Recenzja wystawy: „Szczeliny wolności – sztuka polska w latach 1945–1948/1949”
W czasach gdy modne jest ekspozycyjne osadzanie twórczości w różnych pozaartystycznych kontekstach, poznańska wystawa nie wszystkim musi się podobać.
W czasach gdy modne jest ekspozycyjne osadzanie twórczości w różnych pozaartystycznych kontekstach, poznańska wystawa nie wszystkim musi się podobać.
Podczas zwiedzania wystawy rzuca się szczególnie w oczy wysoki poziom warsztatowy prezentowanych dzieł.
W konfrontacji z twórczością Webba każdy ambitny adept sztuki fotografowania może popaść w trudne do wyleczenia kompleksy.
Bez trudu odnajdziemy na płótnach wpływy ekspresjonizmu, realizm, surrealizm, elementy abstrakcji, rozliczne eksperymenty z poszukiwaniem relacji między tłem a figurą.
Wystawa jest opowieścią o związkach człowieka z morzem, o tym, jak postrzegamy Bałtyk i jego najbliższe otoczenie.
No właśnie, co? Abstrakcja ma za sobą okresy triumfu, ma i czasy względnego zapomnienia. Dziś egzystuje może nie na obrzeżach sztuki, ale na pewno nie w jej centrum.
Pokonkursowa wystawa to bardzo interesujące świadectwo kondycji współczesnej młodej polskiej sztuki.
Czy dla artysty ojciec twórca jest darem czy przekleństwem, dobrodziejstwem czy kulą u nogi?
Kto, jadąc latem na trasie Warszawa–Kraków, nie wstąpi do Orońska, wiele straci.
Można swobodnie i na sto sposobów surfować po salach i piętrach wśród przedmiotów tak oryginalnie, choć lekko staroświecko, opowiadających historię miasta.
Przewodnim hasłem programu głównego tegorocznej, piętnastej już edycji Miesiąca Fotografii jest „Zewnątrz wewnątrz”, czyli refleksja nad tym, że „fotografia zawsze pozostaje na zewnątrz i spogląda na to, co wewnątrz”.
Na tę właśnie wystawę trafi prawdopodobnie wielu widzów, którzy na co dzień szerokim łukiem omijają muzea i galerie sztuki współczesnej.
Kto powiedział, że sztuka zawsze musi być śmiertelnie poważna?
Sprowadzono imponujący zestaw ponad 60 dzieł Arpa z różnych okresów jego twórczości, co pozwala prześledzić proces poszukiwań i dochodzenia do form obłych.
Widz musi być trochę jak paleontolog, który z kilku skamieniałości musi odtworzyć wygląd dinozaura.
Można przypuszczać, że wkrótce powróci dyskusja na temat, czy to dobrze, czy źle, że wydaliśmy pół miliarda złotych na zakup kolekcji Czartoryskich.
Fragment zbiorów udało się ściągnąć do Polski. Choć to dość skromna reprezentacja, to i tak od wielkich nazwisk kręci się w głowie.
Wystawę warto zobaczyć nie tylko dlatego, że jest zaskakująca i ciekawa, ale i dlatego, że inauguruje działalność kolejnej tymczasowej siedziby MSN.