Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Bezwzględnie zakazać smartfonów? W polskich szkołach może dochodzić do absurdalnych sytuacji

Szkoła ma prawo wprowadzić do swojego statutu ograniczenia używania telefonów. Szkoła ma prawo wprowadzić do swojego statutu ograniczenia używania telefonów. Patricia Prudente / Unsplash
Postawę „bez telefonu” ćwiczy się w czasie sprawdzianów i próbnych egzaminów, ale nie przychodzi to łatwo. Nauczyciele ze zdumieniem odkrywają, że niektórzy uczniowie mają po dwa telefony. Ten drugi czeka na nich czasem w toalecie.

Przeciwnicy nieustannego używania smartfonów przez uczniów pozyskali nowego sprzymierzeńca. Oto UNESCO w raporcie „Global Education Monitor” ostrzega przed nadmiernym korzystaniem w edukacji z najnowszych technologii i rekomenduje zakaz posługiwania się telefonami komórkowymi.

Oderwanie od smartfonów ma pomóc dzieciom skupić się na nauce, poprawić relacje z rówieśnikami, wzmocnić stabilność emocjonalną, ograniczyć dostęp do niewłaściwych treści oraz zapobiec cybernękaniu i innym przestępstwom. Obecnie taki zakaz obowiązuje w niektórych państwach, np. we Francji (od 2018), niebawem będzie obowiązywał w Holandii (od 1 stycznia 2024), w Polsce zaś to wewnętrzna sprawa każdej szkoły.

W MEiN, jak informują w różnych mediach Przemysław Czarnek oraz Dariusz Piontkowski, nie są prowadzone żadne prace nad zakazywaniem uczniom dostępu do urządzeń telekomunikacyjnych. Wcześniej minister sugerował, iż przydałyby się takie odgórne regulacje dla podstawówek, ale obecnie – o dziwo! – zapewnia, iż wszystko jest w rękach nauczycieli. Niech decydują ci, co wychowują i uczą.

Smartfony: jeśli zakazać, to nauczycielom też

Szkoła ma prawo wprowadzić do swojego statutu ograniczenia używania telefonów, a nawet całkowity zakaz. Niechętnie jednak całkowicie zakazuje, gdyż uczniowie – szczególnie w szkołach ponadpodstawowych – oczekują, że nauczyciele dadzą dobry przykład w respektowaniu norm. Skoro czegoś nie wolno robić, to wszystkim, a nie tylko uczniom.

Zdarza się, że kadra – co wyśmiewają uczniowie w przedstawieniach studniówkowych – rozmawia przez telefon nawet w czasie lekcji. Wysyłanie czy odbieranie esemesów już nikogo nie dziwi. W szkołach wytworzył się obyczaj, że jeśli korzysta się z telefonu przez chwilę, to nie jest to łamanie zakazu. Niektórzy rozumują, że 20 razy, ale w odstępach i bardzo krótko, też można. Poza tym nauczyciele nie mogą zakazywać uczniom tego, co sami tak lubią robić.

Żadnych urządzeń telekomunikacyjnych nie wolno wnosić natomiast na egzamin ósmoklasisty ani na maturę – i z tym nie ma dyskusji. Zakaz dotyczy zarówno uczniów, jak i nauczycieli, chociaż tylko zdający podpisują oświadczenie, że telefonów nie mają przy sobie. Nauczycieli zwyczajowo się nie podejrzewa. Często pedagodzy dyscyplinują się nawzajem, gdyż zapominanie jest drugą naturą człowieka.

Przewodniczący zespołu nadzorującego odpowiada za to, aby nikt nie miał i nie korzystał z telefonu, a nawet żeby na sali nie zabrzmiał żaden dźwięk z takiego urządzenia, gdyż zakłóciłoby to przebieg egzaminu i dało powód do jego unieważnienia (nie tylko sprawcy zamieszania, ale i wszystkim uczestnikom). Ponieważ telefon traktowany jest jak część ciała, niczym trzecia ręka, trzeba wszystkim wielokrotnie przypominać, aby nie wnosili owej „ręki” na salę.

Odcięcie od komórek może być trudne

Postawę „bez telefonu” ćwiczy się w czasie sprawdzianów i próbnych egzaminów, ale nie przychodzi to łatwo. Nauczyciele ze zdumieniem odkrywają, że niektórzy uczniowie mają po dwa telefony. Więc gdy jeden składają na biurku podejrzliwego pedagoga, drugim wciąż mogą się posługiwać. Jeśli nawet nie w sali lekcyjnej, to w toalecie. Odkryliśmy też, że w ubikacji potrafi „czekać” już na uczniów telefon, z którego korzystają, aby znaleźć potrzebne informacje. Obawiam się, że bezwzględne odcięcie od komórek może być niezwykle trudne, a stworzenie szkoły całkowicie wolnej od smartfonów wręcz niemożliwe.

Najnowszy raport UNESCO to zwrot o 180 stopni w sprawie znaczenia smartfonów w edukacji. Wcześniejsze raporty tej organizacji podkreślały pozytywny wpływ telefonów na rozwój czytelnictwa, poprawę umiejętności czytania i pisania, większy dostęp do książek i rosnące pragnienie czytania dzieciom, jeśli można robić to przy pomocy telefonu. Szczególnie w regionach, gdzie dostęp do książek jest ograniczony, oraz w rodzinach o mniejszym kapitale kulturowym smartfon służył rozwijaniu pragnienia czytania i pisania, sprzyjał kontaktom z kulturą. Telefon był traktowany jak namiastka teatru, biblioteki, kina, muzeum, koncertu czy spotkania z twórcą. No i miał służyć wymianie doświadczeń między tymi, którzy korzystają z kultury bezpośrednio, a tymi, którzy chcieliby, ale z różnych powodów nie mogą.

Teraz UNESCO mówi, że korzyści ciągłego korzystania ze smartfonów są mniejsze, niż nam się wydawało, a straty znacznie większe. Najwięcej zaś tracą uczniowie na lekcjach. Czytając raport, ma się wrażenie, iż odstawienie telefonu w szkole to próba wyrwania dzieci z uzależnienia, w jakie zostały wepchnięte podczas zdalnego nauczania w czasie pandemii. Wpędzić dzieci w nałóg było łatwo, natomiast wyrwać je poprzez wprowadzenie zakazu może się nie udać.

Egzamin w aplikacji. Co za ulga!

Wdrożenie najnowszej rekomendacji UNESCO będzie trudne szczególnie w Polsce, gdyż w naszych szkołach trwa boom na coś przeciwnego. Nauczyciele pilnie uczą się posługiwać smartfonami, aby usprawnić nauczanie i egzekwowanie wiedzy. Szkolenia z tego typu umiejętności cieszą się wielkim zainteresowaniem. Pracownicy, którzy już opanowali sztukę przeprowadzania sprawdzianów, które dzięki wykorzystaniu smartfonów same się w mig sprawdzają, są podziwiani i naśladowani przez mniej obyte osoby.

W dobie zatrudnienia na dwa etaty każdy chce umieć tak pracować, aby nie ślęczeć godzinami nad sprawdzianami. Hitem stają się informacje, że obszerną klasówkę 30-osobowej grupy sprawdza się w okamgnieniu. Co za ulga! Sprawdzian, który uczniowie piszą na telefonie, a nauczyciel od razu dostaje wyniki dzięki odpowiedniej aplikacji, to idealne rozwiązanie. Gdyby zakazać używania telefonów na lekcjach, nauczyciele byliby bardziej obciążeni pracą i nie mogliby brać tylu godzin nadliczbowych.

Widziałem nawet zajęcia sportowe, gdy nauczyciel i uczniowie korzystali ze smartfonów, dzięki czemu wyniki rozgrywek natychmiast się obliczyły i nie trzeba było głowić się nad tym, kto trafi na podium. Zwycięzcę wyłoniła aplikacja, czego żaden uczestnik ćwiczeń nie podważał. Bez telefonów na pewno byłyby spory. Wykorzystanie telefonu na zajęciach wychowania fizycznego powoduje też, że w lekcji aktywnie uczestniczą wszyscy, także ci, co aktualnie nie ćwiczą.

Żelazna zasada pedagogiki

W szkołach, w których już teraz obowiązują ograniczenia korzystania z telefonów bądź nawet zakazy, bardzo trudno je egzekwować, ponieważ nauczyciele nie są zjednoczeni w tej sprawie. Żelazna zasada pedagogiki mówi, że zakazy i nakazy w oświacie mają sens tylko wtedy, kiedy nauczyciele stoją za nimi murem. Jeżeli natomiast istnieje rozłam w kadrze, lepiej wycofać się z prawa, gdyż będzie martwe, a poza tym będzie uczyło lekceważenia norm. No i może z tego powodu dochodzić do absurdalnych sytuacji, które jeszcze bardziej osłabią znaczenie prawa w szkole.

Polskie szkoły są wylęgarnią takich absurdów. Pamiętam, jak współprowadziłem lekcję otwartą z innym nauczycielem. Obserwowała nas dyrekcja i prawie cała rada pedagogiczna. Nie wiedziałem, że kolega jest zagorzałym fanem korzystania z telefonów na lekcji, a on nie wiedział, że ja jestem przeciwnikiem i wymierzam kary za ich użycie. Kiedy więc mój partner nakazał uczniom wyjęcie smartfonów i znalezienie jakiejś informacji, klasa spojrzała na mnie z przestrachem. Czy można? Nie spodobało mi się to.

Kolega powtórzył polecenie, a uczniowie patrzyli na mnie w oczekiwaniu na zgodę. Nie zamierzałem zmieniać swoich zasad, więc uczniowie nie wyjęli telefonów. Przepychanka trwała jeszcze dwie–trzy minuty, aż wreszcie kolega sam uczynił to, co bezskutecznie kazał robić uczniom: posłużył się komórką do wyjaśnienia tematu. Okazało się, że jak on nie może uczyć bez ciągłego korzystania z telefonu, tak ja z telefonem nie pracuję. Wszyscy przekonali się, jak wygląda prawo szkolne: to, co jest nakazane u jednego nauczyciela, jest zakazane u drugiego. Nic dziwnego, że młodzież traktuje wszelkie normy jako widzimisię osoby, która aktualnie rządzi, a nie naprawdę ważne w naszym życiu zasady.

Po tamtej lekcji przestałem być tak negatywnie nastawiony do telefonów na lekcjach. Skoro inni nauczyciele nakazują, ja nie mogę całkowicie zabraniać. Skutek mojej zmiany był taki, że uczniowie przestali przynosić na zajęcia lektury, gdyż mają je w telefonie. Podręcznik też nie jest im potrzebny, ponieważ każda informacja znajduje się w sieci. Przestali notować w zeszycie, gdyż szybciej robią to w telefonie.

W końcu ja też przestawiłem się na korzystanie z telefonu zamiast podręcznika, lektury czy notatek na papierze. W ogóle przestałem przynosić na lekcje jakiekolwiek pomoce, w smartfonie jest przecież wszystko. Tak wiele rzeczy wykonuję teraz na zajęciach przy pomocy telefonu, że gdybym miał przeprowadzić lekcję w starym stylu, czyli całkowicie bez tego narzędzia, miałbym poważne problemy.

Uczniowie twierdzą, że zakazywanie korzystania z telefonów nie ma sensu, ponieważ wszyscy ciągle z nich korzystamy, a nauczyciele najbardziej. Koleżanka niespodziewanie powiedziała, abym odłożył na chwilę telefon, ponieważ chce mi powiedzieć coś bardzo ważnego. W pokoju nauczycielskim prawie wszyscy mają w rękach to narzędzie pracy i rozrywki, czasem ktoś na chwilę odłoży, ale tylko po to, aby zaraz wziąć i coś sprawdzić. Korzystamy bądź tylko trzymamy komórki w rękach nawet wtedy, gdy z kimś rozmawiamy.

Z telefonem w ręku nie można?

Podczas posiedzenia rady pedagogicznej smartfony też są w ciągłym użyciu. Kiedy przemawia dyrekcja, to również nie jest powód, aby odstawić telefon. Nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, aby trzeba było naprawdę schować i definitywnie przestać korzystać. No więc chyba ktoś umarł, że koleżanka poprosiła, abym odłożył telefon. Okazało się, że nikt nie umarł, tylko to jej ostatni dzień w pracy i chce się pożegnać, uściskać i takie tam. Naprawdę z telefonem w ręku nie można? A w czym to przeszkadza?

W szkole jest wiele zakazów i nakazów, ale większość tylko na papierze. Gdyby nawet zakazano, jak chce UNESCO, używania smartfonów w placówce edukacyjnej, znaleziono by tysiąc sposobów, aby obejść ten zakaz. W ostateczności chodzilibyśmy do miejsc, jak teraz na papierosa, gdzie nikt by nas nie widział lub gdzie prawo szkolne już by nie sięgało, np. w bramie. A do wielu zakazanych czynności, które uczniowie wykonują w toalecie, doszłoby jeszcze korzystanie z telefonów.

Zresztą nawet jak uczeń nie korzysta na lekcji ze smartfonu, bo jakiś nauczyciel zabronił, to i tak korzysta, patrząc chociażby na smartwatch, na którym wyświetlają mu się wszystkie informacje z telefonu, np. esemesy. Niektórzy nauczyciele też tak robią.

Trzeba by więc zakazać nie tylko smartfonów, ale też smartwatchy. A za chwilę i okularów, gdyż nie będą one zwykłymi narzędziami do poprawiania ostrości widzenia, lecz smartokularami.

A gdy i one zostaną zakazane, to okaże się, że narzędziem komunikacji w sieci jest wisiorek, pierścionek albo przycisk w piórniku. Długopis też nie jest już tylko narzędziem do pisania, gdyż to może być przecież smartdługopis. Żeby rekomendowany przez UNESCO zakaz miał sens, najpierw trzeba by uwierzyć, że oderwanie się od narzędzia telekomunikacyjnego w czasie nauki ma wartość dla naszego życia. Dopóki w to sami nie uwierzymy, zakazy nic nie dadzą, gdyż człowiek jest mistrzem w ich obchodzeniu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Walka o słynny pomnik w Rzeszowie. Chcą go przejąć i wyburzyć

Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie jest dziś dziełem sztuki i zabytkiem. Bernardyni zdecydowali niespodziewanie o przekazaniu go za darmo Stowarzyszeniu Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia, które chciałoby go wyburzyć. Wbrew władzom miasta i mieszkańcom.

Jagienka Wilczak
18.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną