Układ Obama-Miedwiediew
Kiedy w Pradze czeskiej, w Sali Hiszpańskiej zamku królewskiego prezydenci USA i Federacji Rosyjskiej, Barack Obama i Dymitr Miedwiediew redukowali w czwartek do 3000 liczbę rakiet z głowicami jądrowymi, nikt w Moskwie nie pytał, dlaczego byłe supermocarstwo reprezentowane jest na „szczycie” przez prezydenta, a nie przez premiera.

Układ będący przedłużeniem wygasłego w grudniu 2009 porozumienia START negocjowali wszak w Genewie dyplomaci oraz oficerowie tzw. „organów”, choć ubrani po cywilnemu, a więc podwładni premiera Putina. Amerykanie czują się w tej kwestii komfortowo, bo Obama jest i prezydentem i szefem rządu jednocześnie. Kto jest kim w Rosji zależy natomiast nie od konstytucji, a od nazwiska. Kiedy prezydentem był Borys Jelcyn, a premierem człowiek znikąd, Władimir Putin, ważniejszy był prezydent. Kiedy prezydentem został Putin, a premierem ktokolwiek, ważniejszym politykiem był Putin. Kiedy Putin został premierem, a Miedwiediew prezydentem, ważniejszym politykiem pozostaje Putin, choć Miedwiediew dba o własną samodzielność może nawet ponad wytrzymałość premiera, a w każdym razie – ponad cierpliwość ulicy, która spekuluje, choć wszystko jest już jasne, że zamachy w moskiewskim metrze mogły być skutkiem rywalizacji na najwyższym piętrze władzy w Rosji.

Ulica moskiewska lubi jasne sytuacje, nauczył ją tego Iwan Groźny. A jednak porozumienie rozbrojeniowe podpisuje prezydent Miedwiediew zastępując w duecie największych potęg jądrowych świata sekretarza generalnego KPZR, który konstytucyjnie nie pełnił w ZSRR żadnej roli. Putin pozostawił pole do popisu (i podpisu) młodszemu koledze, a sam pojechał do Katynia, co jest dla polityka rosyjskiego, kimkolwiek by był, mniej wygodne niż podróż do Pragi, tym bardziej, że z punktu widzenia mediów rosyjskich podróż do Katynia jest przedsięwzięciem zbędnym.

 O ile wyprawa Putina ważnym wydarzeniem dla mediów rosyjskich nie będzie (dla niektórych mediów w Polsce – też nie), o tyle wizyta Miedwiediewa w Pradze sukcesem jest, bo przypomina światu, że przynajmniej na tym, złowieszczym polu Federacja Rosyjska znaczy nie mniej niż USA. Blask dawnej, złowrogiej świetności odbija się od Miedwiediewa i Rosjanom, tym zwłaszcza, którzy nie mogą pogodzić się z utratą na rzecz Chin pozycji supermocarstwa, sprawia dużą satysfakcję, podczas gdy Katyń jest dla nich powodem dyskomfortu. W Pradze mieszka dziś 40 tysięcy Rosjan, a pobliskie Karlove Vary są kurortem rosyjskim, podczas gdy Amerykanów mamy w stolicy Czech raptem 3 tysiące. Nadrabiają to młodzi turyści z USA, zwłaszcza studenci, jak kiedyś Clinton, i przyjeżdżają do „Paryża Wschodu” masowo.

 Prezydent Obama spotka się z gospodarzem prezydentem Vaclavem Klausem, którego eurosceptycyzm Amerykanom nie przeszkadza. Jak podają niektóre dzienniki polskie – ma się także odbyć obiad Obamy z Donaldem Tuskiem. Wedle źródeł czeskich Obama spotka się nie tylko z premierem RP, lecz także z przywódcami jedenastu państw Europy Środkowo-Wschodniej. Każdy będzie mógł głos zabrać przy stole raz. Prezydent Estonii na przykład może mieć szansę odpowiedzi na pytanie, jaka jest pogoda w Tallinnie. Ominęły nas na szczęście, a może tylko przez przypadek potępieńcze swary, na temat tego, kto powinien udać się do Pragi - premier czy prezydent. Żeby jednak uczestnikom i konsumentom sukcesu praskiego było nie za przyjemnie, minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powiedział, że Rosja rezerwuje sobie prawo wycofania się z układu o redukcji głowic w przypadku, kiedy Amerykanie zbudują globalną tarczę antyrakietową, czym zredukowaliby przydatność głowic rosyjskich do zera. A przywódców Anglii, Francji, Chin, KRLD, Pakistanu i Indii oraz Izraela w Pradze nie będzie, bo układ USA-Rosja ich nie dotyczy, a ponadto wszystkie razem mają zapewne mniej głowic niż 1500.

Na koniec warto zapytać, czy sensowne jest zmniejszanie arsenałów. Najlepiej byłoby, gdyby liczbę rakiet i głowic obniżono do stu. Doktryna odstraszania nuklearnego działa zarówno wtedy, kiedy strony mają po sto głowic jak i wtedy, kiedy dysponują  tysiącami. Wyprodukowany super sprzęt trzeba teraz niszczyć, rakiety nie można poddać recyklingowi. Jest to więc niesłychane marnotrawstwo. Ale nawet najdroższy pokój tańszy jest od najtańszej wojny.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj