Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Armia wysokiego napięcia. Wojsko wkracza do energetyki, będzie doradzać

Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła i prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski podpisali w środę porozumienie o współpracy energetyków i wojska przy zapewnieniu bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej krajowego systemu energetycznego (KSE) Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła i prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski podpisali w środę porozumienie o współpracy energetyków i wojska przy zapewnieniu bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej krajowego systemu energetycznego (KSE) Fré Sonneveld / Unsplash
W modernizacji sieci przesyłowych Polskim Sieciom Elektroenergetycznym będzie od dziś doradzać wojsko. Ochrona infrastruktury krytycznej jest istotna, ale czy generałowie wiedzą o energetyce coś, czego nie wiedzą energetycy?

Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła i prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski podpisali w środę porozumienie o współpracy energetyków i wojska przy zapewnieniu bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej krajowego systemu energetycznego (KSE). Wojsko ma uświadomić energetykom, jakie są militarne zagrożenia i jakie należy stosować rozwiązania ochronne, by w ramach ataku nie doszło do blackoutu. Władysław Kosiniak-Kamysz wyjaśnił, że wojsko będzie dla PSE instytucją, która ma wskazywać kierunek modernizacji i to, co należy poprawić. Planowane są również wspólne ćwiczenia, bo – jak ocenił szef MON – nie da się oddzielić obrony cywilnej od bezpieczeństwa energetycznego.

Czytaj także: Tania i czysta energia. Tak! Potrzebujemy jej coraz więcej. Ale czym będziemy ją przesyłać?

Wrócą rządy wojskowych komisarzy?

PSE to spółka, która odpowiada za krajowe sieci przesyłowe wysokich napięć, którymi płynie prąd z elektrowni do stacji transformatorowych należących do operatorów sieci dystrybucyjnych. A to one zaopatrują w energię nasze domy. Krytyczny charakter PSE wynika też z faktu, że głęboko w bunkrze pod konstancińską siedzibą spółki kryje się Krajowa Dyspozycja Mocy, czyli punkt dowodzenia całym systemem energetycznym. To tam zapadają decyzje o tym, która elektrownia ma pracować, a którą trzeba wyłączyć, od kogo energię importować i jak w razie awarii tej czy innej linii przesyłowej dostarczyć prąd w odpowiedni rejon kraju.

Rozumiem obawy o stan infrastruktury energetycznej, zwłaszcza gdy obserwuje się wydarzenia w Ukrainie, gdzie energetyka jest jednym z głównych celów rosyjskich ataków. Ale nawet bez otwartego konfliktu można sobie łatwo wyobrazić ataki sabotażowe na cele energetyczne, podobne do tych, jakie niedawno mieliśmy na kolei. Nie rozumiem jednak, co wojskowi wiedzą o energetyce, o czym energetycy nie mają pojęcia. I jakie zalecenia zamierzają wydawać w sprawie modernizacji sieci przesyłowej?

Czytaj także: PiS zostawił sieci energetyczne w fatalnym stanie. Ale czy pomysł rządzących na to jest dobry?

Pamiętam jeszcze czasy stanu wojennego i rządy wojskowych komisarzy, czyli oficerów, których przydzielano do przedsiębiorstw i instytucji państwowych. Inżynierowie pola walki, niemający zielonego pojęcia o funkcjonowaniu gospodarki, zostali wpuszczeni do firm stojących nad kryzysową przepaścią. Lepszego scenariusza katastrofy i kompromitacji wojska trudno sobie wyobrazić.

Oby teraz nie było podobnie. Gdy generałowie zaczną majstrować przy prądzie, wszyscy możemy to odczuć. Co nie oznacza, że wojsko nie powinno audytować nowych inwestycji pod kątem ewentualnych zagrożeń. Wychowałem się w świecie, który nieustannie szykował się do wojny. Pod moim blokiem był schron, w szkole uczyliśmy się, jak zachować się w razie ataku jądrowego. Peerelowskie zakłady przemysłowe były budowane na rozległym terenie, bo jak tłumaczono, w razie bombardowania lub ataku rakietowego będą mniejsze straty.

Raczej energetyka rozproszona

Więc doświadczenia w tej kwestii już mamy. Sporo można podejrzeć dziś u Ukraińców, np. betonowe ekrany stawiane między transformatorami w rozdzielniach, by uderzenie w jedno urządzenie nie niszczyło wszystkich wokół. Problem jest tylko taki, że nasz model energetyki preferowany przez polityków opiera się na wielkich elektrowniach. Węglowe dożywają swoich lat, ale mamy je zastąpić gazowymi, a także atomowymi. Znów wielkimi. To wymarzone cele dla ewentualnego agresora. Sposobem na uniknięcie blackoutu jest energetyka rozproszona, o którą apelują od dawna eksperci. A więc wiele małych lokalnych źródeł, najlepiej odnawialnych, o których dziś z takim zapałem mówi Kosiniak-Kamysz. Może zatem wreszcie ruszy sprawa wiatraków na lądzie, z którymi tak wojował PiS? Ale nie, nie ruszy, bo z nimi teraz wojuje prezydent Nawrocki. Tymczasem takie źródła oraz magazyny energii są szansą, by uniknąć przesyłu prądu na duże odległości i nie wystawiać się na strzał. Do tego potrzebna jest też rozwinięta sieć niskich i średnich napięć obsługujących lokalny rynek. Tymczasem my budujemy wielką elektrownię atomową nad morzem i planujemy budowę stałoprądowej energetycznej megaautostrady północ–południe o długości ponad 600 km i mocy 18 GW, która ma dostarczyć prąd na Górny Śląsk. Wstępny koszt: 18 mld zł. Czy to ma sens? Co pan na to, generale?

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Następca? Co się dzieje między Nawrockim a Kaczyńskim. Ten drugi na pewno ma kłopot

Karol Nawrocki po stu dniach prezydentury jest najpopularniejszym politykiem prawicy. Budowaniu jego pozycji pomaga ostry konflikt z rządem, ale też kłopoty w samym PiS. Prezydent do obrony polityków partii Kaczyńskiego się nie pali i dzięki temu zachowuje popularność wśród elektoratu Konfederacji czy braunistów.

Anna Dąbrowska
03.12.2025
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną