NORWEGIA: Kraj po tragedii

Smutek w kraju dobroci
Norwegowie – po ataku zbrodniarza nowych czasów – zaczęli twardą publiczną dyskusję. Co zrobić, żeby Norwegia nadal była Norwegią.
W hołdzie ofiarom zamachowca na ulice Oslo wyszło 200 tys. ludzi.
ODD ANDERSEN/AFP/EAST NEWS

W hołdzie ofiarom zamachowca na ulice Oslo wyszło 200 tys. ludzi.

Premier Jens Stoltenberg stanął na wysokości zadania – twierdzą komentatorzy.
Wolfgang Rattay/Reuters/Forum

Premier Jens Stoltenberg stanął na wysokości zadania – twierdzą komentatorzy.

Oslo przykrywa ciągle warstwa kwiatów i wypalonych zniczy.
johsgrd/Flickr CC by SA

Oslo przykrywa ciągle warstwa kwiatów i wypalonych zniczy.

Oslo przykrywa ciągle warstwa kwiatów i wypalonych zniczy. Miasto wygląda jak jedno wielkie warszawskie Krakowskie Przedmieście po katastrofie smoleńskiej. Składanie kwiatów i zapalanie ogni w miejscach publicznych to nowy sposób przełamywania traumy zarówno zbiorowej, jak i indywidualnej, twierdzą etnolodzy, badacze obyczajów i kultury duchowej narodów.

Prawie 200 tys. Norwegów wyległo przed tygodniem na ulice Oslo w hołdzie dla zmarłych. To tak – wziąwszy pod uwagę proporcje ludnościowe Polski i ośmiokrotnie od niej mniejszej Norwegii – jakby prawie cała ludność Warszawy wzięła udział w żałobnej manifestacji. Plac Ratuszowy zamienił się w morze róż, kiedy na sygnał wszyscy podnieśli je do góry. Uczestniczka tej uroczystości profesor historii kultury na Uniwersytecie w Oslo Nina Witoszek powiedziała, że panujący nastrój przypominał jej czasy pierwszej Solidarności.

Pokazano także inne oblicze chrześcijaństwa niż to, na które powoływał się Breivik, „konserwatysta i chrześcijanin”, jak się określał. Chrześcijaństwa bez nienawiści, które łączy zsekularyzowaną (rzekomo, według prof. Witoszek) Norwegię. Jedna z najwybitniejszych w kraju eseistek, często cytowana w mediach, a teraz oblegana przez dziennikarzy, w opisie stosunku Norwegów do religii odwołuje się do słów Jacka Kuronia: „Jestem chrześcijaninem bez Boga”.

Jeden z nas

Ten hołd i szacunek, czasem patetyczny, częściej bardzo prosty, miesza się z nadal widocznym żalem i zaskoczeniem, że sprawca największego przeprowadzonego w pojedynkę masowego mordu w powojennej Europie, 32-letni Anders Behring Breivik, okazał się jednym z Norwegów. Po prostu next door boy, jak mówią Amerykanie, sympatyczny blondynek z sąsiedztwa. Tymczasem w pamięci wielu Norwegów tkwi obraz z rozwieszanych dawniej plakatów populistyczno-prawicowej Partii Postępu, której członkiem był kiedyś Breivik. Na plakacie widniał ciemnolicy osobnik z rewolwerem wymierzonym w patrzącego i ostrzeżeniem: „Napastnik ma obce pochodzenie”. Paradoksalnie, każde dziecko w Norwegii pamięta ze szkoły słowa: „Wróg odrzucił swoją broń/Podniósł przyłbicę/My w zdumieniu.../Bo był naszym bratem”. To wersy z poematu norweskiego noblisty Bjørnstjerne Bjørsona, którego dwie pierwsze zwrotki śpiewane są jako hymn narodowy („Tak, kochamy ten kraj”).

Chociaż – gdyby nie ochrona policji – kilkutysięczny tłum zgromadzony przed sądem zlinczowałby zapewne wiezionego na przesłuchanie mordercę, to większość Norwegów pogodziła się z perspektywą, że będzie z nim żyć, zamkniętym w więzieniu tylko przez 21 lat. To najwyższa kara w tym kraju, chyba że uda się przekonać sąd, że chodziło o zbrodnię przeciwko ludzkości. Taką kwalifikację prawną, przewidującą surowszą karę 30 lat więzienia, wprowadzono niedawno. Kwestia łagodności norweskiego prawa poruszana jest w tym kontekście bardziej w mediach polskich niż w norweskich. Jeśli ktoś zasługuje na surowość, to Breivik; może być on szkolnym przykładem i argumentem w dyskusji za zaostrzeniem kar.

Ale padają także głosy chwalące umiar skandynawskiego prawa. Hedi Fried, pisarka i psycholog, która przeżyła Auschwitz i Bergen-Belsen, mówiła w wywiadzie radiowym: „człowiek się zmienia i należy mu dać szansę powrotu do życia. W swoim życiu spotkałam się z okrucieństwem i dobrocią z najmniej oczekiwanych stron: z »dobrym« sąsiadem, który wydał nas policji, i z esesmanem, który uratował moją szkolną koleżankę...”. Dziennikarka francuskiej telewizji Lise Bollot dziwi się spokojowi Norwegów, którzy nie domagają się głowy Breivika i godzą się, że może on wyjść z więzienia za 21 lat. My, Francuzi, byśmy go rozszarpali, twierdzi.

Zabijanie na ekranie

Wielu ludzi nie może też zrozumieć, że takiego szaleńczego czynu mógł dokonać człowiek normalny. Obrońca Breivika, powszechnie szanowany adwokat, blisko w dodatku powiązany z Partią Pracy, w którą wymierzony był zamach, Geir Lippestad uważa, że jego klient jest psychicznie chory. Wtóruje mu część psychiatrów, którzy widzą w jego zachowaniu objawy patologicznego narcyzmu i manii wielkości, charakteryzujące wielu zbrodniarzy. O ile jednak prawo norweskie jest stosunkowo łagodne, o tyle kryteria uznawania kogoś za niepoczytalnego są tu znacznie podwyższone w stosunku do reszty Europy.

Szukając przyczyn, które poprowadziły Breivika do zbrodni, niektórzy Norwegowie oskarżają także twórców gier komputerowych typu „Warrior”, w które nałogowo grywał morderca. Krytycy twierdzą, że wirtualne ćwiczenia w ludobójstwie, jakie oferują te gry, mogą pchnąć psychopatyczne jednostki do prób realizacji ich także w rzeczywistości.

Granice wolności

Zapewne dyskusji tej nie skończy planowany za pół roku proces Breivika. Niemniej Norwegowie patrzą w przyszłość i rozmawiają o tym, co należałoby zrobić, żeby Norwegia była nadal Norwegią. Mantrę tę słychać na każdym kroku. Będziemy mieli Norwegię przed 22 lipca i po tej dacie, powiedział premier Jens Stoltenberg, ale zmiany przeprowadzimy na naszych warunkach, a nie takich, które próbował narzucić nam terrorysta. Musimy być teraz jeszcze bardziej otwarci i pogłębić naszą demokrację, nie dać się zastraszyć i uciszyć, mówił.

W prasie norweskiej przypomniano, że podobne ideały głoszono także w USA po zamachach 11 września. Doszło tam jednakże do niebywałego umocnienia władzy centralnej kosztem obywateli i ich swobód.

Norwegii po 22 lipca taki zwrot raczej nie grozi. Ale nie będziemy naiwni, podkreśla premier Stoltenberg, dając pośrednio do zrozumienia, że pewne zaostrzenia będą w początkowym okresie niezbędne. Norwegia, która chlubi się swoją otwartością, zwiększyła kontrolę granicy ze Szwecją jeszcze na miesiąc przed tragedią w Oslo. Oficjalnie powodem częstych kontroli, krytykowanych zresztą przez Szwedów, była chęć powstrzymania kryminalistów przed przedostawaniem się przez granicę. W rzeczywistości chodziło jednak o to, że imigranci bez papierów coraz częściej szukają szczęścia w Norwegii, która ma na świecie opinię najszczęśliwszego kraju świata. Ta kontrola, zrozumiała w tych dniach i uwzględniona w regulacjach Schengen, może się jeszcze zaostrzyć.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną