Słowacja rezygnuje z podatku liniowego

Odwrót od liniowca?
Słowacki podatek liniowy nie wytrzymał starcia z kryzysem, a czeski dotąd broniła tylko słabość rządu, który stracił większość w Senacie. Czy czasy triumfu w Europie Środkowej i Wschodniej jednolita stawka ma już za sobą?

Chociaż podatek liniowy od dochodów osobistych ma większość krajów naszego regionu, to właśnie Słowacja była do tej pory modelowym przykładem prostoty. Jednolita stawka w wysokości 19 proc. dotyczyła nie tylko dochodów osób fizycznych, ale także zysków firm. Po wygranych przez lewicę wyborach w marcu było jasne, że nastąpią zmiany, bo rząd musi walczyć z deficytem. Zaciskanie pasa premier Robert Fico wykorzystał do wprowadzenia dodatkowej stawki dla najlepiej zarabiających. Kto ma pensję powyżej ok. 3 tys. euro miesięcznie, zapłaci nie 19, a 25 proc. podatku.

W rzeczywistości zmiana nie jest rewolucyjna, bo straci na niej niewielka grupa obywateli. Słowacki model staje się bardziej podobny do polskiego, gdzie co prawda również obowiązują dwie stawki PIT, ale ta wyższa dotyka zaledwie ok. 2 proc. podatników. Chodzi jednak nie tyle o liczby, co o samą zasadę. Oto Słowacja, uchodząca przez lata za symbol podatku liniowego, wraca do modelu progresywnego. Na dodatek podnosi daninę dla firm do 23 proc., czyli staje się mniej atrakcyjna niż jej sąsiedzi. A to przecież niskie podatki dla przedsiębiorstw były przez lata jednym z głównych atutów Słowacji w walce o zagraniczne inwestycje. To dzięki nim zbudowała potężny przemysł motoryzacyjny, który mimo kryzysu pozostaje kołem zamachowym gospodarki.

Również premier sąsiednich Czech próbuje dokonać podobnego manewru, co jego kolega. Latem chciał wprowadzić dodatkową stawkę dla PIT dla najlepiej zarabiających, pośród innych oszczędności. Cały pakiet zmian został zawetowany przez Senat, gdzie rządząca prawica nie ma większości. Jednak nie poddała się i teraz znów próbuje ratować w ten sposób budżet. Po kolejnej porażce w Senacie rząd ma nadzieję, że w niższej izbie uda mu się odrzucić weto. Jeśli tak się stanie, również najbogatsi Czesi, zarabiający ponad 100 tys. koron miesięcznie, będą oddawać państwu procentowo więcej niż reszta obywateli. Czy zatem to już zmierzch podatku liniowego w naszym regionie?

Niekoniecznie, bo inne kraje wcale nie mają zamiaru z niego zrezygnować. Na początku 2011 r. jednolitą stawkę wprowadziły Węgry po przejęciu władzy przez prawicę. Podatek liniowy funkcjonuje od dłuższego czasu w Rosji, na Ukrainie, na Bałkanach i w krajach nadbałtyckich. Wiele państw nie chce tworzyć specjalnej stawki dla najbogatszych, bo boi się, że w ten sposób zachęci ich do ukrywania dochodów i zamiast więcej zarobić, budżet na zmianach straci. Kłopot w tym, że z powodu kryzysu, który przecież wielu naszych sąsiadów dotknął znacznie boleśniej niż nas, trzeba jakoś znaleźć pieniądze na łatanie dziury budżetowej. Zazwyczaj w tym celu sięga się jednak nie po PIT, a po VAT. Przykładowo Rumunia, gdzie obowiązuje nie tylko liniowy podatek od dochodów osobistych, ale także od wartości dodanej, utrzymuje niską stawkę PIT w wysokości 16 proc. dla każdego. Za to VAT podniosła aż do 24 proc. dla wszystkich produktów, również dla żywności. Podatek liniowy niekoniecznie musi znaczyć niski.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną