Premier Francji przestrzega Francuzów przed zamachami terrorystycznymi. Będą następne ataki
Francuskie władze twierdzą, że codziennie zapobiegają zamachom.
Przed tygodniem w nocy z soboty na niedzielę w pobliżu katedry Notre Dame w Paryżu znaleziono w osobowego peugeota z kilkoma butlami gazowymi w środku. Policja aresztowała właściciela, którego podejrzewa o religijny radykalizm.
Sebastien Muylaert/Wostok Press/ Maxppp/Forum

Przed tygodniem w nocy z soboty na niedzielę w pobliżu katedry Notre Dame w Paryżu znaleziono w osobowego peugeota z kilkoma butlami gazowymi w środku. Policja aresztowała właściciela, którego podejrzewa o religijny radykalizm.

Francuskie władze twierdzą, że codziennie zapobiegają zamachom. Na długiej liście policji znajduje się około 15 tys. obywateli Francji i osób tam przebywających, uznawanych za silnie zradykalizowanych. Z tego 1,3 tys. osób jest pod stałą obserwacją policji. Mają powiązania z muzułmańskimi ekstremistami, zwłaszcza z tzw. Państwem Islamskim i od niego otrzymują instrukcje. Ostatnio policja wpadła na trop grupy złożonej z kobiet. Aresztowała również 15-latka, podejrzewanego o planowanie ataku z użyciem noża.

Do tej pory we Francji i Belgii pod sztandarem Państwa Islamskiego uderzali dorośli mężczyźni, ale przybywa wskazówek, że terroryści sięgają po metody, których w Europie Zachodniej się nie widuje, choć sięgano po nie w wielu miejscach w Azji i Afryce, gdzie kobiety i dzieci też były i są wykorzystywane jako bojownicy, np. przez nigeryjskie Boko Haram.

Choć nie wiadomo, co wpłynęło na zmianę taktyki terrorystów (sprawne działanie służb?, brak męskich ochotników?, wzrost morale radykalnych kobiet?), to niewątpliwie walka z europejskimi komórkami terrorystycznymi lojalnymi wobec Państwa Islamskiego wchodzi w nowy etap.

Zazwyczaj – tak było w przypadku ostatnich zamachów w Paryżu, Brukseli i Nicei, a wcześniej 11 września i wielu innych – zamachowcy figurują w kartotekach policji i wywiadów. Ale nie zawsze w związku z działalnością terrorystyczną, bo np. zatrzymywano ich za kradzieże albo rozwoje. A już po zamachach okazuje się, że służby, zbierające dziś ogromne ilości informacji, miały wiele tropów, których powiązanie w odpowiednim czasie mogło atak udaremnić. Dorzucenie kobiet i dzieci rozszerza krąg osób podejrzanych, co z kolei utrudni działanie służb.

Od listopada trwa we Francji stan wyjątkowy. Teraz premier Manuel Valls przestrzega, że przedłużająca się kampania antyterrorystyczna może być skuteczna. Ofiarą w ewentualnych zamachach staną się nie tylko przypadkowi zabici i ranni. Każda wiadomość, także o sukcesach francuskiej policji w wyłapywaniu kolejnych spiskowców, staje się potwierdzeniem bankructwa francuskiego modelu integracji przybywających migrantów i ich potomków.

A stąd już tylko krok do bałamutnych argumentów, sprowadzających się do widzenia w każdym uchodźcy czy imigrancie materiał jeśli nie na terrorystę, to przynajmniej na rodzica czy dziadka przyszłych terrorystów, którzy urodzą się wśród nas i uaktywnią się następnych pokoleniach, by pogrążyć europejską cywilizację i doprowadzić do jej upadku, z czego skorzysta marzący o podboju Europy świat islamu.

W Polsce taki pogląd otwarcie głosi szef MSW Mariusz Błaszczak, sekundują mu również rządy regionu i taka jest chyba generalna emocja mieszkańców Europy Środkowej. Lepiej sypać szańce i budować płoty, odgrodzić się od wschodu, skąd przybywają groźni migranci. I od Zachodu, naiwnie wierzącego, że potrafi przybyszy zintegrować.

Tak fala uderzeniowa francuskich i belgijskich zamachów i strachu przed nimi wystawia na próbę spoistość Unii Europejskiej, dodaje paliwa europejskiej prawicy, pompuje nacjonalizmy, dociera także do Polski i wszystko to robi z siłą, której żaden terrorysta się nie spodziewał.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną