Stan świata na dziś - rozmowa z prof. Touraine'em

Jesteśmy w punkcie zero
Nie istnieje już to społeczeństwo, które było przedmiotem zainteresowania socjologii i nauk społecznych - uważa prof. Touraine.
Sipa Press/EAST NEWS

Nie istnieje już to społeczeństwo, które było przedmiotem zainteresowania socjologii i nauk społecznych - uważa prof. Touraine.

Zdaniem prof. Touraine globalizacja gospodarki wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli.
sly06/Flickr CC by 2.0

Zdaniem prof. Touraine globalizacja gospodarki wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli.

Europa nie istnieje. Nie ma społeczeństwa europejskiego, Europejski Bank Centralny nie ma nic do powiedzenia - uważa prof. Touraine.
Francois Schnell/Flickr CC by 2.0

Europa nie istnieje. Nie ma społeczeństwa europejskiego, Europejski Bank Centralny nie ma nic do powiedzenia - uważa prof. Touraine.

Profesor ma pretensję do ruchów feministycznych, że ciągle definiują podmiotowość kobiet przez role ofiar męskiej dominacji.
ctrouper/Flickr CC by 2.0

Profesor ma pretensję do ruchów feministycznych, że ciągle definiują podmiotowość kobiet przez role ofiar męskiej dominacji.

Jednak w sytuacji, kiedy najważniejszą autonomiczną siłą jest zglobalizowana gospodarka, czy światu nie grozi pogrążenie się w konsumpcyjnym indywidualizmie?
Odpowiedź jest bardziej złożona, w istocie dotyczy sposobu, w jaki stwierdzamy, co jest dobre, a co złe. Tradycyjnie źródłem wiedzy o dobru i złu, umożliwiającym ocenę stanowiącą podstawę dla działania społecznego, była religia. Rewolucja nowoczesności polegała na tym, że rolę religii przejęła polityka. To już nie inspiracja boska, lecz refleksja z zakresu filozofii politycznej odwołującej się do tradycji Tomasza Hobbesa, Johna Locke’a czy rewolucji francuskiej była podstawą decydowania o tym, co dobre, a co złe z punktu widzenia wspólnoty. Trwałym dorobkiem tej rewolucji było wszakże odkrycie, że człowiek jest istotą „mającą prawo mieć prawa”, jak to ujęła Hannah Arendt.

I dziś właśnie to jednostka w relacji z innymi osobami, opierając się na fundamencie uniwersalnych praw człowieka, jest źródłem rozstrzygnięć o tym, co dobre, a co złe. Te rozstrzygnięcia są źródłem działania indywidualnego i zbiorowego. Jestem przekonany, że znajdujemy się w środku procesu, który jest wyrazem uniwersalizmu i zmierza do racjonalizacji relacji społecznych. Po odwrocie od idei Oświecenia w XX w., zdominowanego przez irracjonalne totalitaryzmy, wracamy do tamtego nurtu. Tyle tylko, że jak już mówiłem, za tymi zmianami nie nadąża ani język opisu rzeczywistości, ani rozwój form życia publicznego i politycznego. Zmiany obiektywne nie nadążają za przekształceniami na poziomie subiektywnym, podmiotowym.

W książce „Le monde des femmes” pisał pan, że nadchodzi świat kobiet i że to one odnowią życie publiczne.
Dziś jestem trochę rozczarowany, choć nie do końca wiem dlaczego. Mam pretensję do ruchów feministycznych, że ciągle definiują podmiotowość kobiet przez role ofiar męskiej dominacji. Zmiana nastąpi wówczas, gdy kobiety uwierzą, że są autonomicznym aktorem – twórcą historii własnej i uniwersalnej, zdolnym do działania dla siebie, a nie tylko w opozycji do struktur dominacji.

Czy tak się jednak już nie dzieje, zwłaszcza po kryzysie gospodarczym 2008 r.? Wyraźnie widać to było w Stanach Zjednoczonych, gdzie radykalnie zmieniła się struktura zatrudnienia i kobiety stanowią dziś ponad połowę pracujących.
To prawda, lecz ciągle mężczyźni zajmują najważniejsze pozycje w strukturze społecznej, pozycje związane z władzą i pieniędzmi. Rośnie natomiast znaczenie kobiet na pozycjach związanych z komunikacją, z przetwarzaniem symboli. Ale doświadczenie mówi, że kto kontroluje komunikację, w końcu wygrywa.

Przed 30 laty badał pan Solidarność. Jak pan ocenia tamte czasy patrząc z dzisiejszej perspektywy. Czy było to ważne, lecz jednak lokalne tylko wydarzenie historyczne? Czy też niosło ono jakiś ładunek o bardziej uniwersalnym znaczeniu i ważnym przesłaniu aktualnym dzisiaj?
Solidarność nie była etapem walki kapitalizmu z komunizmem. Solidarność wyróżniała kluczowa cecha – nie mówiła językiem interesów, lecz językiem praw. Mówiła w imieniu ludzi, którzy odkryli, że są istotami mającymi prawo mieć prawa, gotowymi do podjęcia odpowiedzialności za siebie i swój los. W tym sensie Solidarność nie tylko przeciwstawiła się konkretnemu systemowi opresji, nie tylko odbudowała polskie społeczeństwo, lecz stała się ważnym etapem szerzenia oświeceniowego uniwersalizmu.

Co pana wówczas skłoniło do przyjazdu do Polski?
Nie ukrywam, że wcześniej Polska i szerzej Europa Środkowa nie interesowały mnie szczególnie. Interesowałem się naukowo kwestią samopowstawania aktorów, czyli bytów społecznych zdolnych do samodzielnego tworzenia własnej historii i podmiotowości, a przez to podejmujących realne działania zbiorowe kształtujące rzeczywistość. Na Zachodzie patrzono na Polskę jak na kraj, którego społeczeństwo i kultura w wyniku kolejnych historycznych klęsk naznaczonych rozbiorami, przegranymi powstaniami i katastrofami wojennymi praktycznie umarły, przestały żyć autentycznym życiem.

To, co zobaczyliśmy w 1980 r., przypominało dosłownie, w sensie wręcz religijnym, zmartwychwstanie. Miałem wrażenie, jakbym widział krew zaczynającą krążyć w martwym ciele narodu, które ożywa i powstaje, by wrócić do historii. Chciałem zrozumieć, co się stało, nie miałem bowiem wątpliwości, że w Polsce odbywa się niezwykle ważny proces dla całej socjologii wolności.

Na czym więc polegał fenomen Solidarności?
Solidarność była jednym z najważniejszych ruchów społecznych XX w. Jego wielkość polegała na tym, że Polacy przeciwstawili totalitarnemu systemowi sowieckiego komunizmu ruch społeczny o charakterze totalnym, mobilizującym wszystkie siły dążące do wolności w swoistej syntezie powstania narodowego i ruchu robotniczego. To było wyjątkowe i odróżniało Solidarność od wcześniejszych buntów antykomunistycznych w 1956 r. w Budapeszcie i Poznaniu czy w 1968 r. w Czechosłowacji. Gdy usłyszałem o podpisaniu przez komunistyczne władze porozumień sierpniowych, nie miałem wątpliwości, że rozpoczął się początek końca systemu komunistycznego.

Czy obserwując wydarzenia w krajach arabskich, zwłaszcza w Tunezji i Egipcie, dostrzega pan podobieństwa do ruchu Solidarności?
Zawsze bardziej interesują mnie różnice. Oczywiście, jeden element jest podobny – to pojawienie się aktora, czyli siły gotowej kształtować swoją własną historię i wziąć odpowiedzialność za los wbrew dominacji istniejącego systemu. Rewolucje w Tunezji i Egipcie są niezwykle ważne dlatego, że po raz pierwszy społeczeństwa tych krajów wystąpiły autonomicznie, w swoim imieniu.

Dotychczas tożsamość ruchów politycznych kształtowała kolonialna przeszłość, a nawet jeszcze wcześniejsza dominacja imperium otomańskiego. Arabowie definiowali się zawsze przeciwko komuś, w roli ofiary historii. Tym razem Tunezyjczycy i Egipcjanie wystąpili w roli aktorów chcących kształtować samodzielnie swoją historię, odwołując się przy tym do uniwersalnego języka praw człowieka.

Znamienne, że Zachód tego nie zauważył i długo nie mógł zrozumieć. Pierwsze oceny wydarzeń w Tunezji, a zwłaszcza w Egipcie, podnosiły kwestie zagrożenia islamskim fundamentalizmem i obawy, że po upadku dyktatury władzę w Kairze przejmie Bractwo Muzułmańskie. Oczywiście nie wiadomo, jak się dalej potoczą wydarzenia, sytuacja jest bardzo trudna. Pewne jest jednak, że mamy do czynienia z zupełnie nową sytuacją społeczną, wpisującą się w proces przemian zachodzących na całym świecie.

Kiedy więc uzbroimy się w lepsze narzędzia intelektualne umożliwiające wyjaśnianie tego, co się z nami dzieje? Czy szansę stwarzają nowe pomysły badawcze w naukach społecznych, zajmujące się m.in. analizą procesów komunikacyjnych zachodzących we wszechobecnych, globalnych sieciach?
Doceniam wagę tych wysiłków, tyle tylko, że umożliwiają one badanie komunikacji, lecz nie jej sensu i znaczenia. Sens dziś leży poza systemem, nie znajdziemy go w Internecie, kryje się gdzie indziej. Dlatego właśnie potrzebujemy nowego paradygmatu poznawczego, co wymaga rewolucji w świadomości i mentalności. A to najtrudniejsze. Cóż, ja już jestem na emeryturze, choć przydałoby się jeszcze z 50 lat.

 

Alain Touraine – ur. w 1925 r., jeden z najwybitniejszych socjologów współczesnych, stworzył i przez wiele lat kierował Centrum Analizy i Interwencji Socjologicznej w paryskiej L’École des hautes études en sciences sociales. Przedstawiciel socjologii działania i twórca metody interwencji socjologicznej, w której badacz staje się mediatorem między działaczami danego ruchu społecznego. W 1981 r. z grupą polskich socjologów badał ruch Solidarności. Owocem tych prac jest książka „Solidarność. Analiza ruchu społecznego 1980–1981” (nowe wydanie przygotowało w ub.r. Europejskie Centrum Solidarności) oraz bezcenne archiwum utworzone w paryskim Centrum Analizy i Interwencji Socjologicznych (CADIS). Archiwum zostanie przeniesione do Polski, a transferem jego zasobów kieruje dr Łukasz Jurczyszyn, uczeń A. Touraine’a, członek CADIS, także pracownik Akademii Humanistycznej w Pułtusku.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną