Rosyjska propaganda zalewa wirtualny świat

Napad rosyjskich farmerów
Zachód powinien odtworzyć system immunologiczny, chroniący go kiedyś przed sowiecką propagandą – alarmują eksperci. Problem w tym, że wiele państw wciąż nie zauważa nawrotu choroby.
W Europie pojawiły się już głosy, że wzorem Amerykanów należy wszcząć śledztwo w sprawie rosyjskich manipulacji i ingerencji w procesy wyborcze.
123 RF

W Europie pojawiły się już głosy, że wzorem Amerykanów należy wszcząć śledztwo w sprawie rosyjskich manipulacji i ingerencji w procesy wyborcze.

Podejrzewa się, że Cambridge Analytica udostępniła wyniki swych analiz Rosjanom, dzięki czemu propagandowy przekaz kremlowskich trolli został skutecznie nacelowany.
chrisdorney/PantherMedia

Podejrzewa się, że Cambridge Analytica udostępniła wyniki swych analiz Rosjanom, dzięki czemu propagandowy przekaz kremlowskich trolli został skutecznie nacelowany.

Twitter wyłuskał 3 tys. kont, które pochodziły ze słynnej „farmy trolli” z ulicy Sawuszkina w Petersburgu. Pracującej całą dobę i wyspecjalizowanej w długofalowej strategii prowadzenia fikcyjnych kont, z których rozsiewa się fejkowe informacje.
Knut Hebstreit/PantherMedia

Twitter wyłuskał 3 tys. kont, które pochodziły ze słynnej „farmy trolli” z ulicy Sawuszkina w Petersburgu. Pracującej całą dobę i wyspecjalizowanej w długofalowej strategii prowadzenia fikcyjnych kont, z których rozsiewa się fejkowe informacje.

audio

AudioPolityka Grzegorz Rzeczkowski - Napad rosyjskich farmerów

Przed komisją amerykańskiego Senatu, która bada rosyjską ingerencję w wybory prezydenckie, stanęli niedawno przedstawiciele Facebooka, Google’a i Twittera. „Nie sądzę, byście rozumieli, o co w tym wszystkim chodzi. Jesteście prawnikami i bronicie swoich firm. (…) A my mówimy o początku cyberwojny” – usłyszeli od wpływowej demokratycznej senator Dianne Feinstein.

Tuż po wyborach prezydenckich w USA założyciel Facebooka Mark Zuckerberg wyśmiał tych, którzy twierdzili, że rozsiewane na jego platformie fake newsy wpłynęły na wynik elekcji. Ale już podczas senackiego przesłuchania jego przedstawiciel przyznał, że generowane przez prorosyjskie konta treści dotarły do 126 mln Amerykanów (40 proc. populacji). Zawierały one głównie kłamliwe i zmanipulowane informacje.

Rosyjscy spece tworzyli nie tylko fałszywych oficerów US Navy czy republikańskich działaczy z prowincji. Słynna twitterowiczka Jenna Abrams, której konto działało od 2014 r., to również ich „córka”. Zaczęła od tematów neutralnych, np. o tym, czy kobiety powinny golić pachy, podejmowanych z pozycji przeciętnej, trzydziestoparoletniej Amerykanki o prawicowych poglądach. Na politykę przeskoczyła po zebraniu odpowiednio dużej liczby followersów (w sumie miała ich 70 tys.). Wtedy okazało się, że popiera Trumpa – ale nie wprost. „Nie jestem za Trumpem. Jestem za zdrowym rozsądkiem” – pisała. Fikcyjna Jenna stała się na tyle wpływowa, że jej wpisy podchwytywały największe światowe media, z CNN, BBC, „The New York Times” i „The Washington Post” na czele.

„Rosyjska propaganda i wojna cybernetyczna mają osłabiać Zachód, wprowadzać podziały w NATO i psuć wizerunek Ameryki na całym świecie. Chodzi o szerzenie nie tyle kłamstw, co idei, że prawda nie istnieje” – napisał w serwisie Politico Rick Stengel, były naczelny magazynu „Time”, a później zastępca sekretarza stanu USA do spraw dyplomacji publicznej.

1.

Niedługo przed katalońskim referendum, głównie we wrześniu, na portalach społecznościowych zaczęły się pojawiać fejkowe konta, stawiające w skrajnie niekorzystnym świetle rząd w Madrycie oraz Brukselę. „Unijni liderzy popierają użycie siły w Katalonii”, „Światowe mocarstwa przygotowują grunt pod wojnę w Europie”, „Krymska wiosna nawiedza Pireneje, a Hiszpania ją tłumi”.

Według hiszpańskiego rządu mniej więcej połowa tych kont powstała w Rosji, zaś 30 proc. w hiszpańskojęzycznej i bliskiej Moskwie Wenezueli.

Silne wsparcie dla sprawy katalońskiej okazały także media bliskie Kremlowi. Serwis AntiWar, znany wcześniej z popierania Trumpa, przed referendum wypuścił m.in. artykuł „Katalonia: hiszpański plac Tiananmen?”, porównując sytuację w Hiszpanii z krwawą rozprawą chińskich komunistów ze studentami w 1989 r. Temat natychmiast podchwyciły trolle i boty typu @Ian56789, specjalizujące się w rozsiewaniu rosyjskiej propagandy, obserwowane przez dziesiątki tysięcy followersów, którzy zapewniali im globalny zasięg. „Sieć twórców fake newsów, którą Rosja uruchomiła do osłabienia USA i Unii Europejskiej, operuje teraz na pełnych obrotach wokół Katalonii” – alarmował trzy dni przed referendum „El Pais”.

Sputnik, czyli międzynarodowy serwis informacyjny Kremla, chętnie sięgał po narrację podsuwaną na Twitterze przez Juliana Assange’a, założyciela WikiLeaks, czyli – według amerykańskiej administracji – „wrogiej agencji wywiadowczej”. Podobną taktykę przyjęła inna międzynarodowa tuba Rosji, do niedawna Russia Today, która dla niepoznaki używa teraz akronimu RT, co skutkuje np. tym, że wielu Amerykanów uważa ją za amerykańską stację. Gdy Assange zatweetował, że „albo Europa powita nowy, 7,5-milionowy naród, albo wojnę domową”, RT wałkowała temat przez kilka dni.

Wcześniej założyciel WikiLeaks zupełnie nie przejawiał zainteresowania Katalonią. Bliżej głosowania był już jednak na tyle aktywny, że Madryt oskarżył go o manipulowanie kryzysem, a hiszpańskie media zaczęły go nazywać „głównym międzynarodowym agitatorem” w sprawie Katalonii. Nie bez przyczyny: jak podał „El Pais”, tylko we wrześniu na Assange’a i jego wpisy na Twitterze powoływano się w sieci prawie milion razy. Zdecydowana większość z nich dotyczyła właśnie Katalonii. Tak szeroki zasięg nie byłby możliwy bez wsparcia ze strony botów i trolli. Okazało się zresztą, że tylko za co trzecim kontem obserwującym Assange’a na Twitterze stoi prawdziwy człowiek.

Porażką niepodległościowców w Katalonii Rosjanie zupełnie się nie przejęli – państwowa telewizja Rossija 1 poinformowała, że hiszpańska demokracja przegrała, bo odmówiła liberalnym Katalończykom prawa do niepodległości. Porównała też Katalonię do Donbasu, grożąc, że stanie się zarzewiem wojny domowej.

2.

Katalonia, wcześniej Francja, Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Holandia, być może Włochy, a także przecież Polska przy okazji afery taśmowej – lista krajów celów rosyjskiej manipulacji dokonywanych w okolicach wyborów wydłuża się z każdym rokiem. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie internet, a ściślej media społecznościowe. Łatwość założenia konta na Twitterze czy profilu na Facebooku i nieskrępowana swoboda w przekazywaniu najbardziej nawet wierutnych bzdur, w połączeniu z algorytmami dbającymi o odpowiednie zasięgi, dały w końcu efekt. Dla Moskwy, której potencjał militarny nie pozwala na konkurowanie z Zachodem, to idealna metoda wywierania wpływu: tańsza i skuteczniejsza.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną