„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Świat

Kolejny przełom w relacjach USA i Kuby. Wznowią komunikację lotniczą

Bernal Saborio / Flickr CC by 2.0
Amerykanom nie udała się zbrojna inwazja na wyspę w Zatoce Świń w 1961 r., ale wszystko wskazuje na to, że ponad pół wieku później uda się pokojowy nalot w ciasnych fotelach lotniczych i z dodatkowo płatnym bagażem.

Amerykanie wkrótce znów będą mogli kupić bilet lotniczy na Kubę bez pośredników. Departament Stanu równo rok po wznowieniu stosunków dyplomatycznych zapowiedział wznowienie regularnych lotów – ale może się to okazać biletem w jedną stronę.

Dokładnie 17 grudnia 2014 r. Barack Obama i Raul Castro ogłosili nowe otwarcie w stosunkach między La Havaną a Waszyngtonem – dwiema stolicami, które przez ponad 50 lat rozmawiały ze sobą głównie za pośrednictwem gróźb, oskarżeń i wymierzonych w siebie rakiet. Obaj przywódcy zapowiedzieli zbliżenie państw, a przede wszystkim ich gospodarek – zniesienie amerykańskiego embarga, otwarcie wyspy na inwestycje i złagodzenie, a w końcu zniesienie ograniczeń dla turystów.

Wiele z tych ambitnych planów wciąż pozostaje na papierze. W kwestii połączeń lotniczych zmieniło się dużo, ale na efekty trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.

Choć Kubę od Florydy dzieli tylko 150 km, do tego roku lotnicza podróż na tej trasie nie była możliwa. Od 1961 r. embargo obejmowało także loty, więc na Kubę ze Stanów kursowały tylko pojedyncze, drogie i zawsze niezwykle skomplikowane w organizacji czartery. Amerykanie mogli lecieć na wyspę tylko z kanadyjskich lotnisk, rzadziej z Meksyku. Do Kanady, zresztą nad Stanami (po ściśle wytyczonej trasie), latała nawet linia Cubana.

Amerykańskie linie od dawna ostrzyły sobie zęby na ten rynek – loty między Florydą a Kubą mają potencjał na miarę najpopularniejszych tras między USA i Kanadą czy Meksykiem.

W styczniu zliberalizowane zostały przepisy dotyczące czarterów. Amerykanie wciąż mogli kupić bilety tylko poprzez jedno z licencjonowanych biur podróży, ale przybyło tras. W lipcu JetBlue Airways, latając dla biura Cuba Travel Services, uruchomiły pierwsze codzienne połączenie z Nowego Jorku do Hawany. 14 grudnia American Airlines połączyły Los Angeles ze stolicą Kuby.

Zapowiedź Departamentu Stanu zwiastuje dalszą poprawę, choć z odtrąbieniem sukcesu trzeba jeszcze poczekać. Zanim regularne i sprzedawane przez linie lotnicze, a nie pośredników, połączenia ruszą, Federalna Agencja Lotnictwa oraz Departament Transportu muszą ustalić techniczne szczegóły nowego otwarcia, co może potrwać kilka miesięcy i na pewno wywoła spory.

Nie zostaną zniesione ograniczenia w liczbie lotów na tydzień. Większość ekspertów spodziewa się, że limit wyniesie około dwunastu rejsów na całe Stany. Administracja będzie musiała jakoś rozdzielić tę ograniczoną pulę między miasta i przewoźników.

Z jednej strony jest Floryda – z Tampy, Miami czy Fort Lauderdale linie zapełnią każdą liczbę samolotów. Z drugiej Waszyngton, ważny politycznie i symbolicznie. Połączenia będą chciały utrzymać Nowy Jork i Los Angeles, w kolejce stoją Houston czy Atlanta.

Ciężko będzie zadowolić przewoźników, bo na Kubę chrapkę mają wszyscy. Czołowi amerykańscy przewoźnicy – American, United i Delta – mogą argumentować, że wciąż mają prawa przewozowe z lat 50. JetBlue Airways już na Kubę lata, a turyści na pewno chętnie widzieliby na tej trasie ultratanie linie Southwest Airlines i Spirit.

Jakby tego jednak nie rozwiązać, ostatnia decyzja to zapowiedź transformacji Kuby. Amerykanom nie udała się zbrojna inwazja na wyspę w Zatoce Świń w 1961 r., ale wszystko wskazuje na to, że ponad pół wieku później uda się pokojowy nalot w ciasnych fotelach lotniczych i z dodatkowo płatnym bagażem.

Już od złagodzenia niektórych restrykcji w 2014 r. (łatwiej o wizę, a Kubańczycy mogą np. szkolić się w USA z prowadzenia przedsiębiorstw) Kuba stała się gorącym kierunkiem dla Jankesów. W pierwszych 10 miesiącach tego roku wyspę odwiedziło więcej Amerykanów (106 tys., jak podaje Reuters) niż w całym 2014 r. Na Karaibach popularniejsza była tylko Dominikana.

Boom ma już miejsce, choć Amerykanom dostać się na Kubę wciąż nie jest łatwo. Zgodnie z rozporządzeniami Departamentu Stanu podróż turystyczna do kraju braci Castro jest całkowicie zabroniona. Są jednak wyjątki (dokładnie 12 kategorii podróży): m.in. wizyty religijne, zawodowe i dziennikarskie, misje humanitarne, wyjazdy do najbliższej rodziny lub ściśle nadzorowane wycieczki grupowe.

Już teraz amerykańskie służby przymykają oko na tygodniowy wyjazd na plażę, o ile udowodni się, że np. uczyło się kogoś angielskiego. Łatwo sobie wyobrazić szał na Kubę, kiedy już każdy Amerykanin będzie mógł pojechać tam, gdzie jego rodacy nie byli od dawna. Wciąż jednak nie wiadomo, czy Obamie uda się przepchnąć odpowiednie prawo przed końcem kadencji.

Podniesienie szlabanów działa jednak w obie strony. Od 2013 r. Kubańczycy nie potrzebują już oficjalnego zaproszenia od swojego gospodarza lub goszczącej ich zagranicznej instytucji, by otrzymać paszport. Choć w praktyce władza wciąż może wstrzymać wydanie dokumentu, np. ze względu na „ochronę interesu państwowego”, wielu mieszkańców wyspy wykorzystało to jako bilet w jedną stronę.

W ciągu roku od wprowadzenia ułatwień liczba zagranicznych podróży Kubańczyków wzrosła o 35 proc. (do przeszło ćwierć miliona), a ponad 40 proc. wyjeżdżających nie wróciło do kraju przez rok od wyjazdu (po dwóch latach tracą prawo do powrotu). W dodatku od 2013 r. Amerykanie przyznają Kubańczykom wizy wjazdowe na 5 lat, o ile udowodnią, że nie planują zostać w USA na stałe. W rezultacie w ostatnich latach liczba wydanych dokumentów wzrosła ponad trzykrotnie i obecnie wynosi ponad 35 tys. wiz rocznie.

Wciąż jednak więcej Kubańczyków dostaje się do Stanów nielegalnie, a ponad 68 proc. kubańskich wniosków wizowych jest wciąż odrzucanych. Przywrócone loty rejsowe nie zmienią tych negatywnych proporcji. Umowa przyniesie mocno jednostronne korzyści: Amerykanie zyskają kolejny tropikalny raj na wakacje; Kubańczycy – co najwyżej spory zastrzyk dolarów, których mogą jednak nie mieć gdzie i jak wydać.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną