Kim jest prezydent Morsi i dokąd zaprowadzi Egipt

Alfabet Morsiego
Nowy prezydent Egiptu ma doktorat z budowy pojazdów kosmicznych, pracował w NASA. Ale jest też islamistą i przedstawicielem Bractwa Muzułmańskiego. Dokąd zaprowadzi największy kraj muzułmański na Bliskim Wschodzie?
Rozpędzęnie Rady Wojskowej i walka z przestępczością przyniosły prezydentowi Morsiemu sporą popularność. Na jak długo?
ALFRED/SIPA/EAST NEWS

Rozpędzęnie Rady Wojskowej i walka z przestępczością przyniosły prezydentowi Morsiemu sporą popularność. Na jak długo?

Bez szybkiego dopływu kapitału Morsi nie wykarmi 80 mln obywateli, a w konsekwencji nie utrzyma się u władzy.
Padmanaba01/Flickr CC by SA

Bez szybkiego dopływu kapitału Morsi nie wykarmi 80 mln obywateli, a w konsekwencji nie utrzyma się u władzy.

Mohamed Morsi siedział w swoim pałacu w Heliopolis, gdy nadeszła pierwsza wiadomość o dwutysięcznym tłumie atakującym ambasadę Stanów Zjednoczonych w Kairze. Podobnie jak w Libii, gdzie islamiści zamordowali amerykańskiego ambasadora, egipskich demonstrantów wzburzył wyprodukowany w USA amatorski film szkalujący proroka Mahometa. Szefowie służb bezpieczeństwa meldowali prezydentowi, że panują nad sytuacją. Wprawdzie napastnikom udało się wtargnąć na dziedziniec ambasady i w miejsce spalonej flagi amerykańskiej wywiesić własną z napisem „Nie ma Boga nad Allahem, a Mahomet jest jego prorokiem”, ale po kilkugodzinnym starciu zostali spacyfikowani. Oprócz kilku rannych manifestantów nie było ofiar w ludziach.

Mimo to demonstracja pokrzyżowała plany Morsiego. Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Egiptu, prawowity następca obalonego Hosniego Mubaraka, szykował się właśnie do międzynarodowej ofensywy. Chciał przekonywać Zachód, że Bractwo Muzułmańskie nie zamieni Egiptu w islamską teokrację i prosić o pomoc dla kraju tonącego w długach. Pod koniec miesiąca wybiera się na sesję Zgromadzenia Ogólnego NZ w Nowym Jorku, miał nadzieję na spotkanie z Barackiem Obamą w Waszyngtonie. Ale po zabiciu ambasadora i antyamerykańskich protestach Ameryka kipi gniewem i spotkania w Białym Domu raczej nie będzie. „Egipt nie jest ani naszym wrogiem, ani sojusznikiem” – oświadczył Obama.

Bez szybkiego dopływu kapitału Morsi nie wykarmi 80 mln obywateli, a w konsekwencji nie utrzyma się u władzy. Stąd pielgrzymka do Brukseli. Podczas spotkania z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem usiłował go przekonać, że tylko doraźna pomoc finansowa w wysokości 10 mld dol. postawi zrujnowaną gospodarkę Egiptu na nogi i umożliwi powolną demokratyzację kraju. „Demokratyzacja taka leży w interesie całego postępowego świata” – oświadczył Morsi, ale jako polityk pragmatyczny nie miał wielkich nadziei na powodzenie swego apelu. Zdaje sobie sprawę, że pogrążona we własnych kłopotach finansowych Europa nie będzie skłonna do wyasygnowania takiej sumy na potrzeby Kairu.

Stąd równoczesna prośba do Międzynarodowego Funduszu Walutowego o pożyczkę w wysokości 4,8 mld dol. na załatanie najpilniejszych dziur w budżecie. Ale także Fundusz nie spieszy z otwarciem kiesy, bo zapewnienia o demokratyzacji są, jak na razie, wekslem bez pokrycia. Osobowość prezydenta i jego rodowód polityczny nie dają gwarancji, że słowo zamieni się w czyn. Morsi gościł już w Teheranie i Rijadzie, w Pekinie i Rzymie, w dalszym rozkładzie jazdy są liczne stolice europejskie, także Warszawa. Międzynarodowymi wizytami próbuje budować wizerunek Egiptu jako kraju otwartego na dialog zarówno ze Wschodem, jak i Zachodem.

Jeśli wszystkie te zabiegi zakończą się niepowodzeniem, pozostanie Katar. Emir Hamad gotów jest wysupłać ze swej szkatuły te tak bardzo potrzebne 10 mld dol. w zamian za prawa do Kanału Sueskiego.

Tyle tylko, że na taką transakcję żaden prezydent Egiptu nie może sobie pozwolić. Od czasu nacjonalizacji Kanału przez Gamala Nasera w 1956 r. droga wodna łącząca Morze Śródziemne z Czerwonym jest nie tylko ważnym źródłem dochodu, ale przede wszystkim stanowi obiekt dumy całego narodu. Oddanie jej w obce ręce przydałoby amunicji wewnętrznej krytyce; w efekcie nowy prezydent mógłby utracić poparcie nawet własnej partii. Przyszłość pokaże, czy rozwiąże tę kwadraturę koła.

Już w pierwszej dobie sprawowania władzy Morsi rozprawił się z kontrkandydatem do prezydentury Ahmedem Szafikiem. Ostatni premier Mubaraka tuż po przegranych wyborach spakował walizki i wraz z trzema córkami odleciał czarterem do Abu Dabi. Ledwie wylądował, a już prokuratura egipska rozpoczęła śledztwo, zakończone nakazem aresztowania: Szafik oskarżony został o korupcję. Gdyby nie pospieszna ucieczka, spędziłby wiele lat w więzieniu. Morsi, który pokonał go znikomą różnicą 3,46 proc. głosów, nie mógł pogodzić się z ewentualnością, że niebezpieczny przeciwnik będzie publicznie zwalczać politykę Bractwa Muzułmańskiego.

Najważniejszym zadaniem Morsiego jest teraz całkowite przejęcie władzy w kraju, w którym Najwyższy Sąd Konstytucyjny unieważnił wybory parlamentarne, ponieważ nie zachowano jednej trzeciej miejsc dla kandydatów niezależnych. Powstała jedyna w swoim rodzaju legalna okazja, aby wymieść najgroźniejsze siły na wewnętrznej scenie politycznej. Potężna Rada Wojskowa, do niedawna najwyższa władza Egiptu, rozpędzona została na cztery wiatry jednym krótkim rozporządzeniem, a jej przywódców, z marszałkiem Mohamedem Tantawim na czele, wysłano na zasłużoną emeryturę. Nikt nie odważył się protestować i nic nie wskazuje na możliwość skutecznego odwetu.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną