Więcej Europy! Czy te słowa jeszcze mają sens?

Fundament emocji
Po czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii dominuje opinia, że europejskie elity powinny z pokorą wyciągnąć wnioski z tej lekcji udzielonej nam przez rozsądnych Wyspiarzy. Akurat kampanię za Brexitem trudno uznać za dowód rozsądku, ale faktem jest, że Unia 27 krajów musi się ułożyć na nowo.
Unia straciła pewność kierunku, w którym należy zmierzać.
Getty Images

Unia straciła pewność kierunku, w którym należy zmierzać.

Marek Prawda - socjolog i dyplomata
Leszek Szymański/materiały prasowe

Marek Prawda - socjolog i dyplomata

Dziś już nie ma czegoś takiego jak idealny model integracji. Być może Europy w ogóle nie da się skroić według jednego wzoru?
Jwslubbock/Wikipedia

Dziś już nie ma czegoś takiego jak idealny model integracji. Być może Europy w ogóle nie da się skroić według jednego wzoru?

Kryzysy – finansowy, ukraiński i migracyjny – stały się najtrudniejszym w historii UE testem wspólnoty. Wystawiły też na próbę relacje i układ sił pomiędzy państwami członkowskimi a instytucjami, zwłaszcza Komisją i Parlamentem Europejskim. Już pierwszy z tych kryzysów pokazał, że instytucje musiały się zgodzić na większą rolę państw, aby wydobyć Unię z tarapatów. To logiczne, by w czasie pożaru inicjatywę mieli ci, którzy dysponują środkami i potrafią reagować natychmiast. Jak ugasimy pożar, mówiono, inicjatywę przejmą instytucje europejskie, z natury rzeczy lepiej przygotowane do działań prewencyjnych i rozwiązań systemowych. I tak się w znacznym stopniu stało. Wystarczy wspomnieć skuteczne ratowanie zadłużonych państw czy budowę unii bankowej. To są rozwiązania, które jeszcze kilka lat temu wydawały się zupełnie nie do pomyślenia.

Ale Unia nie miała czasu na kontemplację tego sukcesu. Musiała gonić do kolejnych pożarów. Tymczasowe zarządzanie kryzysem przez państwa członkowskie przerodziło się w mechanizm stały. Państwa, zwłaszcza te największe, stopniowo przyzwyczajały się do tej roli. W efekcie spór między Komisją i Parlamentem (wspólnotowość) a reprezentującą rządy Radą Europejską stał się strukturalny.

Krytycy tej tendencji przestrzegają, że pogłębia ona deficyt legitymacji demokratycznej, bo obywatele są wyłączeni z debaty europejskiej. Decyzje szefów rządów może i zapadają szybciej, ale jednocześnie znika element współodpowiedzialności za Unię. Po każdym szczycie unijnym szefowie rządów fetują swoje „zwycięstwa”, ale są to często zwycięstwa, których nie warto odnosić, skoro nie zachęcają obywateli do wspierania podjętych we wspólnym interesie decyzji.

Przez lata uniwersalną odpowiedzią na każdy problem czy kryzys był apel o „więcej Europy”. Wyrastał on z wiary w skuteczność regulacji oraz daleko idącego odpolitycznienia. W skrajnej postaci na końcu tej drogi miał być europejski demos, stworzony na gruzach państw narodowych. Kryzys nadwyrężył jednak wiarę w technokratyczno-biurokratyczny model integracji. Unia straciła pewność kierunku, w którym należy zmierzać. „Więcej Europy” oznaczało dla jednych więcej kontroli i dyscypliny finansowej, dla innych – więcej pieniędzy w ramach pakietów pomocowych. Dziś już nie ma czegoś takiego jak idealny model integracji. Być może Europy w ogóle nie da się skroić według jednego wzoru?

Popularność zaczęła zyskiwać teza, że lepiej skupiać się na rozwiązywaniu realnych problemów i dopiero z tych konkretnych rozwiązań składać europejski model integracji. Bo świat jest zasadniczo niegotowy. Doradca byłego przewodniczącego Rady Europejskiej Luuk van Middelaar broni tezy, że polityka europejska musi być tworzona zarówno przez instytucje unijne, jak i państwa członkowskie i dlatego zawsze będzie czymś „pomiędzy” albo nie będzie jej wcale.

Nauczmy się cenić to, co udało się osiągnąć – słychać z Brukseli. Od skutecznego zarządzania kryzysowego, poprzez wspólne inicjatywy finansowe i energetyczne, aż po stabilizowanie instytucji demokratycznych. Nigdy nie mieliśmy aż tyle „Europy”.

Pedagogika kryzysu

Ewolucję debaty europejskiej dobrze widać wokół kryzysu finansowego. W pierwszych latach kryzysu wyraźnie dominowała „pedagogika liberalna”, promująca rozsądne oszczędzanie jako lepszą drogę do wzrostu gospodarczego, dużo lepszą niż zalewanie rynku pustym pieniądzem. Przestrzegano, że tylko presja rynków jest w stanie wymusić na politykach reformy.

Z czasem jednak nasiliła się w Europie krytyka polityki zaciskania pasa. Pojawiło się więcej zrozumienia dla pobudzania gospodarki. I choć był to początkowo spór raczej komunikacyjny – każda polityka musi łączyć oba te elementy – ożywił dyskusję o europejskim modelu socjalnym, który zawsze stanowił tamę przed ruchami populistycznymi, a także był ważnym źródłem legitymacji demokratycznej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną