Czy Mai uda się teraz utrzymać poziom? Pewności nie ma, ale jest dużo tenisowych argumentów
Opadł kurz wzbijający się w sobotnie popołudnie nad kortem Philippe’a Chatriera. Po raz pierwszy od kilku tygodni Maja Chwalińska nie musiała myśleć o kolejnych tenisowych obowiązkach. Pewnie zaczęło do niej docierać to, co osiągnęła w Paryżu. Na finałową porażkę z Mirrą Andriejewą zaczęła patrzeć z perspektywy dziewięciu wcześniejszych zwycięstw.
Odporność Chwalińskiej
Zalewana falą zachwytów płynących zarówno od bardzo okazjonalnych kibiców, jak i największych tenisowych mistrzów, Maja zachowała zadziwiającą odporność na wzmagające się wokół niej szaleństwo. W ciągu kilkunastu dni stała się przecież jedną z najpopularniejszych postaci w tenisowym świecie. I nie tylko. Krajan z Dąbrowy Górniczej Dawid Podsiadło zaintonował np. „Sto lat” podczas swojego show na Stadionie Śląskim. Śpiewało prawie 100 tys. ludzi.
Teraz temperatura rozmów o Mai w naturalny sposób będzie opadać. Za to częściej będziemy sobie zadawać pytanie: co dalej? W bliższej i dalszej perspektywie.
W tej bliższej to oczywiście trawa i Wimbledon, bo wcześniejszych startów obóz finalistki Rolanda Garrosa nie planuje. Turniej rozpoczyna się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca. Dla tych, którzy będą musieli przebijać się do głównej drabinki poprzez kwalifikacje, zawody rozpoczną się tydzień wcześniej. Czy także dla Polki? Przypomnijmy, że dla Anglików jest jeszcze 114. rakietą WTA, a nie 21., bo listy uczestników zamknięto w połowie maja. Opinie na temat szans na tzw. dziką kartę od organizatorów i rozpoczęcie turnieju od pierwszej rundy są podzielone. Trzeba spokojnie czekać na decyzję.
Gdyby doszło do startu Mai (po kwalifikacjach czy bez) na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club, byłaby możliwość spotkania na korcie z Igą Świątek, czyli ubiegłoroczną mistrzynią (gdyby ktoś zapomniał). Nie trzeba chyba dodawać, że najlepiej, gdyby do takiej potyczki doszło w bardzo zaawansowanej fazie zawodów.
Swoją drogą ciekawe, jak i czy w ogóle będzie możliwa dalsza współpraca Macieja Ryszczuka z Mają Chwalińską. Ryszczuk – wybitny trener przygotowania fizycznego – miał według wtajemniczonych duży wpływ na jej dyspozycję. Dzięki wspólnej pracy tenisistka BKT Advantage z Bielska-Białej zachowywała siły do rozstrzygających punktów. Trzeba docenić gest głównej szefowej Ryszczuka, czyli jej przyzwolenie na taką pomoc koleżance. Teraz sytuacja się zmienia, bo najlepsze polskie tenisistki będą rywalizowały w tych samych turniejach.
Mozolna wspinaczka w rankingu
Zwolenników talentu podopiecznej Jaroslava Machowsky’ego najbardziej nurtuje pytanie o to, czy uda się utrzymać poziom osiągnięć zbliżony do tego paryskiego. Czy jej gra sprawdzi się na innych niż mączka nawierzchniach? Większość wydarzeń odbywa się przecież na kortach twardych.
Rodzaj kortu to niejedyny dylemat. Można mieć też wątpliwości, czy rywalki nie nauczą się występować przeciw błyskotliwej, ale mającej swoje ograniczenia Chwalińskiej. Słowem: czy teraz będziemy oglądać częściej mecze takie jak z Dianą Sznajder w półfinale, czy takie jak Mirrą Andriejewą? Pytani o to kibice są oczywiście przekonani, że to początek wielkiej kariery. Oby, ale pewności nie ma. O najbardziej znanym przypadku Emmy Raducanu już w tym miejscu pisaliśmy. Teraz ktoś przypomniał inną historię spektakularnego skoku. Francuzka Lois Boisson w ubiegłym roku w Paryżu z czwartej setki rankingu przebiła się aż do półfinału (przegranego z późniejszą triumfatorką Coco Gauff). Teraz nie przebrnęła pierwszej rundy i po odpisaniu dorobku punktowego z 2025 r. wylądowała w połowie drugiej setki. Trzeba zaczynać od początku mozolną wspinaczkę w górę zestawień.
Oczywiście mamy nadzieję, że to nie będzie dotyczyło Mai. Ona ma po prostu dużo tenisowych (i nie tylko) argumentów do potwierdzenia swojej klasy. Od osobowości poczynając. Przeszła bardzo dużo, żeby znaleźć się w dzisiejszym miejscu. Na pewno nie zabraknie jej determinacji, żeby ugruntować swoją pozycję.
Niebotycznym sukcesem we French Open zdobyła przepustkę do tenisowych salonów na najbliższe 12 miesięcy. I nawet gdyby za rok poszło coś nie tak w Paryżu, to jej dorobek z innych turniejów powinien pozwolić na zadomowienie się w elicie. W to wierzymy. I wówczas zapomnimy o często teraz powtarzanej w związku z nią przypowieści o kopciuszku.