Recenzja płyty: Editors, „The Weight Of Your Love”
Płyta raczej nie przysporzy im nowych fanów.
Płyta raczej nie przysporzy im nowych fanów.
Trzy żywioły artystyczne Bąkowskiego w jednym.
13 własnych kompozycji wypełniających płytę zapewnia słuchaczowi blisko 50 minut muzycznej energii w dobrym stylu.
Energia, porywające wykonanie i brak szacunku dla nudnej muzycznej poprawności.
Wspaniała wizytówka młodego zespołu.
Niezwykły talent członków grupy polega głównie na tym, że swojego natchnionego misterium nie przesłodzili i ostatecznie nie zamienili w kicz.
Może więc West znów okazał się bogiem, jeśli spojrzeć na odwagę ogólnej wizji, ale diabeł dopadł go w szczegółach.
Dla nieznającego języka angielskiego słuchacza pojawiające się między utworami fragmenty dialogów mogą być uciążliwe, ale piosenek zdecydowanie warto posłuchać.
Wybitna płyta, jakby urągająca pozostawionym w tyle na listach przebojów produktom plastikowej konfekcji muzycznej jednorazowego użytku.
Futurystyczny krzyk inspirowany „Szokiem przyszłości” Tofflera.
Pionierzy heavy metalu z Black Sabbath nagrali nowe piosenki w najbardziej kompletnym składzie od 35 lat.
To nie jest miałki pop z list przebojów na czasie, więc pozostaje w pamięci, intryguje i wciąga.
Porządna, dynamiczna płyta nie tylko dla miłośników klasycznego stylu Thin Lizzy.
Debiut laureata programu „X Factor”.
Nowa płyta zespołu jest brzmieniowo tak wycyzelowana, że można odnieść wrażenie pewnego niedostatku spontaniczności.
Lepiej brzmiąca płyta pop najprawdopodobniej w tym roku nie powstanie.
Słychać, iż głos polskiego tenora kształtował się na Mozarcie. To absolutna prawda.
Starszy pan ma wciąż wiele do powiedzenia.
Płyta pełna gustownie wymyślonych i świetnie zrobionych piosenek do tańca, słuchania i nucenia.
Orgazm, jak żaden chyba inny zespół z Bałkanów, potrafił w swojej ekspresji przekazać całą istotę rocka.