Komisja Europejska: Google nadużywa swojej pozycji

Google w narożniku?
Komisja Europejska przedstawiła zarzuty wobec Google’a o nadużywanie dominującej pozycji na rynku wyszukiwarek internetowych.
J.R./Polityka

Komisja Europejska postanowiła zaostrzyć kurs wobec Google’a. Od pięciu lat prowadzi postępowanie antymonopolowe w jego sprawie. Pierwszy zajął się tym poprzedni komisarz ds. konkurencji, Joaquín Almunia, zarzucając internetowemu gigantowi, że wykorzystuje swoją pozycję na rynku wyszukiwarek i nieuczciwie w wynikach preferuje własne lub powiązane marki lub usługi.

Warto dodać, że Google dominuje na europejskim rynku, obsługując ok. 80 proc. ruchu z wyszukiwarek. Almunia liczył, że uda mu się w ciągu kadencji doprowadzić do polubownego załatwienia sprawy – przeliczył się, zaproponowany przez niego kompromis nie zadowolił firm tworzących anty-Google’ową koalicję.

Sprawa przeszła do portfolio nowego komisarza, Margrethe Vestager, która zdecydowała się ogłosić listę zarzutów, swoiste ostatnie ostrzeżenie przed kolejnymi, już bardziej represywnymi działaniami. W repertuarze kar są m.in. grzywny mogące osiągnąć nawet 10 proc. globalnych rocznych obrotów korporacji – w przypadku Google bagatela – ponad 6 mld dolarów. Ponadto Vestager wszczęła oficjalne postępowanie wobec Google’a związane z zarzutami o nadużywanie monopolistycznej pozycji na rynku systemów operacyjnych dla smartfonów – amerykańska firma wspiera rozwój Androida.

To kolejny etap walki Komisji Europejskiej z amerykańskim potentatem, na oficjalną reakcję Google trzeba poczekać. Ale już teraz na oficjalnym blogu Google można przeczytać komentarz Amita Singhala, wiceprezesa odpowiedzialnego za wyszukiwarkę. Przekonuje on, że zarzuty Komisji są bezzasadne, bo gdyby rzeczywiście Google był monopolistą wyrzynającym konkurencję, na rynku nie istniałaby tak wielka podaż nowych inicjatyw związanych z wyszukiwaniem i organizowaniem wyników wyszukiwania.

To, że Komisja Europejska potrafi być zdeterminowana, pokazuje wcześniejsza o kilkanaście lat batalia z Microsoftem – na skutek unijnej interwencji firma ta zapłaciła w sumie ok. 2 mld euro kar. Lekcja poskutkowała, bo dziś Microsoft nie wątpi w srogą skuteczność KE i jest jedną z firm wspierających Komisję w konfrontacji z Google.

Oczywiście komisarz Vestager nie polega jedynie na własnej odwadze, lecz opiera się także na politycznym klimacie i rosnącej niechęci do ekspansji amerykańskich potentatów cyfrowego kapitalizmu i ich modeli biznesowych. Praktyki monopolistyczne to tylko jeden ich aspekt, inne kwestie to (nie)przestrzeganie praw chroniących prywatność i dane osobowe czy unikanie podatków. Przykładem tej niechęci była słynna rezolucja Parlamentu Europejskiego z jesieni ubiegłego roku, postulująca m.in. podział Google.

Niestety, niezależnie od intencji, słuszności i skuteczności interwencji Komisji Europejskiej – nie rozwiąże ona zasadniczego problemu Starego Kontynentu. Amerykańskie korporacje rozpychają się na europejskim rynku, bo nie napotykają na nim konkurencji. Słabość krajów Unii w domenie internetu zdumiewa, wszak to właśnie w Europie wymyślono Globalną Pajęczynę, czyli WWW, i tu także narodziła się cyfrowa telefonia komórkowa. Wspólny z nazwy rynek jest jednak rynkiem 28 państw członkowskich, pokawałkowanym na obszary zarządzane różnymi regulacjami, co skutecznie ogranicza siłę, jaką potencjalnie tworzą setki milionów mieszkańców UE.

W efekcie wielu najbardziej przedsiębiorczych Europejczyków decyduje się na tworzenie start-upów w Krzemowej Dolinie, widząc tam większe szanse na rynkowy sukces. Jedną z największych diaspor w Kalifornii tworzą Francuzi, tysiącami porzucający la Douce France na rzecz kalifornijskiego klimatu. Uznają, że zapewnia lepszą pogodę dla biznesu. Amerykańskiego monopolu na ten klimat nie złamie najbardziej nawet surowe postępowanie Brukseli.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną