Rozłam w stosunkach Turcji i Izraela

Koniec sielanki
1 lutego 2010 r. turecki premier Recep Tayyip Erdogan oświadczył w wywiadzie prasowym: „Izrael powinien się zastanowić, jakie znaczenie będzie miała utrata takiego przyjaciela jak Turcja”. Dwadzieścia miesięcy później, 1 września 2011 r., ambasador Izraela w Turcji Gabi Levi i jego zastępca Ella Afek zaczęli pakować walizki.

Od przyszłego tygodnia w pomieszczeniach ambasady przy ul Mahatmy Gandiego 85 w Ankarze urzędować będzie tylko drugi sekretarz. Bezpośrednią i oficjalną przyczynę obniżenia rangi placówek dyplomatycznych spowodowało stanowcze stanowisko Jerozolimy, która nie ma zamiaru usprawiedliwić się za zaatakowanie „Mavi Marmara”, jednego ze statków Flotylli Pokoju, która usiłowała złamać blokadę Strefy Gazy. W starciu z izraelskimi komandosami zginęło ośmiu obywateli tureckich. Także żądanie wypłacenia odszkodowań rodzinom zabitych zostało odrzucone przez rząd Beniamina Netanjahu.

Turcja była pierwszym krajem muzułmańskim, który uznał państwo żydowskie. Jeszcze nie tak dawno oba kraje uczestniczyły we wspólnych manewrach wojskowych zwanych „Orłem Anatolii”, a armia turecka, działająca w ramach NATO, była jednym z głównych odbiorców broni produkowanej w Izraelu. Piloci izraelskich odrzutowców, pozbawieni przestrzeni powietrznej nad Półwyspem Synajskim po podpisaniu umowy pokojowej z Egiptem, ćwiczyli nad wschodnimi obszarami Turcji. A jeśli można wierzyć takim źródłom jak Wikileaks, turecko-syryjska granica przez lata monitorowana była przez izraelski wywiad wojskowy.

Na prośbę Ankary dyplomacja izraelska skłoniła amerykański Kongres, aby nie określił mianem ludobójstwa prześladowań mniejszości ormiańskiej podczas Pierwszej Wojny Światowej (Turcy wymordowali wówczas ok. 1,5 miliona ludzi), a sprawa tureckich Ormian była do niedawna systematycznie wykreślana z hebrajskich podręczników szkolnych. Interpelacje poselskie w tej sprawie były systematycznie odrzucane głosami większości koalicji rządowej, która czyniła wszystko, co możliwe, aby zapobiec rozłamowi w stosunkach z Turcją.

Rozłam ten nie nastąpił gwałtownie jako pochodna incydentu „Mavis Mara”. Dopóki sztab armii tureckiej grał pierwsze skrzypce w kształtowaniu otmańskiej polityki wewnętrznej, dialog na linii Ankara-Jerozolima wydawał się być nienaruszalny. Od roku 2003, gdy muzułmańska, centro-prawicowa partia Erdogana Sprawiedliwość i Rozwój, przejęła faktyczną władzę, wpływy armii zaczęły się kurczyć, a stosunki turecko-izraelskie uległy pogorszeniu. Był to proces powolny, który osiągnął swoje apogeum, gdy Turcja straciła nadzieję na członkostwo w Unii Europejskiej i zaczęła szukać wpływów w otaczającym ją świecie arabskim. 2 września minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu oznajmił w Ankarze, że jego kraj przewiduje anulowanie wszystkich wojskowych porozumień z państwem żydowskim. Nastąpił ostateczny kres wieloletniej, politycznej sielanki z Izraelem.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj