Separatyści znów prowokują na Ukrainie

Separatyści straszą w Donbasie
Na wschodzie Ukrainy znów rozgorzały walki, znów są zbici i ranni, żołnierze i cywile. Separatyści wznowili ostrzał z broni ciężkiej, mimo że zabraniają tego porozumienia mińskie.
Twitter

Separatyści próbują się zbliżyć do linii demarkacyjnej, a to powoduje wzrost napięcia. Kijów każdego dnia informuje OBWE o rozszerzaniu się strefy walk i stratach w ludziach. Prezydent Petro Poroszenko zobowiązał ministra spraw zagranicznych Pawła Klimkina do wznowienia konsultacji w formacie normandzkim. Aleksandr Turczynow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony, zapowiedział dziś, że w razie agresji sił rosyjskich Ukraina ogłosi stan wojenny.

Czy to oznacza, że rozwiązanie kryzysu na wschodzie Ukrainy jeszcze bardziej się oddala? Scenariuszy jest wiele, bo wiele jest interesów, Kremla, Kijowa, separatystów, a także Europy i Ameryki.

Dziś widać, że Rosja nie zamierza zająć Kijowa ani Charkowa. Odpowiada jej stan obecny, destabilizacja Ukrainy – ekonomiczna i społeczna, w każdej dziedzinie, byle rzucić kraj na kolana. A jeśli nie może go wciągnąć w sferę wpływów ponownie, to zrobi wszystko, by Ukraina nie mogła żyć i rozwijać się normalnie. Istnienie separatystycznych republik w Donbasie jest Kremlowi na rękę, w Mińsku zabiegano, by pozostały w ramach Ukrainy, ale jako wolne, suwerenne struktury. Dzięki temu Moskwa nie musi brać Donbasu na swój garnuszek, ale nie rezygnuje z wpływów i udzielania pomocy militarnej.

Separatyści mogą odczuwać zawód, sądzili, że to wsparcie będzie większe, a terytorium uda się poszerzyć. Dziś zapewne widzą, że Moskwa nie ma zamiaru wykonać dalszych ruchów, także w obawie przed zaostrzeniem konfliktu z Europą i USA. Prowokując kolejne ataki, starają się przypomnieć o swoim istnieniu i podkreślić rolę w polityce. Pytanie, jaki to odniesie skutek?

Z kolei Kijów nauczył się już żyć bez Donbasu. Wszyscy przychylni Ukrainie mieszkańcy już wyemigrowali, ci, co pozostali, z pewnością nie czekają na powrót do poprzedniej struktury, nie zamierzają rezygnować z obecnej „niezależności”. Przyjaciół w Donbasie Kijów już raczej nie ma, niestety. O tym, żeby odbić Donbas siłą, też raczej nie ma co myśleć, ukraińska armia jest zbyt słaba, niegotowa na takie wyzwanie (choć padają inne zapewnienia ze sztabu), a ofiar byłoby zbyt wiele, zbyt wiele przelanej krwi.

Ukraińcy wydają się pogodzeni, że długo nie da się odzyskać tego terytorium. Nie mówi się o tym jednak głośno, bo temat jest grząski, zawsze może pojawić się pytanie, po co była śmierć tysięcy ludzi, Ukraińców? I gdzie się podziały obietnice prezydenta, że wojna zakończy się wnet, zwycięsko? Notowania Poroszenki i tak spadają, według ostatnich danych zaledwie 14 proc. Ukraińców popiera dziś prezydenta, uwielbienie z okresu wyborów rozpływa się szybko i skutecznie. Otwarte stwierdzenie, że Donbas to przegrana sprawa, jeszcze bardziej pogorszyłoby nastroje.

Tymczasem Ukrainę czekają reformy, podwyżki, a jesienią wybory samorządowe i stopniowa decentralizacja. Władza musi ochronić poparcie, bo inaczej wszystko wymknąć się może z ręki. Już dziś widać, że do wyborów szykuje się wiele ugrupowań, a siła Opozycyjnego Bloku rośnie i pewnie w wyborach opozycja wypadnie lepiej, niż sądzono do niedawna. Sprzyja temu sytuacja gospodarcza, trudna, męcząca i denerwująca obywateli. Oraz perspektywa: na lepsze się na razie nie zanosi.

Europa tymczasem liczy straty poniesione w skutek sankcji, zwłaszcza że Rosja kolejny raz zastosowała odwet, obejmując zakazem importu płodów rolnych nawet Albanię, Czarnogórę i Islandię. W dodatku w Unii pojawił się nowy, poważny problem, fala uchodźców, i wyzwanie, jak sobie z rosnącą liczbą imigrantów poradzić. Na razie to problem nierozwiązywalny.

Tymczasem Ameryka ma na uwadze przede wszystkim wojnę z Państwem Islamskim i liczy na wsparcie Moskwy.

W tej sytuacji konflikt w Donbasie pewnie będzie trwał, trochę zamrożony, trochę odmrożony. Na razie nie widać szans na przełom ani na poprawę, ani na jego wygaśnięcie i dialog z separatystami czy jakieś unormowanie relacji. Pewnie będą dalsze ofiary, pewnie ludzie nie przestaną ginąć, pewnie temat będzie powracał. To pesymistyczne stwierdzenie, ale chyba realne.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną