Świat

Czy Ameryka powinna się wycofać z traktatu rozbrojeniowego INF

Czy Ameryka powinna się wycofać z traktatu rozbrojeniowego INF

Czy prezydent USA wypowie porozumienie z lat 80.? Czy prezydent USA wypowie porozumienie z lat 80.? Gage Skidmore / Flickr CC by 2.0
Z jednej strony nie przestrzegają go ani Rosjanie, ani Chińczycy. Z drugiej – zerwanie porozumienia może wznowić wyścig zbrojeń i pogłębić podziały w NATO.

Zapowiedź Donalda Trumpa, że USA wycofają się z traktatu INF o zakazie broni nuklearnej średniego zasięgu, zawartego w 1987 r. z ZSRR, wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony decyzja ta – o ile zostanie ostatecznie podjęta, bo prezydent może jeszcze zmienić zdanie – wydaje się całkiem zrozumiała. Już administracja Baracka Obamy oskarżyła w 2014 r. Rosję o naruszenie postanowień traktatu przez testowanie rakiet typu cruise o takim właśnie zasięgu (od 500 do 5500 km).

Czytaj też: Amerykańska strategia zakłada, że rośnie ryzyko wojny atomowej

Trump jak Reagan?

Ostatnio Rosja rozmieściła te rakiety, znane jako 9M729, w celu – jak powiedział w Kongresie zastępca szefa połączonych sztabów USA gen. Paul Selva – „stworzenia zagrożenia dla NATO”, gdyż wystrzelone z europejskiej części Rosji mogą dolecieć do Paryża lub Londynu. Waszyngton wielokrotnie nalegał, by Moskwa zaprzestała łamania układu, ale bez skutku, skoro więc pozostaje on na papierze, dlaczego nie uznać go za nieważny?

Zerwanie go rozwiązuje Ameryce ręce. Mogłaby odpowiedzieć umieszczeniem rakiet o podobnym zasięgu w Europie Zachodniej, jak na początku lat 80. ubiegłego stulecia, kiedy Ronald Reagan rozlokował tam pershingi jako ripostę na sowieckie rakiety SS-20.

Mimo protestów europejskiej lewicy przeciwko temu posunięciu przyczyniło się ono do tego, że ówczesny gensek KPZR Michaił Gorbaczow zaczął poważnie negocjować i w 1987 r. podpisał z amerykańskim prezydentem układ INF. Czyż nie można oczekiwać, że analogiczny ruch Trumpa skłoni obecnych władców Kremla do podobnego ustępstwa i zawarcia nowego traktatu?

Czytaj też: Dlaczego Niemcy coraz głośniej wspominają o bombie?

Chiński problem

Trumpowi jednak nie tyle chodzi o Rosję, ile o innego adwersarza – Chiny. Nie są one sygnatariuszem układu INF, więc bez przeszkód rozbudowują swój arsenał rakietowy. A że są mocarstwem rewizjonistycznym, wysuwającym roszczenia terytorialne na zachodnim Pacyfiku, stanowią realne zagrożenie dla pokoju w Azji wschodniej i sojuszników USA w tym regonie.

Przeciwwagą dla chińskich rakiet są na razie amerykańskie rakiety średniego zasięgu na okrętach i samolotach, ale dużo tańsze byłyby – argumentują dowódcy marynarki wojennej USA – rakiety na ciężarówkach. Tymczasem traktat INF zabrania rozmieszczania takich rakiet gdziekolwiek na lądzie, i to nie tylko w Europie, ale także w Azji. Dlatego doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton od lat nalega na zerwanie układu.

Czytaj też: Polska armia bez broni

Europa nie chce zaostrzenia konfliktu z Rosją

Argumentów przeciwko zrywaniu porozumienia także jednak nie brakuje. Jeżeli Trump ma nadzieję, że Putin zmięknie, podobnie jak Gorbaczow, i zaprzestanie budowy rakiet albo wspólnie dogada się z nim co do ich redukcji, to się zapewne przeliczy. Lata 80. to okres przyspieszonego bankructwa ZSRR, stąd ówczesne sowieckie ustępstwa, a dzisiejsza Rosja stawia na wzmocnienie swej potęgi militarnej jako jedynego atutu w grze.

Z wycofania się Ameryki z INF Moskwa byłaby nawet zadowolona, gdyż mogłaby rozbudowywać swój arsenał rakiet średniego zasięgu bez ograniczeń, i to zwalając winę na Trumpa. Poza tym Rosja ma już takie rakiety, podczas gdy USA po zawarciu układu INF zaprzestały ich produkcji.

A najważniejsze jest to, że rozmieszczenie nowych rakiet w Europie wymaga zgody krajów sojuszniczych, a na to się, jak na razie, nie zanosi. Sądząc z oświadczeń europejskich przywódców, kraje te nie mają ochoty na powtórkę lat 80. i zaostrzanie konfliktu z Rosją. Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas zapowiedź Trumpa nazwał „godną pożałowania”.

W Azji opór może być słabszy, lęk przed Chinami jest realny, ale i tam nie wiadomo, czy takie kraje jak Japonia, Korea Południowa czy Filipiny zgodzą się na stacjonowanie na swym terytorium nowych amerykańskich rakiet, zwłaszcza z głowicami nuklearnymi.

Czytaj też: Trumpowi ufa na świecie mniej osób niż Putinowi

Co dalej ze Startem?

Trump sugeruje, że nie jest także zainteresowany przedłużaniem układu START o redukcji strategicznej (transkontynentalnej) broni nuklearnej, którego postanowienia zresztą od dłuższego czasu nie są realizowane. Bolton, uchodzący za największego jastrzębia w Waszyngtonie, jest wrogiem wszelkich układów rozbrojeniowych, tak jak w ogóle jakichkolwiek wiążących USA traktatów międzynarodowych.

Od prezydenta różni Boltona jedynie brak złudzeń co do Rosji; poza tym jego poglądy harmonizują z trumpowską ideologią unilateralizmu i „America First”. Jeżeli prezydent pójdzie drogą proponowaną przez swego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego, oznacza to rozkręcenie wyścigu zbrojeń, jak w okresie nasilania się zimnej wojny w latach 50. i 60. Zaostrzy to podziały w NATO i pogłębi rozziew między USA a Europą. A o to przecież chodzi Putinowi.

Reklama

Czytaj także

Rynek

Włoski strajk na polskich drogach

Włoskie firmy drogowe ogłosiły, że rozpoczętych w Polsce budów mogą nie skończyć, jeśli nie dostaną dodatkowych pieniędzy. W wyborczym roku będzie więc mniej przecinanych przez polityków wstęg, a więcej awantur. Jak do tego doszło?

Adam Grzeszak
21.05.2019
Reklama