Jak zostać asystentką seksualną dla niepełnosprawnych?

Dobry dotyk
W Czechach rozpoczęły pracę pierwsze asystentki seksualne. Czesi cieszą się opinią bezpruderyjnych luzaków, ale trochę to ich zaszokowało.
Psycholodzy policzyli, że do 20 proc. ludzkich potrzeb społecznych zaspokajamy przez dotyk.
Absodels RF/Getty Images

Psycholodzy policzyli, że do 20 proc. ludzkich potrzeb społecznych zaspokajamy przez dotyk.

Lucie Szidlova, szefowa fundacji Rozkosz bez Ryzyka, która szkoli seksualne asystentki.
Šulová Kateřina/CTK/PAP

Lucie Szidlova, szefowa fundacji Rozkosz bez Ryzyka, która szkoli seksualne asystentki.

Helena z Brna jest jedną z pierwszych pięciu oficjalnych asystentek seksualnych, które mają w Czechach dbać o intymne potrzeby niepełnosprawnych. – Ale proszę sobie nie wyobrażać, że tu chodzi tylko o seks! O niej i jej koleżankach czeskie media huczą od początku listopada i dziewczyny mają już trochę dosyć tej popularności. Owszem, seks sprzedaje się najlepiej, ale w tym przypadku ciekawość budzi dodatkowo frapujące tabu – seks niepełnosprawnych. Wiadomo, że budynki, a najlepiej całe miasta, mają być bezbarierowe, autobusy – niskopodłogowe. Ale seks?

Prawda, że to nas dziwi? A właściwie dlaczego? – pyta Lucie Szidlova, dyrektorka Rozkoszy Bez Ryzyka. To ta fundacja wprowadziła do czeskiego życia publicznego pojęcie asystentki seksualnej – kobiety przeszkolonej specjalnie do pomocy w zaspokajaniu potrzeb seksualnych niepełnosprawnych. Celowo nikt nie mówi, że te panie przeszkolone są do „seksu z niepełnosprawnymi”, bo też nie do końca o to chodzi.

O co chodzi w seksualnym asystowaniu, wytłumaczyli Czeszkom Szwajcarzy i Szwajcarki z fundacji InSebe. W tym roku przeprowadzili w Czechach specjalne kursy. W Szwajcarii czy Holandii takie usługi są już opłacane przez publiczne kasy chorych, bo potrzeby seksualne są uznawane za coś naturalnego u dorosłego człowieka. Skoro państwo pomaga niepełnosprawnym wychodzić na spacery czy poruszać się po mieście albo wyjeżdżać na wakacje, to dlaczego ma im nie pomóc w zaspokajaniu potrzeb intymnych?

U nas jeszcze do tego daleko – mówi Szidlova. Czesi cieszą się opinią bezpruderyjnych luzaków i prawdy jest w tym tyle, że w ich życiu publicznym prawie nie słychać prób obrony tradycyjnej pruderii. Poza tym kontekst obyczajowy jest podobny do polskiego. Prostytucja, czyli seks za pieniądze, w czeskim prawie nie jest zabroniona, ale też nie jest w jakikolwiek sposób uregulowana. Karalne jest tylko sutenerstwo, czyli czerpanie zysków z cudzej prostytucji.

Samo zjawisko jest w tym kraju mocno rozpowszechnione – już choćby z tego powodu, że Czechy w dużej mierze żyją z turystyki, i to w wersji rozrywkowej, mocno zakrapianej alkoholem. Co jakiś czas słychać o pomysłach legalizacji i opodatkowania prostytucji, ale jak dotąd kończy się na prasowych felietonach. Choć Czesi oficjalnie chwalą się swoim liberalizmem, to zwykli ludzie z niedużych miasteczek przy niemieckiej granicy nie życzą sobie domów rozrywki w swoim sąsiedztwie i wpadają we wściekłość, kiedy prowadząc dzieci ze szkoły, muszą się przepychać między prostytutkami.

Regularnie zatem władze rozmaitych gmin próbują walczyć z domami publicznymi czy dziewczynami wystającymi na głównych ulicach w oczekiwaniu na gości zza najbliższej granicy, nasyłają na nie straż miejską, próbują karać mandatami. Na niewiele się to zdaje, bo niby za co można ukarać dziewczynę, która w krótkiej sukience paraduje po chodniku? Tym bardziej że takie spory na prowincji centralne media przyjmują z dobrodusznym rechotaniem.

W czeskiej atmosferze obyczajowej i sytuacji prawnej pomysł wprowadzenia szkoleń dla seksualnych asystentek trzeba było forsować rozważnie. Pomysłodawczynie z fundacji Rozkosz Bez Ryzyka obawiały się ataków w mediach i ciągania po sądach właśnie za sutenerstwo. Dlatego postarały się o zapewnienie sobie przychylności aparatu państwowego. Same poprosiły, aby jeszcze przed rozpoczęciem projektu wypowiedziało się na jego temat czeskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Minister opublikował oficjalne oświadczenie, w którym głosi, że w tego typu działalności nie dopatruje się łamania prawa. Panie z fundacji restrykcyjnie przestrzegają przy tym podziału zadań i same tylko szkolą, organizują szkolenia, zapewniają piar – ale nikomu nie dają żadnych kontaktów, maili czy telefonów do asystentek. To już trzeba sobie wyszukać w internecie.

Program szkoleń wsparło ministerstwo finansów ze specjalnego, czesko-szwajcarskiego funduszu pomocy. Celem było nawet nie tyle szkolenie asystentek, co sprowokowanie dyskusji. I zaczęła się ona na całego. Helena nie kryje, że jest z doniesień mediów bardzo zadowolona, tekstów i programów telewizyjnych jest sporo, a ich ton zasadniczo przychylny. – Za to komentarze w internecie są obrzydliwe – dodaje.

Oficjalny brak pruderii nie zmienia bowiem tego, że sama miłość za pieniądze jest nadal powszechnie pogardzana. Także z tego powodu Szidlova wie, że do finansowania usług asystentek z kasy chorych jeszcze daleka droga. Czeska służba zdrowia jest niedoinwestowana prawie tak jak polska, narzekania na brak pieniędzy czy lekarzy są też powszechne i trudno się spodziewać zachwytu nad tym, że część pieniędzy pójdzie jeszcze na refundowanie usług seksualnych. Wszędzie, w Czechach też, zawsze znajdą się ludzie, którzy w takiej sytuacji powiedzą: A kiedyś tego nie było i było dobrze!

Żadnych zdjęć

Helena i jej koleżanki nie godzą się na ujawnianie nazwisk. Mają swoje strony internetowe ze szczegółowymi opisami usług i zadań, których się podejmują, z opisem warunków, terminów spotkań, ale bez zdjęć. A nie ma co ukrywać – w tej sferze życia wygląd jest ważny. Dlatego na swoich stronach panie zamieszczają narysowane przez artystów podobizny własnych ciał w minispódniczkach, z wyeksponowanymi nogami, dekoltem i pupą. Szczytem otwartości jest rysunek sylwetki w majtkach i staniku. Żadnej golizny.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną