Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Sąd blokuje dekret Trumpa. Ale to nie koniec batalii

Sąd Apelacyjny w USA utrzymał w mocy decyzję sędziego federalnego w Seattle w sprawie dekretu Donalda Trumpa. Sąd Apelacyjny w USA utrzymał w mocy decyzję sędziego federalnego w Seattle w sprawie dekretu Donalda Trumpa. Peg Hunter / Flickr CC by 2.0
Sąd Apelacyjny w USA utrzymał w mocy decyzję sędziego federalnego w Seattle, Jamesa Robarta, wstrzymującą wykonanie dekretu Donalda Trumpa.

To cios dla Trumpa, ale sam jest sobie winien. Prawa dają prezydentowi szerokie uprawnienia w sprawach imigracji, gdyż w epoce szerzącego się międzynarodowego terroryzmu łatwo je powiązać z bezpieczeństwem państwa.

Dekret był jednak bublem – przygotowano go w pośpiechu i byle jak, obejmując nim m.in. posiadaczy kart stałego pobytu, a także np. obywateli Iraku, kraju współpracującego z USA w wojnie z Państwem Islamskim.

Biały Dom zapowiada odwołanie od decyzji sądu

Niechlujstwo trumpistów ułatwiło sędziom argumentację, że dekret powoduje szkody dla biznesu, blokując wjazd pracownikom firm w Ameryce, a jego rola dla prewencji antyterrorystycznej jest wątpliwa, skoro z żadnego ze wspomnianych 7 krajów nie pochodzili sprawcy ataku 9/11 ani kolejnych zamachów w USA, w których zginęli ludzie.

Konflikt Trumpa z sądami na tle dekretu daleki jest od zakończenia. Biały Dom zapowiedział odwołanie od orzeczenia sądu apelacyjnego. Może się teraz odwołać bezpośrednio do Sądu Najwyższego, ale zanim wypełniony zostanie wakat po śmierci konserwatywnego sędziego Antonina Scalii, zasiada w nim tylko 8 sędziów, więc gdyby zajęli się oni dekretem, prawdopodobnie dojdzie do równego podziału głosów między 4 sędziów liberałów i 4 konserwatystów. Nierozstrzygnięcie sprawy oznaczałoby, że w mocy pozostanie decyzja sądu apelacyjnego.

Dlatego administracja zwróci się zapewne do sądu federalnego w Seattle, aby ponownie ją rozpatrzył – nie po to, by tam wygrać, na co nie może raczej liczyć, lecz aby zyskać na czasie. Wkrótce bowiem rozpocznie się procedura zatwierdzania dziewiątego sędziego, nominata prezydenta, Neila Gorsucha. Demokraci będą usiłowali blokować nominację, ale wobec republikańskiej większości w Senacie szanse mają niewielkie. Z Gorsuchem w składzie konserwatyści odzyskają tam przewagę.

Ale nawet wtedy nie przesądza to sprawy na korzyść prezydenta. Sąd Najwyższy będzie rozważał, czy dekret nie narusza konstytucyjnej zasady niedyskryminowania ze względu na religię, jako że chodzi o zakaz wjazdu wyznawców islamu. Dekret nie formułuje tego wprost, ale Trump wielokrotnie zapowiadał szlaban dla muzułmanów, a motywy dekretodawcy się liczą.

Sądy niższej instancji nie zajmowały się bliżej tą kwestią. Poza tym Trump obraził całe sądownictwo – nazwał Robarta „tak zwanym sędzią”, a jego wyrok „śmiesznym i oburzającym”. I sugerował, że „upolitycznieni” sędziowie będą odpowiedzialni, jak dojdzie do kolejnego zamachu terrorystycznego. Nikt nie pamięta takiej pogardy okazywanej przez prezydenta powszechne szanowanej instytucji, kluczowego filaru demokracji amerykańskiej. Skrytykował go nawet... sam sędzia Gorsuch. Czy w tej sytuacji Trump doczeka się uprawomocnienia swego dekretu?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną