Mike Pompeo jak Nigel Farage i Marine le Pen. Ostro o UE i multilateralizmie
Mike Pompeo nazwał UE niedemokratyczną organizacją, która przedkłada interesy biurokratów nad interesy państw członkowskich.
Szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo publicznie skrytykował Unię Europejską i inne organizacje w brukselskiej siedzibie German Marshall Fund.
Yves Herman/Reuters/Forum

Szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo publicznie skrytykował Unię Europejską i inne organizacje w brukselskiej siedzibie German Marshall Fund.

Szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo publicznie skrytykował we wtorek Unię Europejską i inne organizacje multilateralne w przemówieniu wygłoszonym w brukselskiej w siedzibie German Marshall Fund. UE jest jego zdaniem niedemokratyczna i przedkłada interesy biurokratów nad interesy państw członkowskich. W ten sposób wypowiadają się na ogół eurosceptycy à la Nigel Farage czy Marine le Pen, ale – jak dotąd – żaden sekretarz stanu USA.

Mike Pompeo krytykuje organizacje międzynarodowe

Poza UE Pompeo skrytykował m.in. ONZ, Unię Afrykańską, Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy. A także traktaty i umowy handlowe, np. konwencję o zakazie broni chemicznej i broni nuklearnej średniego zasięgu. Generalnie przemówienie Pompeo było jedną wielką krytyką multilateralizmu.

Przemówienie Pompeo to punkt zwrotny w powojennej historii amerykańskiej dyplomacji. Donald Trump przyzwyczaił już opinię publiczną do swojego eurosceptycyzmu. Prezydent USA ewidentnie nie lubi Europy, woli towarzystwo dyktatorów (np. Korei Północnej) od demokratycznie wybranych liderów państw Starego Kontynentu i Kanady (co jawnie demonstrował na szczycie G8 i G20).

Eurosceptyczny Donald Trump i jego uspokajający gabinet

Ale byliśmy jednocześnie uspokajani przez polityków z Departamentu Stanu i Departamentu Obrony, gdy przeważał element kontynuacji. Na przykład realizacja rotacyjnej obecności natowskiej i amerykańskiej w Polsce i w państwach bałtyckich, wypracowana przez administrację Obamy, została wprowadzona w życie zgodnie z ustaleniami przez administrację Trumpa. Z Waszyngtonu płynęły też sygnały, że antyeuropejskich enuncjacji prezydenta nie należy brać poważnie, bo USA i tak prowadzą politykę zacieśniania więzi transatlantyckich.

Ostatnie przetasowania w administracji Trumpa i ewidentna radykalizacja tonu i zachowania prezydenta USA na forach międzynarodowych (np. obchody stulecia zakończenia pierwszej wojny światowej) sugerują skręt w stronę jawnego izolacjonizmu. Wypowiedź szefa dyplomacji ma zapewne komunikować Europejczykom, że oto zakończył się dualizm w gabinecie USA. Skoro prezydent jest krytykiem UE, to dyplomacja też powinna.

Czytaj także: Europa nie może już polegać na USA i Wielkiej Brytanii

Korekta amerykańskiej polityki wobec Europy?

Po raz pierwszy od 1945 r. mamy do czynienia z sytuacją, gdy Ameryka odwraca się plecami do UE i porządku światowego, który pieczołowicie tworzyła. Unia nie powstałaby bez wsparcia USA, ONZ został przez USA wymyślony, podobnie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy.

Można mieć nadzieję, że słowa Pompeo padły na użytek Białego Domu i niekoniecznie muszą oznaczać korektę amerykańskiej polityki zagranicznej. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że wkraczamy w bardzo niebezpieczny okres. Wycofywanie wparcia USA dla i tak już bardzo kruchego systemu organizacji multilateralnych i umów to bowiem powrót do anarchii w systemie międzynarodowym.

Czytaj także: Dyplomacja według Trumpa

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj