Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Ciemne praktyki w Czarny Piątek. Czyhają na nas nie tylko sztuczne promocje

Największym zakupowym wyzwaniem nie są już sztuczne promocje, ale cały zestaw sztuczek socjotechnicznych, zwanych po angielsku dark patterns. Największym zakupowym wyzwaniem nie są już sztuczne promocje, ale cały zestaw sztuczek socjotechnicznych, zwanych po angielsku dark patterns. pressmaster / PantherMedia
Chociaż sztuczne pompowanie rabatów jest trudniejsze dzięki unijnym przepisom, sklepy internetowe wciąż stosują wiele kontrowersyjnych sztuczek, by zdobyć klientów. Na co szczególnie uważać?

Czarny Piątek po raz pierwszy w czasach dyrektywy Omnibus – to dziś najczęściej powtarzany w mediach komunikat mający uspokoić konsumentów. Rzeczywiście, inaczej niż w poprzednich latach sprzedawcy nie mogą już bezkarnie wyliczać rzekomych rabatów i obniżek. Za każdym razem muszą podać nie tylko cenę bezpośrednio sprzed promocji, ale też najniższą cenę tego samego artykułu z ostatnich 30 dni w swoim sklepie. Ten przepis obowiązuje od początku roku, ale szczególnie przydatny jest właśnie w okolicach Black Friday, a w zasadzie Black Week czy nawet Black Weeks. Wiele firm próbuje rozciągać to hasło marketingowe na praktycznie cały listopad, a potem już płynnie przejść do okresu przedświątecznego.

Czytaj także: Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Omnibus nie ochroni całkowicie

Niestety, sama unijna dyrektywa nie rozwiązuje wszystkich problemów konsumentów. Teraz największym wyzwaniem nie są już sztuczne promocje, ale cały zestaw sztuczek socjotechnicznych, zwanych po angielsku dark patterns, co na język polski można przetłumaczyć jako ciemne wzorce czy praktyki. Z nimi walczyć dużo trudniej niż z nieuczciwym wyliczaniem wysokości obniżek. A problem jest poważny. Na początku tego roku Komisja Europejska zbadała serwisy prawie 400 sklepów internetowych. Podejrzane praktyki stwierdziła w aż 40 proc. przypadków.

Czytaj także: Bujda Black Friday. Jak nie wpaść w pułapkę fałszywych promocji

„Ostatnie artykuły”!

Najczęściej stosowane kontrowersyjne rozwiązania to próby wzbudzenia w konsumencie obawy, że nie zdąży na promocję, a rzekomo atrakcyjne towary inni mu po prostu wykupią. W tym celu stosuje się komunikaty takie jak: „pozostało zaledwie kilka sztuk”, „ten produkt ogląda pięciu innych klientów” albo „dostępne ostatnie artykuły w tej cenie”. Najczęściej takie zapewnienia nie mają oczywiście nic wspólnego z rzeczywistością. Tego jednak żaden urząd mający chronić konsumentów nie jest w stanie na bieżąco weryfikować. Chodzi o zmuszenie klienta do podjęcia szybkiej, a przez to rzecz jasna nieprzemyślanej decyzji. W tym celu na stronach sklepów pojawiają się też zegary odliczające czas do końca promocji. Pozostały tylko godziny, a nawet minuty – na co jeszcze czekasz, niefrasobliwy kliencie?!

Czytaj także: Czarna dewaluacja, czyli polski Black Friday na niby

Wyróżnianie droższych opcji

Do ciemnych praktyk trzeba zaliczyć również agresywne wizualnie interfejsy sklepów internetowych, które poprzez wyróżnienie niektórych opcji czy artykułów mają przykuć uwagę i oczywiście skłonić konsumenta, aby wydał więcej. Nawet jeśli wcale nie potrzebuje dodatkowych usług czy produktów. Celują w tym np. linie lotnicze nazywające się tanimi, które oferują wybór między biletem bez żadnych udogodnień, a opcjami z dodatkowymi usługami, jak wygodniejsze miejsce czy większy bagaż. To właśnie te droższe rozwiązania są wyróżnione agresywnymi kolorami i opatrzone dodatkowymi zachętami, podczas gdy taryfa najtańsza ma wydawać się najmniej pożądaną. Do tego dochodzi też wyjątkowo natarczywe przekonywanie o konieczności kupna ubezpieczenia czy transferu lotniskowego, bez których życie pasażera stanie się prawdziwym koszmarem.

Dodatkowe artykuły w koszyku

Wciąż zdarza się też sztuczne dokładanie do koszyka innych artykułów niż te wybrane podczas internetowych zakupów. Można je oczywiście odznaczyć czy usunąć, ale część konsumentów nie zauważa takiej pułapki i płaci więcej niż planowało. Na tym tle wręcz banalnym, chociaż też irytującym, przewinieniem jest wciskanie na siłę subskrypcji newslettera. Na liście poważniejszych grzechów głównych znajduje się podawanie na początku ceny nieobejmującej opłat dodatkowych, których – jak okazuje się w chwili płacenia – nie da się uniknąć. Albo ukrywanie rzeczywistych kosztów dostawy, które zwłaszcza w przypadku podejrzanie niskich cen produktów mogą być bardzo wysokie, by zrekompensować sprzedawcom ewentualne straty.

Czytaj także: Nowa polska platforma rzuca wyzwanie Allegro. Jaki może być wynik tego starcia?

Kiedy akt o usługach cyfrowych?

Z podobnymi praktykami ma walczyć nowe unijne prawo: akt o usługach cyfrowych, dodatkowo dyscyplinujący handel internetowy. Jednak wejdzie on w życie dopiero w przyszłym roku. Na razie wiele wątpliwych moralnie praktyk pozostaje legalnych, więc to konsument musi szczególnie uważać. Nie tylko w Black Friday, ale właśnie dzisiaj nasza czujność może być bardziej uśpiona. W pogoni za promocjami, zwłaszcza w czasach drożyzny, szczególnie łatwo zapomnieć, że im oferta wydaje się bardziej korzystna, tym dokładniej trzeba ją prześwietlić.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną