Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Premier Francji przestrzega Francuzów przed zamachami terrorystycznymi. Będą następne ataki

Przed tygodniem w nocy z soboty na niedzielę w pobliżu katedry Notre Dame w Paryżu znaleziono w osobowego peugeota z kilkoma butlami gazowymi w środku. Policja aresztowała właściciela, którego podejrzewa o religijny radykalizm. Przed tygodniem w nocy z soboty na niedzielę w pobliżu katedry Notre Dame w Paryżu znaleziono w osobowego peugeota z kilkoma butlami gazowymi w środku. Policja aresztowała właściciela, którego podejrzewa o religijny radykalizm. Sebastien Muylaert/Wostok Press/ Maxppp / Forum
Francuskie władze twierdzą, że codziennie zapobiegają zamachom.

Francuskie władze twierdzą, że codziennie zapobiegają zamachom. Na długiej liście policji znajduje się około 15 tys. obywateli Francji i osób tam przebywających, uznawanych za silnie zradykalizowanych. Z tego 1,3 tys. osób jest pod stałą obserwacją policji. Mają powiązania z muzułmańskimi ekstremistami, zwłaszcza z tzw. Państwem Islamskim i od niego otrzymują instrukcje. Ostatnio policja wpadła na trop grupy złożonej z kobiet. Aresztowała również 15-latka, podejrzewanego o planowanie ataku z użyciem noża.

Do tej pory we Francji i Belgii pod sztandarem Państwa Islamskiego uderzali dorośli mężczyźni, ale przybywa wskazówek, że terroryści sięgają po metody, których w Europie Zachodniej się nie widuje, choć sięgano po nie w wielu miejscach w Azji i Afryce, gdzie kobiety i dzieci też były i są wykorzystywane jako bojownicy, np. przez nigeryjskie Boko Haram.

Choć nie wiadomo, co wpłynęło na zmianę taktyki terrorystów (sprawne działanie służb?, brak męskich ochotników?, wzrost morale radykalnych kobiet?), to niewątpliwie walka z europejskimi komórkami terrorystycznymi lojalnymi wobec Państwa Islamskiego wchodzi w nowy etap.

Zazwyczaj – tak było w przypadku ostatnich zamachów w Paryżu, Brukseli i Nicei, a wcześniej 11 września i wielu innych – zamachowcy figurują w kartotekach policji i wywiadów. Ale nie zawsze w związku z działalnością terrorystyczną, bo np. zatrzymywano ich za kradzieże albo rozwoje. A już po zamachach okazuje się, że służby, zbierające dziś ogromne ilości informacji, miały wiele tropów, których powiązanie w odpowiednim czasie mogło atak udaremnić. Dorzucenie kobiet i dzieci rozszerza krąg osób podejrzanych, co z kolei utrudni działanie służb.

Od listopada trwa we Francji stan wyjątkowy. Teraz premier Manuel Valls przestrzega, że przedłużająca się kampania antyterrorystyczna może być skuteczna. Ofiarą w ewentualnych zamachach staną się nie tylko przypadkowi zabici i ranni. Każda wiadomość, także o sukcesach francuskiej policji w wyłapywaniu kolejnych spiskowców, staje się potwierdzeniem bankructwa francuskiego modelu integracji przybywających migrantów i ich potomków.

A stąd już tylko krok do bałamutnych argumentów, sprowadzających się do widzenia w każdym uchodźcy czy imigrancie materiał jeśli nie na terrorystę, to przynajmniej na rodzica czy dziadka przyszłych terrorystów, którzy urodzą się wśród nas i uaktywnią się następnych pokoleniach, by pogrążyć europejską cywilizację i doprowadzić do jej upadku, z czego skorzysta marzący o podboju Europy świat islamu.

W Polsce taki pogląd otwarcie głosi szef MSW Mariusz Błaszczak, sekundują mu również rządy regionu i taka jest chyba generalna emocja mieszkańców Europy Środkowej. Lepiej sypać szańce i budować płoty, odgrodzić się od wschodu, skąd przybywają groźni migranci. I od Zachodu, naiwnie wierzącego, że potrafi przybyszy zintegrować.

Tak fala uderzeniowa francuskich i belgijskich zamachów i strachu przed nimi wystawia na próbę spoistość Unii Europejskiej, dodaje paliwa europejskiej prawicy, pompuje nacjonalizmy, dociera także do Polski i wszystko to robi z siłą, której żaden terrorysta się nie spodziewał.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną