Świat

Precedensowy wyrok Sądu Najwyższego. Czy dziecko nienarodzone to już członek rodziny?

Czy dziecko nienarodzone to już członek rodziny? Czy dziecko nienarodzone to już członek rodziny? Unsplash
Precedensowe orzeczenie Sądu Najwyższego przyznaje płodowi takie same prawa jak pozostałym członkom rodziny. Kurator brzucha, czyli wywodzący się z rzymskiej tradycji curator ventris, może nabrać w Polsce zupełnie innego znaczenia.

Orzeczenie Sądu Najwyższego z listopada 2016 r. zrównało prawa dziecka nienarodzonego z prawami pozostałych członków rodziny. Rozpatrując sprawę pozwu o pomoc finansową, SN stwierdził, że „podmiotem tego prawa (...) jest nie tylko dziecko już urodzone, ale także dziecko, które jeszcze się nie urodziło, ale było już poczęte. (...) Nie ma żadnych argumentów, które uzasadniałyby różnicowanie sytuacji tego dziecka w stosunku do sytuacji dzieci urodzonych wcześniej”.

Orzeczenie SN ucieszyło środowiska przeciwników prawa do aborcji. Będzie ono dla nich przydatnym narzędziem, nie tylko w retoryce. Z kolei obrońcy praw kobiet uważają, że to kolejny krok na drodze do rozszerzenia prawnej ochrony płodu i ograniczenia praw reprodukcyjnych.

Choć w Polsce orzecznictwo SN nie stanowi źródła prawa powszechnie obowiązującego, to w praktyce sądy niższego szczebla chętnie się do niego odwołują. Można się więc spodziewać, że to precedensowe orzeczenie będzie pobrzmiewać w kolejnych wyrokach i decyzjach innych sędziów, którzy będą pochylać się nad kwestiami życia poczętego i prawami kobiet.

Czy dziecko nienarodzone to już członek rodziny?

Sąd Najwyższy rozpatrywał sprawę funkcjonariusza Służby Więziennej (SW), który ubiegał się pomoc finansową na uzyskanie mieszkania. W maju 2006 r. mężczyzna został mianowany funkcjonariuszem SW w służbie stałej. Jego żona spodziewała się drugiego dziecka, urodziła w czerwcu. Kiedy po latach rodzina ubiegała się o wsparcie finansowe na nabycie większego lokalu, Zakład Karny odmówił i sprawa trafiła na wokandę.

Sądy obydwu instancji uznały, że prawo do przyznania pomocy finansowej funkcjonariusz uzyskuje w dniu mianowania, czyli w maju 2006 r. W tej rodzinie miało to miejsce jeszcze przed porodem, kiedy gnieżdżąc się na 25m2, miała ona nie mniej niż 7m2 na osobę. „Na tę datę powód miał zaspokojone potrzeby mieszkaniowe” – potwierdzą kolejne instancje. Sądy powoływały się na przepisy Ustawy o Służbie Więziennej mówiące o warunkach, jakie trzeba spełnić, by ubiegać się o pomoc. W art. 176 ust. 2 Ustawa określa katalog osób, które należy rozumieć jako członków rodziny funkcjonariusza. Wyraźnie mowa jest tam o dzieciach „wspólnie zamieszkujących” z funkcjonariuszem i „pozostających na jego utrzymaniu”. Płód nie spełnia tych kryteriów – dopóki się nie urodzi, rodzina jest formalnie trzyosobowa – orzekały kolejne sądy. Ale Sąd Najwyższy się z tym nie zgodził: „Pogląd ten nie wydaje się słuszny”.

Jak zaznaczył, „uszło uwagi Sądu drugiej instancji, że prawo funkcjonariusza do lokalu mieszkalnego” to także „prawo wszystkich członków jego rodziny wymienionych w art. 176. (małżonka, dzieci i rodziców funkcjonariusza lub jego małżonka)”, a praw dziecka nienarodzonego nie można różnicować nie tylko z prawami dzieci już urodzonych, ale i innych członków rodziny.

Prawnicy są co najmniej powściągliwi w komentowaniu orzeczenia SN. Splata się tu wykładnia prawa z filozofią i bioetyką, a sprawa jest, oględnie mówiąc, zawiła. Warto jednak przyjrzeć się, jakie prawa ma w Polsce dziecko nienarodzone – i jaki oddźwięk może mieć orzeczenie Sądu Najwyższego.

Nasciturus, czyli ten, co dopiero ma się urodzić

Polskie prawo przyznaje człowiekowi, który jeszcze się nie urodził, warunkową zdolność prawną – to znaczy będzie on mógł być podmiotem jakiegoś prawa lub obowiązku, o ile przyjdzie na świat żywy. Na przykład Kodeks cywilny (art. 927 § 2) pozwala dziecku poczętemu zostać spadkobiercą lub otrzymać darowiznę – oczywiście pod zawieszającym warunkiem żywego urodzenia. Kodeks rodzinny i opiekuńczy pozwala też uznać ojcostwo dziecka jeszcze przed datą narodzin. Można też ustanowić kuratora dziecka nienarodzonego, który dba o zabezpieczenie jego interesów (kuratela ustaje w chwili porodu). Jego łacińska nazwa, curator ventris, oznacza pilnującego brzucha – a więc ciała matki, nie dziecka.

Bo i sam pomysł zabezpieczenia interesów prawnych płodu pochodzi z prawa rzymskiego. Pozwalało ono zastrzec pewne prawa „temu, który ma się narodzić” (łac. nasciturus). Przyjmowano fikcję, że dziecko poczęte przyszło już na świat i np. uwzględniano je w testamencie. Instytucję nasciturusa wprowadzono jednak nie z powodu głębokiego humanizmu świata antycznego, lecz dla zaspokojenia interesów ekonomicznych rodziny i zabezpieczenia dziedziczenia. Obowiązywała wówczas zasada – noworodek nabywał zdolność prawną tylko wtedy, jeśli urodził się żywy.

Teraz pojawia się pytanie, czy po listopadowym orzeczeniu Sądu Najwyższego dzieci nienarodzone będą mogły mieć wpływ na sytuację prawną swoich bliskich? Czy tak daleko idąca ochrona płodów nie zachwieje równowagą – nie tylko w prawie cywilnym czy spadkowym, ale i poza nimi? Zrównanie praw płodu z prawami dzieci już narodzonych i prawami rodziców w pierwszej kolejności uderzy w te, które podejmują się nosić ciążę.

Co oznacza orzeczenie Sądu Najwyższego?

Po pierwsze, może ono stać się przyczynkiem do kolejnej ideologicznej dyskusji. Mnoży wątpliwości zupełnie nieteoretyczne. Jedno tylko jest ewidentne – prawo w Polsce dąży do ścisłej ochrony ciąży. To niebezpieczna perspektywa, bo idzie w kierunku zrównania praw płodu (a może i embrionu?) z prawami kobiety.

Prof. Monika Płatek uważa, że orzeczenie Sądu Najwyższego w tej postaci razi. Przenoszenie na nasciturusa praw, jakie mają dzieci już urodzone, w tym przypadku nie jest dobrą analogią. Przecież także i program 500+ nie dotyczy płodów, przypomina profesor. – Nawet okrutne tzw. trumienkowe, prawo, które oferuje ochłap 4000 zł, obowiązuje jedynie, o ile terminalnie chore lub zdeformowane dziecko urodzi się żywe – mówi POLITYCE prof. Płatek. – W pozostałych przypadkach wprowadzanie pojęć dziecka nienarodzonego nie służy ochronie płodu, lecz usprawiedliwianiu przez władzę ograniczania praw kobiet do decydowania o swojej podmiotowości.

Jednak to właśnie współczesny kontekst praw kobiet w Polsce. Zdaniem prof. Płatek orzeczenie Sądu Najwyższego zadziwia, bo przypomina to traktowanie kobiet jak w Kodeksie Napoleona: jak osoby ubezwłasnowolnione, niezdolne do samodzielnych, dojrzałych i odpowiedzialnych decyzji, niegodne autonomii.

Z jednej strony obserwujemy więc ewolucję praw nasciturusa i rozszerzenie ochrony życia prenatalnego. Ale czasem idą za tym ideologiczne próby zawładnięcia nie tylko prawem, ale i medycyną. Orzeczenie Sądu Najwyższego nie jest wiążące dla pozostałych polskich sędziów – ale jest to wykładnia, do której będą się teraz odwoływać ci, którzy stawiają prawa zarodków i płodów na równi z prawami kobiet. Kazuistycznie to ciekawy precedens, jednak w praktyce – groźny.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama