisane na zamówienie. Jednak i one mają wiele uroku.
Program jest barwny i zróżnicowany jak co roku.