Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

PiS zostawił sieci energetyczne w fatalnym stanie. Ale czy pomysł rządzących na to jest dobry?

Słupy wysokiego napięcia w Stalowej Woli, Tauron Wytwarzanie SA, oddział Elektrownia Stalowa Wola Słupy wysokiego napięcia w Stalowej Woli, Tauron Wytwarzanie SA, oddział Elektrownia Stalowa Wola Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
Polska coraz szybciej odchodzi od węgla, ale ekspansja OZE napotyka barierę, której nie jest w stanie przeskoczyć – sieci dystrybucyjne. NIK przygotował raport na ten temat.

Za dostawy energii elektrycznej od wytwórcy do odbiorcy końcowego odpowiadają sieci przesyłowe i dystrybucyjne. Pierwsze składają się z sieci najwyższych i wysokich napięć (400 i 200 kV) i są nadzorowane przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Można je porównać do autostrad i dróg szybkiego ruchu, którymi prąd płynie do stacji elektroenergetycznych, gdzie następuje zmiana napięć.

Energia później zwalnia i trafia do sieci średnich i niskich napięć (15 kV i 400V), które są w większości własnością pięciu największych operatorów sieci dystrybucyjnych. Czterech z nich – PGE, Tauron, Enea i Energa – należy w większości do skarbu państwa, a jeden – warszawski Stoen Operator – do niemieckiego E.ON-u. Średnie i niskie napięcia to odpowiednik dróg krajowych i lokalnych, które ostatecznie prowadzą prąd do odbiorców. I to właśnie na tym odcinku mamy największy problem, nad którym pochyla się w ostatnim raporcie Najwyższa Izba Kontroli.

Czytaj także: 8 lat rządów PiS. Energetyczny stan przedzawałowy, drogo i ciemno. Sypiemy się

Sieci stare i niedoinwestowane

Większość z nich ma dziś grubo ponad 30 lat. Najbardziej zużyte są napowietrzne linie o napięciu 110 kV, z których niemal połowa ma ponad 40 lat. Czemu jest to istotne? Stara sieć słabiej radzi sobie z utrzymaniem odpowiedniej jakości dostaw energii. Mówiąc po ludzku, częściej dochodzi do awarii i przerw w dostawach prądu. NIK wskazuje, że tylko jeden dystrybutor poprawił w ostatnich latach wskaźniki dotyczące przerw w dostawach energii. Dwaj nie osiągnęli założonych celów, a ostatni (Energa) nie pozwolił się skontrolować.

Wiek to niejedyny problem. Polska ma jeden z najniższych wskaźników skablowania sieci dystrybucyjnych w UE – odsetek ten wynosi ok. 30 proc., podczas gdy w Niemczech jest to 82 proc., a w Holandii – 100 proc. Oznacza to, że trzy czwarte naszych kabli to linie napowietrzne, które łatwo zrywają się przy silniejszych podmuchach wiatru. A liczba anomalii pogodowych w Polsce z roku na rok rośnie. Orkany, nawałnice i trąby powietrzne coraz bardziej dają się energetykom we znaki. NIK wskazuje, że rząd miał do końca 2021 r. przygotować plan skablowania sieci średniego napięcia w perspektywie do 2040 r. Dokumentu do dzisiaj nikt nie widział.

Czytaj także: Górnicy na wiatraki? Z węglem trzeba się rozstać. „Koledzy z kopalni mówili: głupi jesteś”

Nie ma miejsca na OZE

Do starej sieci trudniej jest też podłączać nowe źródła wytwórcze. NIK zwraca uwagę, że w 2018 r. udział odmów przyłączenia instalacji OZE wynosił 5,9 proc. ogółu wniosków od inwestorów. Tymczasem w I połowie 2022 r. odsetek ten wzrósł do… 99,3 proc. To pokazuje, że doszliśmy niemal do ściany w przyłączaniu nowych źródeł OZE do sieci. Z jednej strony to efekt zielonej gorączki inwestorów, szukających na wyścigi okazji do budowy źródeł OZE, a z drugiej braku technicznych możliwości obsługi takiego popytu po stronie operatorów.

Czytaj także: Czarno o zielonej energii. Wpadła w sieci państwowych spółek, a PiS jej nie lubi

Aby temu zaradzić, konieczne są wydatki na modernizację sieci idące w dziesiątki, jeśli nie setki miliardów złotych. Skala ta robi wrażenie nie tylko pod względem finansowym. Mówimy o infrastrukturze liczącej w linii prostej niemal 780 tys. km. Taką ilością kabla moglibyśmy opasać równik niemal 20-krotnie. Problem w tym, że ostatnie osiem lat niemal przespaliśmy, a sieci były chronicznie niedoinwestowane. NIK wskazuje, że dwóch z trzech operatorów ograniczało wydatki na sieci, łamiąc tym samym zobowiązania wynikające z taryfy i planu rozwoju zaakceptowanego przez prezesa URE. Poniesione wydatki były niekiedy nawet o 48 proc. niższe od tych zaplanowanych.

Dokąd trafiły pieniądze na sieci?

Z punktu widzenia państwowych grup energetycznych dystrybucja to biznes bezpieczny, z narzucaną przez prezesa URE taryfą, która daje przewidywalność i stały dochód. Posiadanie dystrybucji to dla państwowych firm błogosławieństwo, ale dla samych zainteresowanych przekleństwo. Dystrybutorzy przez ostatnie lata byli drenowani z gotówki, która zamiast na sieci trafiała na ratowanie Polskiej Grupy Górniczej, budowę węglowego bloku w Ostrołęce czy pożyczki dla wiecznie nierentownych kopalń Tauronu. Oczywiście takie praktyki (subsydiowanie skrośne) są niezgodne z prawem, ale nikt na dobrą sprawę tego nie ściga.

Raport NIK może być impulsem dla działań zmierzających do wydzielenia operatorów dystrybucyjnych z grup energetycznych, co Koalicja Obywatelska zapowiadała jeszcze w czasie kampanii wyborczej. Pomysł ten wymaga głębokiego przemyślenia, bo w obecnej sytuacji mógłby przynieść więcej szkody niż pożytku. Operatorom taka operacja by się opłaciła, podobnie jak inwestorom OZE, ale państwowe koncerny mogłyby jej nie przeżyć. Dlatego na tym etapie warto zacząć od zmian w prawie, które ukrócą nieprawidłowości.

Czytaj także: Problemy wysokiego napięcia. 11 energetycznych wyzwań dla nowego rządu

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Historia

Dlaczego tak późno? Marian Turski w 80. rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim

Powstanie w warszawskim getcie wybuchło dopiero wtedy, kiedy większość blisko półmilionowego żydowskiego miasta już nie żyła, została zgładzona.

Marian Turski
19.04.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną