Świat

Bomba na Manhattanie – prezent dla Trumpa?

Rashid Umar Abbasi/Reuters / Forum
Po zamachu Donald Trump wezwał znowu do zaostrzenia imigracyjnych restrykcji.

Ahmad Khan Rahami, który w sobotę podłożył bombę w Nowym Jorku, nie osiągnął swego celu – nikogo nie zabił i sam nie zginął w potyczce z policją, chociaż jak wynika z jego notatek, pragnął męczeństwa. W galerii samotnych wilków dżihadu wypada zatem blado na tle innych, jak terroryści samobójcy z Bernardino czy Orlando. Ale eksplozja zraniła 29 osób i zmusiła władze Nowego Jorku do ściągnięcia dodatkowego tysiąca żołnierzy i policjantów, tak że w czasie dorocznej sesji Zgromadzenia Generalnego ONZ Manhattan wyglądał jak miasto w stanie oblężenia i turyści mieli dodatkową atrakcję.

Oprócz zarażenia wirusem radykalnego islamu działających samodzielnie sprawców ataków terrorystycznych w USA w ostatnich latach łączy jedno – wszyscy byli wcześniej zauważeni przez rozmaite organa, w tym służby imigracyjne, i śledzeni przez FBI. Wszyscy podróżowali do krajów mateczników islamistycznego ekstremizmu, mieli konflikty z prawem, okazywali skłonność do przemocy i było wiele sygnałów, że mogą zasilić armię anonimowych dżihadystów.

Rahami spędził prawie rok w Pakistanie, a jego ojciec alarmował policję, że syn „może być terrorystą”. FBI wszczęło dochodzenie, ale uznało, że afgański imigrant, który zranił nożem własnego brata, terrorystą nie jest. Podobnie było ze sprawcami masakr w Kalifornii i na Florydzie.

Świadczy to albo o nieudolności amerykańskich służb, albo o tym, z jak wielką trudnością system liberalnej demokracji radzi sobie z samotnymi wilkami.

Rahami jest naturalizowanym obywatelem USA, więc nie można go było ot tak wyrzucić po prostu z kraju na podstawie samych mglistych podejrzeń. To cena wciąż względnie otwartych granic Ameryki.

Po zamachu Donald Trump wezwał znowu do zaostrzenia imigracyjnych restrykcji. Pragnących osiedlić się w USA – oświadczył – należy profilować i prześwietlać kandydatów do obywatelstwa. Problem w tym, że Rahami przyjechał do USA z rodzicami, gdy miał 7 lat, i niedługo potem razem z nimi dostał amerykański paszport. Trump nie wraca już wprost do swego apelu o hurtowy zakaz wjazdu do USA muzułmanów i krajowy rejestr tych, co już tam są, ale najwyraźniej chodzi mu o to właśnie, gdy mówi o „ekstremalnym prześwietlaniu” imigrantów.

Że ktoś taki jak Trump, z całym jego bagażem ignorancji, został kandydatem głównej partii na prezydenta, jest miarą nastrojów w Ameryce. Rośnie tam niechęć do islamu – liczba ataków na muzułmanów wzrosła do poziomu największego od czasu bezpośrednio po ataku 9/11. Pytanie, w jakim stopniu jest to spontaniczna reakcja na ataki ostatnich miesięcy, a w jakim efekt jątrzącej retoryki republikańskiego pretendenta do Białego Domu. Trump w każdym razie będzie miał o czym mówić w czasie pierwszej debaty telewizyjnej kandydatów prezydenckich w poniedziałek.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną