Czesi wreszcie pozbędą się chlewni z miejsca byłego obozu zagłady
Chlewnia powstała w latach 70. na miejscu byłego obozu zagłady Romów. Zniknie z czeskiej miejscowości Lety.
Lety
David W Cerny/Forum

Lety

Po wielu latach starań nareszcie udało się chlewnię sprzedać. A czeski rząd dogadał się z firmą AGPI, czyli ostatnim właścicielem chlewni, który zgadzał się na przeniesienie obiektu w inne miejsce, ale oczekiwał, że władze państwowe zaoferują mu odpowiednią rekompensatę. Negocjacje trwały kilka lat. Chlewnia jest już sprzedana. Rząd zapłacił za nią 450 mln koron (ponad 17,5 mln euro), podpisano umowę. Chlewnia przez kilka miesięcy będzie likwidowana, trzeba będzie zdemontować całą infrastrukturę. A potem na miejscu ma powstać m.in. pomnik upamiętniający obóz.

Miejsce jest symboliczne. Obóz powstał w sierpniu 1940 roku. Zsyłano tam ludzi bez stałego miejsca pobytu, przeważnie Romów. Przez Lety przeszło ponad 1300 Romów, 327 z nich straciło życie, głównie dzieci poniżej 14 lat. W obozie strażnikami byli Czesi, a Romów przetrzymywano w strasznych warunkach. Pod koniec wojny ci, którzy przeżyli, zostali przewiezieni do Auschwitz, gdzie stracili życie w komorach gazowych.

Chlewnia powodem do wstydu dla czeskich władz

Świńska chlewnia powstała w tym miejscu dopiero w latach 70. Utworzono ją w latach komunistycznych rządów, a po zmianie ustroju nowe władze nie były w stanie porozumieć się z właścicielami. Przez lata więc Lety była symbolem ignorancji, braku wiedzy i szacunku dla ofiar Holokaustu, a ostatnio też powodem do wstydu dla czeskich władz, którym coraz częściej wytykano brak odpowiedniej reakcji.

Do zamknięcia chlewni wzywał Czechy oenzetowski Komitet Praw Człowieka. A Parlament Europejski przypominał władzom w Pradze, że zgodnie z prawem wszystkie obozy zagłady powinny być zachowane w stanie nienaruszonym jako miejsca pamięci. Od lat protestowali też obrońcy praw człowieka z całej Europy.

Pod koniec lat 90. socjaldemokratyczny rząd Milosza Zemana przyznał na likwidację chlewni 100 mln koron, ale nie udało się wówczas sprawy załatwić i pieniądze przeznaczono na inne projekty dla Romów, m.in. pomnik upamiętniający ofiary obozu na cmentarzu w pobliskich Mirovicach.

Potem bywało nawet tak, że prezydent Vaclav Klaus bagatelizował sprawę i twierdził, że obóz w Letach był obozem pracy, a nie zagłady.

A jesienią 2016 roku Andrej Babisz, który nie był jeszcze wówczas premierem, powiedział, że to, co piszą w gazetach o Letach, to kłamstwa, ponieważ był to obóz pracy i lądował tam każdy, kto nie pracował. „Hop-siup i już tam lądował” – cytowano wówczas Babisza.

Dziś na szczęście można mówić o końcu chlewni w Letach. W Międzynarodowym Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu to dobra wiadomość.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj