Rynek

Traktory zablokowały drogę. AgroUnia narobi PiS kłopotów

Protest rolników z AgroUnii na drodze krajowej nr 91. Protest rolników z AgroUnii na drodze krajowej nr 91. Marian Zubrzycki / Forum
Michał Kołodziejczak, następca Andrzeja Leppera, skorzysta ze wszystkich sposobów stosowanych przez PiS, a nawet pójdzie dalej. Na razie deklaruje, że nie chodzi mu o pieniądze, ale o godność rolników, którą PiS podeptało.

Traktory członków AgroUnii przez osiem godzin blokowały dziś w Srocku pod Piotrkowem skrzyżowanie drogi krajowej nr 12 i 91 oraz dojazd do S8.

Czytaj też: Prof. Andrzej Leder o nowej walce klas

Rolnicy wcale nie są zadowoleni z rządów PiS

PiS długo lekceważyło przywódcę AgroUnii Michała Kołodziejczaka. Rządzący dobrze wiedzą, że z rolnictwa żyje zaledwie 10 proc. pracujących Polaków, więc realnymi problemami producentów żywności się nie zajmowało. Popularność wśród całej ludności wsi gwarantował rządzącym program 500 plus, rolników miało zadowolić zapewnienie, że nadal nie będą płacić podatków osobistych oraz gwarancja utrzymania KRUS.

Żeby korzystać z jednego i drugiego, wystarczy mieć jeden hektar ziemi, nie trzeba nawet nic na niej sadzić ani siać. Takich przywilejów nie mają rolnicy w żadnym kraju UE, wydawało więc się, że nikt PiS-u nie przelicytuje. Kołodziejczak, sam posiadający 100-hektarowe gospodarstwo, chce jednak więcej. I może zyskać na wsi popularność, ponieważ problemy rolnictwa – uparcie nie zauważane przez rząd – narastają.

– Rolnicy z tarcz antykryzysowych nie zyskali ani złotówki – krzyczał Kołodziejczak na blokadzie. – Rząd nas oszukał, obiecał wszystko, nie dał nic. W ciągu doby upadają 72 gospodarstwa hodujące świnie. Nikt nam nie płaci ani złotówki za zabite świnie. Rząd nie panuje nad ASF.

Czytaj też: Polskie mięso. Dramat w czerech aktach

Pomór świń się nie zatrzymuje

To ostatnie zdanie jest jak najbardziej prawdziwe. PiS, odkąd przejął władzę, usiłował nie dostrzegać prawdziwych przyczyn rozprzestrzeniania się afrykańskiego pomoru świń (ASF) ze strachu przed drobnymi właścicielami gospodarstw hodujących trzodę chlewną. Nie były w stanie spełniać surowych wymogów bioasekuracji, ale świnie hodowały nadal, nadal też – wbrew zakazom – handlowano na wsi prosiętami, rozwlekając zarazę. Rząd wolał jednak odebrać jakiekolwiek znaczenie znienawidzonej przez rolników i marnie opłacanej Inspekcji Weterynaryjnej, niż zmuszać ich do stosowania bioasekuracji. Udawał, że chore dziki powstrzyma mur z Białorusią, który zaczął, ale nie skończył budować. Potem usiłować je wystrzelać. Zaraza szła jednak na Zachód.

Choroba wyjątkowo łatwo się rozprzestrzenia, więc zidentyfikowanie jednego zarażonego zwierzęcia oznacza konieczność zabicia całego stada. Przez sześć lat rządów PiS tych zabitych „zdrowych świń” było już mnóstwo, wiele gospodarstw rzeczywiście straciło pieniądze. AgroUnia może wśród nich zdobyć zwolenników. Tym bardziej, że rząd wydaje się coraz bardziej bezsilny. Do rolników, których do ruiny doprowadził pomór, doszli właściciele ferm drobiu, gdy rozszalała się ptasia grypa. Gwałtownie słabnie kolejna, silna do niedawna, gałąź naszego rolnictwa. Kołodziejczak więc ma rację, że rząd wykazuje się wyjątkową nieudolnością, z żadnym z problemów nie był w stanie się uporać.

Czytaj też: Na dzika! Bulwersująca specustawa PiS

Piątka dla zwierząt wieś rozsierdziła

PiS problemy rolnictwa lekceważył, a Jarosław Kaczyński postanowił przeforsować „piątkę dla zwierząt”. W kraju, w którym na wsi ciągle wiele psów uwiązanych jest na krótkich łańcuchach, współczucie dla cierpienia zwierząt istnieje w bardzo ograniczonym zakresie. Wieś „piątki” prędko nie zapomni, a Kaczyński z pewnością prędko do niej nie wróci. Chcąc wieś ułagodzić, popełnił następny duży błąd – protestującego przeciwko „piątce” ministra Krzysztofa Ardanowskiego wymienił na niemającego zielonego pojęcia o rolnictwie Grzegorza Pudę, który w Sejmie projekt ustawy w sprawie „piątki” prezentował. Próbował podlizać się rolnikom, zachęcając do jedzenia mięsa, ale niewiele mu to pomogło, rolnicy dalej go nie akceptują.

Kołodziejczak krzyczy na blokadzie, że PiS obiecało rolnikom wszystko, ale inne partie nawet nie obiecywały. Żadna siła polityczna ich nie reprezentuje, więc taką siłą chce się stać jego AgroUnia. I ma na to spore szanse, ponieważ jej młody przywódca w stosowaniu demagogii wyprzedził chyba nawet swego mistrza Andrzeja Leppera. Zaczynają się do niego przylepiać ci, którzy mogą dzięki niemu znów w polityce zaistnieć.

Warto więc Kołodziejczaka uważnie słuchać, bo to, czego żąda, nie dotyczy wyłącznie rolników ani nawet nie przede wszystkim. On chce dostosować handel spożywczy do możliwości rozdrobnionych polskich gospodarstw, za co zapłacić mają konsumenci. Na razie jeszcze niezupełnie świadomi konsekwencji.

Czytaj też. Stopklatkom. Koniec przemysłowej hodowli

Podzielić Biedronkę

Kiedy na poprzednich blokadach AgroUnia domagała się znakowania w sklepach pochodzenia żywności, wielu konsumentom się to podobało. Nie może włoska kapusta udawać polskiej. Klient ma prawo wiedzieć, skąd pochodzi warzywo, po które sięga, zwłaszcza że wielu deklaruje, że woli polskie. Teraz Kołodziejczak idzie dalej – domaga się, by większość żywności na polskim rynku była krajowa. Już nie konsument ma więc decydować, co zakupi, ale swoisty parytet.

Żąda też, żeby podzielić Biedronkę. Jest za duża, zaopatruje się w tej sieci co czwarty Polak. Podzielona będzie słabsza, czyli – co logiczne – więcej zapłaci dostawcom. Tego, jak się to będzie miało do cen i coraz bardziej dotkliwej drożyzny, szef AgroUnii już nie wyjaśnia. W jednym z wywiadów stwierdził wręcz, że to nie rozdrobnione rolnictwo ma się łączyć w grupy producenckie, żeby wyeliminować pośredników, ale strukturę handlu trzeba dopasować do możliwości i chęci rolników. Jeśli AgroUnia weszłaby do Sejmu, pewnie ten postulat stanie się jeszcze bardziej wyraźny. Na ostatniej blokadzie nie padał, widać było tylko transparent „Chłopi do boju, PiS do gnoju”.

AgroUnia może przysporzyć rządzącym sporo kłopotów. Jej przywódca mówi bowiem o coraz większych, nierozwiązanych problemach polskiego rolnictwa, wskazuje na prawdziwe bolączki, wynikające z nieumiejętności rządzenia albo też przekonania, że głosy wsi można po prostu kupić. Więc Kołodziejczak podbija cenę.

Czytaj też: PiS reformę OSP zaczął typowo. Od skłócenia ludzi

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną