Nie wiem, czy Donald Trump czytał prace prof. Andrzeja Zybertowicza, ale wygląda na to, że słynna teoria profesora, który zalecał PiS wprowadzanie „skoordynowanych posunięć rozwibrowujących”, by osiągnąć „wstrząs kontrolowany wprowadzony przez złożoną socjotechnikę o skoordynowanej sekwencji działań” znalazł za Oceanem znakomitego praktyka. Trump 2.0 – jak go nazywają media dla odróżnienia od jego poprzedniej prezydentury 1.0, która dziś jawi się jako sielanka – przyjął strategię zarządzania chaosem.
Uważa, że jedynym uniwersalnym narzędziem do kierowania gospodarka są cła. Więc wprowadza stawki celne, zmieniając je co chwilę. Wali przy tym od razu z grubej rury i to do sojuszników, z którymi wiązała go umowa o wolnym handlu, wynegocjowana zresztą przez niego samego: Umowa Stany Zjednoczone-Meksyk-Kanada (USMCA). Umowa ta zmodyfikowała poprzednią (NAFTA z 1992 r.), obie zaś doprowadziły do integracji gospodarczej kontynentu północnoamerykańskiego. Z obu sąsiadami USA mają dziś największą wymianę gospodarczą i oto nagle pojawia się miłośnik taryf celnych i nawet nie próbuje renegocjować umowy USMCA (co obiecywał), tylko od razu komunikuje: wprowadzamy 25-procentowe cło na wszystko za wyjątkiem kanadyjskich surowców energetycznych (ropa, gaz, paliwa), na które będzie teraz cło 10-procentowe.
Trump ma władzę i korzysta
Dlaczego? A dlatego. Ma władzę i z niej korzysta. Donald Trump nie próbuje nawet tego jakoś ekonomicznie uzasadnić, poza mglistymi deklaracjami, że Ameryka nie pozwoli na sobie pasożytować i słynnymi tyradami na temat nielegalnych imigrantów z Meksyku i fentanylu z Kanady. Uważa, że każdy problem międzynarodowy można rozwiązać przy pomocy taryfy celnej i przy okazji nieźle na tym zarobić. Trump ma wizję miliardów dolarów, które będą teraz płynęły do amerykańskiego budżetu, bo przecież to cło będą płacić wszyscy, którzy chcą eksportować towary na rynek amerykański. Jest zdziwiony, słysząc rozpaczliwe okrzyki przerażonych amerykańskich przedsiębiorców, których działalność uzależniona jest od towarów i surowców z importu. Bagatelizuje ostrzeżenia, że te cła będą płacili głównie amerykańscy konsumenci, bo ceny wzrosną i to się odbije na inflacji. Już to USA przerabiały za czasów Trump 1.0. Ale obecna prezydentura działa trochę jak monarchia absolutna – dziś władca wstał lewa nogą, więc parę krajów ucierpi, ale jutro lepiej się wyśpi i sprawa zostanie odkręcona. Pełne rozwibrowanie na skalę globalną.
Czytaj także: Trump ma obsesję. Ale jeśli wywoła wojnę handlową, to jej nie wygra
Co będzie za miesiąc? Nikt nie wie
I właśnie tak jest z trumpowskimi cłami. Meksyk i Kanada słyszą, że mają płacić 25 proc., a kilka godzin później Trump komunikuje, że rozmawiał z premierem Justinem Trudeau i rozporządzenie o cłach zostaje zawieszone. Na miesiąc. Podobną rozmowę odbył z panią prezydent Meksyku Claudią Sheinbaum i też ustalono miesiąc zawieszenia. Co będzie za miesiąc? A kto to może wiedzieć, skoro nie wiadomo, co będzie jutro. Może prezydent najpotężniejszego kraju świata dojdzie do wniosku, że źle został zrozumiany i to zawieszenie odwoła? Oczywiście nie bez znaczenia są deklaracje obu krajów o wprowadzeniu ceł odwetowych, czyli jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Ale do tego, że przestraszył się gospodarczego odwetu sąsiadów, nigdy się nie przyzna. Trump 2.0 nie boi się nikogo.
Czytaj także: Kolumbia, pierwsza ofiara Trumpa, który grozi cłami i szokuje. Inni niech wyciągną wnioski
Pełne rozwibrowanie gospodarki
Cała ta zabawa jest rujnująca dla światowej gospodarki. Widać to na giełdach, gdzie kursy skaczą, bo stopień uzależnienia od rynku USA może powodować mniejsze lub większe kłopoty. Skaczą kursy walut, podobnie jest z surowcami, zwłaszcza zaś z ropą naftową. Szefowie firm, które mają swoje zakłady w USA, Kanadzie i Meksyku, gryzą palce, bo nie wiedzą, czego się spodziewać. Przenosić się do innych krajów? Jak prowadzić działalność gospodarczą, jak ją planować, jeśli każdego dnia można spodziewać się innej decyzji? Zatrudnić wróżkę? Psychoanalityka? Zwłaszcza firmy samochodowe mają ból głowy, gdy samochód montowany w USA powstaje z części i podzespołów wytwarzanych w USA, Meksyku i Kanadzie.
A przecież Trump wprowadził cła na towary z Chin (10 proc.), zapowiada też, że jego ciężką rękę poczuje Unia Europejska. A Wielka Brytania? Tu Donald Trump dał BBC wyjaśnienie bardzo w swoim stylu, mówiąc, że Wielka Brytania zachowuje się „niezgodnie z normami”, ale że możliwe, że Brytyjczycy unikną ceł, ponieważ „bardzo dobrze dogaduje się” z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem. W światowej polityce gospodarczej pojawia się więc nowy czynnik – z kim Trump się dobrze dogaduje, a z kim nie. Wszystko to jest śmieszne, ale niewesołe.