Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Maja Chwalińska nie została mistrzynią Rolanda Garrosa. Ale ona i tak już wygrała

Preferuj w Google
Maja Chwalińska, wicemistrzyni Rolanda Garrosa Maja Chwalińska, wicemistrzyni Rolanda Garrosa Benoit Tessier / Reuters / Forum
W erze open tylko dwie Polki zagrały w finale Rolanda Garrosa: Iga Świątek i Maja Chwalińska. Parę tygodni temu chyba nikt nie odważyłby się snuć takich scenariuszy.

Historia Mai Chwalińskiej poruszyła kibiców w Polsce i za granicą. Byli jednomyślni przed finałowym meczem: 19-letnia Mirra Andriejewa, jej dzisiejsza rywalka, zdobędzie jeszcze niejeden tytuł, ale to jest dzień Mai. Jej się to zwyczajnie należy. Niestety, ten sen się nie ziścił.

Na papierze Andriejewa miała rzecz jasna przewagę, jest zawodniczką pierwszej dziesiątki rankingu, dwa lata temu grała tu w półfinale, przed rokiem była w najlepszej ósemce.

Stawkę było czuć, zaczęło się nerwowo. Rosjanka przełamała Polkę już w pierwszym gemie, Maja odwinęła się w drugim, w trzecim znów łamała Mirra, w czwartym Maja. To był set przełamań, niestety więcej miała ich na koncie Rosjanka i wygrała tę partię 6:3. Drugi set zaczął się źle z polskiej perspektywy – Andriejewa utrzymała swoje podanie i przełamała Maję, która popełniała wyraźnie więcej błędów niż w poprzednich spotkaniach. Wiatr też na pewno nie pomagał.

Rosjanka odrobiła pracę domową. Ma w swojej grze elementy, które znamy z gry Mai, ale ma też dodatkowe argumenty: dobry serwis i moc uderzenia. Obie dobrze się czują w defensywie. Przy stanie 5:1 Chwalińska powiedziała: sprawdzam. I przełamała Rosjankę na 5:2. Podrażniona Mirra zakończyła spotkanie przy serwisie Mai, wygrała 6:2 i zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

Ale to w żadnym stopniu nie umniejsza sukcesu Chwalińskiej. „Dziękujemy, dziękujemy!”, krzyczeli kibice na korcie Philippe’a Chatriera.

W wielu miejscach w Polsce finałowy mecz był oglądany w plenerze. „Jazda Maja!”, napisała Iga Świątek w swoich social mediach. Są równolatkami, znają się i przyjaźnią od dziesiątego roku życia.

Jak Chwalińska podbiła Paryż

To rzeczywiście kawał słodko-gorzkiej historii. Chwalińska ma 24 lata, nie jest nowicjuszką. Po serii niepowodzeń rozważała rozwód z tenisem, ale zawsze wracała. Chorowała na depresję, zrobiła przerwę od gry. Do tej pory jej największym sukcesem w Wielkim Szlemie była druga runda Wimbledonu w 2022 r.

Teraz jest pierwszą kwalifikantką w erze open, która dotarła do finału Rolanda Garrosa. Co oznacza, że spędziła na paryskich kortach tydzień dłużej niż jej rozstawione rywalki. W eliminacjach rozegrała trzy mecze, w tym dwa z reprezentantkami gospodarzy (Alice Rame, Carole Monnet) i jeden z Holenderką Suzan Lamens, która lubi napsuć krwi wyżej rozstawionym zawodniczkom. Ale Maja nie straciła nawet seta.

Ten zapas energii bardzo się przydał w drugim tygodniu turnieju. W Paryżu panowały upały, a po drugiej stronie siatki stawały już tenisistki z niezłym dorobkiem. Wśród nich Chinka Qinwen Zheng i Greczynka Maria Sakkari. Obie odzyskują formę po miesiącach względnej posuchy, obie chciały ugrać więcej. Zheng jest mistrzynią olimpijską z Paryża, pamiętamy, jak wygrywała na tych samych kortach w 2024 r., pozbawiając Igę Świątek marzeń o złocie. Sakkari w dawnych czasach była trzecią zawodniczką świata. Parę miesięcy temu pokonała Igę w Dosze.

Tymczasem z Zheng Maja rozprawiła się już w pierwszej rundzie, w drugiej z Belgijką Elise Mertens, w trzeciej z Sakkari. O ćwierćfinał zawalczyła z Rosjanką Anną Kalinską. Od tego etapu każdy rezultat byłby więcej niż zadowalający i więcej niż szokujący. Ćwierćfinał czy półfinał turnieju wielkoszlemowego to już ogromny wyczyn. Ale Maja grała bez kompleksów, wydawała się opanowana. W wywiadach mówiła, że w głowie ma sztorm, choć zupełnie tego po niej nie widać. W boksie dopingowali Maję m.in. rodzice, szkoleniowiec Jaroslav Machovsky, menedżer Piotr Szczypka i trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk, na co dzień pracujący z Igą. Sprawność fizyczna robi różnicę, Maja nie była chyba nigdy w lepszej formie.

Czytaj też: Maja Chwalińska w finale Rolanda Garrosa. Polskę opanowało szaleństwo

Maja ChwalińskaJulien de Rosa/East NewsMaja Chwalińska

„Świetnie czyta grę”

Każda rywalka Polki w Paryżu rozkładała ręce z bezradności (poza Mirrą, dodajmy uczciwie). Na ich rosnącą frustrację patrzyło się, cóż, przyjemnie (w sporcie to dozwolone). Chwalińska jest wszechstronna, ma sprytny topspin, jest leworęczna, więc piłka leci z rotacją awansującą. Nie gra siłowo, tylko mądrze, fani mówią, że uprawia tenisowe szachy. Jest groźna z linii końcowej i pod siatką, sięga po slajsy, woleje, loby i skróty, dużo miesza. Zaskakuje zagraniami, więc wybija przeciwniczki z rytmu.

Mówiła o tym podczas konferencji prasowej jej rywalka z półfinału Diana Sznajder. „Maja niesamowicie porusza się po korcie. Pokrywa bardzo dużą przestrzeń i świetnie czyta grę. Nawet kiedy myślisz, że już wygrałaś punkt, ona tam jest i odgrywa piłkę. Ale nie tak po prostu, żebyś mogła znowu zaatakować. Piłka wraca w sposób bardzo niewygodny, więc musisz dosłownie budować cały punkt od początku”.

Można było tylko mieć nadzieję, że Sznajder nie podpowie zbyt wiele Mirrze, swojej rodaczce i deblowej partnerce. Mało brakowało, a o tytuł biłyby się dwie Rosjanki, co też warto odnotować, a na pewno nie wypada tego przeoczyć. Tenisowe federacje nie wykluczyły z gry zawodników z Rosji, pozbawiają ich tylko flagi.

Maję wszyscy znają

Maja Chwalińska od lat marzyła o tym, by znaleźć się w pierwszej setce rankingu WTA, ale nie sądziła chyba, że awansuje aż tak. W rankingu Live WTA Race już jest czternasta, Iga jest jedenasta. Oby się tu teraz zadomowiła. Awans otworzy jej drzwi do kolejnych turniejów. Wiadomo, że zabiega o dziką kartę na Wimbledonie, co się pewnie nie uda, bo Brytyjczycy przyznają je zwykle swoim zawodnikom. Ale na nowojorski US Open pod koniec lata załapie się już pewnie bez gry w kwalifikacjach.

Co równie ważne, premia finansowa nieco uspokoi jej karierę. Tak wygląda zawodowy tenis poza pierwszą setką rankingu: sponsorzy nie lgną, trzeba ciułać na podróże, hotele, stroje i całe oprzyrządowanie. Maję wspiera w tym klub BKT Advantage Bielsko-Biała.

„Nie mam słów, bo tyle razy byłem na skraju załamania nerwowego – mówił Piotr Szczypka, menedżer Mai i właściciel bielskiego klubu, w przejmującym wywiadzie dla Eurosportu. – Chciałem tylko rundę, dwie, żeby po prostu żyć normalnie. Najwyraźniej to ze mnie teraz wszystko schodzi. Chyba pójdę do Częstochowy na kolanach, nie wiem, co powiedzieć”.

Maja też powtarza w wywiadach, że „nie wie, co się dzieje” ani jak dobrnęła do finału Rolanda Garrosa. „Nikt mnie tu nie zna”, dodała. Ale już ją znają wszyscy.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak zostałam milionerką. „Polityka” sprawdza coachów i kursy afirmacji. Rynek rozwija się jak złoto

Harmonia finansowa jest sakralna, sprzedaż – święta, a obdarowanie nas majątkiem to marzenie wszechświata. Tak mówi się na rynku afirmacji, manifestacji i medytacji, który w Polsce rozwija się jak złoto.

Joanna Cieśla
29.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną