ARGENTYNA: Piłka nożna w kryzysie

Czarno o biało-błękitnych
Ojczyzna Maradony przeżywa największy piłkarski kryzys w swojej historii. Stadionami rządzą kibole, kluby toną w długach, a reprezentacja nie wygrała niczego od dwóch dekad.
Mecz Argentyna - Urugwaj. Przy piłce Argentyńczyk Lionel Messi i piłkarze Urugwaju Alvaro Pereira i Egidio Arevalo Rios.
Andres Stapff/Reuters/Forum

Mecz Argentyna - Urugwaj. Przy piłce Argentyńczyk Lionel Messi i piłkarze Urugwaju Alvaro Pereira i Egidio Arevalo Rios.

Reprezentacja Argentyny grała fatalnie i w ćwierćfinałach odpadła w meczu z Urugwajem (na zdjęciu, kibic tego kraju) który ostatecznie wygrał cały turniej, pokonując w finale Paragwaj 3:0.
jikatu/Flickr CC by SA

Reprezentacja Argentyny grała fatalnie i w ćwierćfinałach odpadła w meczu z Urugwajem (na zdjęciu, kibic tego kraju) który ostatecznie wygrał cały turniej, pokonując w finale Paragwaj 3:0.

Kibice nad La Platą wierzyli, że tym razem los się odmieni. Argentyna nie potrafiła jednak wygrać z Urugwajem, chociaż przez ponad połowę meczu miała przewagę jednego gracza.
jikatu/Flickr CC by SA

Kibice nad La Platą wierzyli, że tym razem los się odmieni. Argentyna nie potrafiła jednak wygrać z Urugwajem, chociaż przez ponad połowę meczu miała przewagę jednego gracza.

Macha gwałtownie rękami, krzyczy i bije się po głowie. Tabletki uspokajające, które wciska mu rodzina, są na nic: w stronę telewizora leje się nieprzerwany potok wulgaryzmów. To kibic River Plate najbardziej utytułowanego klubu piłkarskiego w Argentynie. Filmik z jego reakcją na mecz, po którym drużyna po raz pierwszy w swej 110-letniej historii spadła do drugiej ligi, to hit internetu: w dwa tygodnie obejrzało go sześć milionów osób. Większość się solidaryzuje.

W Argentynie jest teraz dużo gniewu, oburzenia. Wszystkich ogarnia wielki smutek, kiedy muszą oglądać, jak marnuje się genialne pokolenie – mówi Pablo Aro Geraldes, komentator sportowy i historyk latynoskiego futbolu.

W zamieszkach po meczu rannych zostało ponad 70 osób, prawie setka trafiła do aresztu. Zdemolowane Buenos Aires wpadło w dołek, z którego miała ich wyciągnąć wygrana w tegorocznej Copa América, mistrzostwach Ameryki Południowej w futbolu. „Każdy inny wynik niż zwycięstwo, będzie porażką” pisał „Clarín”, największy dziennik w kraju, a najpopularniejszy z piłkarzy, Carlos Tévez, dodawał, że brak wygranej okryje drużynę hańbą.

Ale reprezentacja grała fatalnie i odpadła w ćwierćfinałach. Argentyński futbol znalazł się w największym kryzysie od ćwierć wieku.

Piłkarska ruletka

To, że tegoroczna Copa będzie pełna niespodzianek, wiadomo było już po pierwszym golu. Strzelił do Edivaldo Rojas, którego powołanie do kadry Boliwii wydawało się żartem. Urodzony w Brazylii, grał w portugalskiej drugiej lidze i nikt by o nim nawet nie usłyszał, gdyby nie to, że na klubowej koszulce zamiast nazwiska miał napis „Bolivia”. Sprawą zainteresowały się media w La Paz i gdy okazało się, że to z powodu pochodzenia matki, Rojas został włączony do reprezentacji.

Wszystkie najważniejsze mecze kończyły się rzutami karnymi. Blamaż zaliczyli w nich Brazylijczycy, którzy w spotkaniu z Paragwajem nie trafili do siatki ani razu. „To niesłychane, żeby żaden nie strzelił karnego!”, komentowała dzień później „Folha de Sao Paulo”, największy dziennik w kraju. Media trąbiły o upokorzeniu i przypominały, że jedyny raz, kiedy w półfinałach mistrzostw zabrakło równocześnie ich reprezentacji i kadry Argentyny, zdarzył się w 1939 r., bo... obie drużyny po prostu nie pojechały na rozgrywki.

Największą sensację wzbudziła gra Wenezueli, która w futbolowym świecie jest zupełnym pariasem. To jedyny kraj na kontynencie, który nigdy w historii nie dostał się na mundial, a piłka nie jest tam nawet w połowie tak popularna jak baseball. Hugo Chávez każdy mecz komentował na żywo na Twitterze i gdy jego kraj w poległ w półfinale, nie omieszkał ogłosić, że „Wenezueli ukradziono zwycięstwo”.

Fidel i ja dobrze widzieliśmy tego gola! [nieuznanego przez sędziego – przyp. red] – grzmiał w internecie.

Porażka została jednak najgorzej odebrana w Argentynie, bo głód sukcesu jest tu ogromny. O reprezentacji mówi się zawsze „Wielka” i zawsze typuje na mistrza świata, ale w rzeczywistości biało-błękitni nie potrafią nic zdobyć od czasów, kiedy w ich koszulce biegał Diego Maradona. Ostatni raz wygrali mundial w 1986 r., cztery lata później zajęli jeszcze drugie miejsce, ale na pięciu kolejnych mistrzostwach nie doszli nawet do półfinału! Ostatni raz, kiedy w ogóle coś wygrali, zdarzyło się właśnie na Copa América, ale to było w 1993 r. Ci, którzy się wtedy urodzili, w tym roku wchodzą w pełnoletniość.

Kibice nad La Platą wierzyli, że tym razem los się odmieni. Grali na własnym podwórku i to w najlepszym i najbardziej ofensywnym składzie od dwóch dekad. I to z Leo Messim. Trener Sergio Batista postawił wszystko na niego i dokładnie skopiował styl Barcelony, mając nadzieję, że najlepszy piłkarz świata poniesie kadrę do zwycięstwa. Nie udało się. Argentyna nie potrafiła wygrać z Urugwajem, chociaż przez ponad połowę meczu miała przewagę jednego gracza.

Brak jakiegokolwiek sukcesu reprezentacji przez tyle lat, to wina tego, że stawia się na nazwiska, a nie pomysły – tłumaczy Aro Geraldes – Wszyscy wiemy, że Maradona był geniuszem na boisku, ale pokazywał wielokrotnie, że trenerem jest marnym. Jego obecność może świetnie zadziałać na piłkarzy, ale potrwa to może z tydzień, na dłuższą metę się nie sprawdza. A Batista to tylko jego biedniejsza wersja. Z każdym kolejnym trenerem, pojawiały się w reprezentacji nowe pomysły na grę i nowe rozwiązania, nie było żadnej trwałości. Nadeszła wreszcie pora, żeby zadać sobie pytanie, co chcemy osiągnąć i konsekwentnie to realizować – dodaje.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj