Świat

Wszystko nie na raz

Koniec świata jednorazowych przedmiotów!

Instalacja wykonana na Triennale w Brugii – wieloryb z pięciu ton odpadów z tworzyw sztucznych wyłowionych z Pacyfiku i Atlantyku. Instalacja wykonana na Triennale w Brugii – wieloryb z pięciu ton odpadów z tworzyw sztucznych wyłowionych z Pacyfiku i Atlantyku. StudioKCA/Cover Images / EAST NEWS
W ślad za młodymi Europejczykami, głównie z wielkich miast, ograniczającymi samolubną konsumpcję, także Unia wypowiada wojnę myśleniu jednorazowemu. O sztućcach i butelkach – ale też o świecie.
Nadmorski las w Wietnamie tonący w plastikowych śmieciach wyrzuconych przez fale.Nhac Nguyen/AFP/EAST NEWS Nadmorski las w Wietnamie tonący w plastikowych śmieciach wyrzuconych przez fale.

Różne drogi prowadzą do prostoty. Nawołuje do niej papież Franciszek. Powtarza, że staliśmy się zbyt chciwi. Przy tym „nieliczni ucztują sowicie, a nazbyt wielu nie ma chleba, by żyć”. Podczas ostatniej pasterki Franciszek przestrzegał, by nie zsuwać się w jary konsumpcjonizmu, nie sprowadzać sensu życia do posiadania rzeczy. Według papieża wyostrza to różnice majątkowe i skazuje na zbyt ostrą konkurencję. Zamożne społeczeństwa płacą za to poczuciem smutku i pustki.

Ta Franciszkowa diagnoza trafia w trendy obecne m.in. wśród milenialsów, pokolenia urodzonego w latach 80. i 90. Mimo wielu różnic łączy ich to, że często zachowują się inaczej niż rodzice. Mają pod górkę: ich postawy i wybory to w jakiejś mierze forma wewnętrznej emigracji, strategia dostosowania czy nawet bunt wobec warunków oferowanych przez makroekonomię, na czele z niską zdolnością kredytową. I rozczarowaniem wielką polityką, która nie rozwiązuje ich problemów.

Stąd bardziej żeglują, niż trwale cumują. Częściej zmieniają zajęcia i miejsce zamieszkania, przenoszą się między kontynentami. Później zakładają rodziny i dłużej się usamodzielniają. Inaczej korzystają z samochodu, nie potrzebują własnego. Raczej wynajmują, niż kupują nieruchomości. Zadowalają się mniejszymi mieszkaniami niż poprzednie pokolenia. Wolą mieszkać w centrum niż na przedmieściu, ponad własny ogródek przedkładają bliskość miejskiej oferty.

Efektem takiego podejścia są pewne sukcesy tzw. ekonomii współdzielenia.

Zastanawiamy się, czy przyszłością Ikei bardziej niż sprzedaż nie będzie wypożyczanie – przyznaje Jarek Kowalski, który w koncernie zajmuje się zakupami m.in. stołów z fabryk w Rumunii i dywanów w Pakistanie. Ikea wciąż produkuje wielkie ilości mebli, wykorzystuje aż 1 proc. całego drewna przemysłowego świata. Przygląda się milionom swoich klientów. I twierdzi, że nadchodzi nowe.

Inwazja gumowych kaczek

Jednorazowy – single use. Redaktorzy brytyjskich słowników Collinsa uznali to słowo za najważniejsze w 2018 r. Przedmioty wyrzucane po krótkim wykorzystaniu stały się bowiem synonimem zanieczyszczenia środowiska. Wybory redaktorów Collinsa z lat minionych brzmiały jak proroctwa. Końca brexitu (wybór z 2016 r.), czyli rozwodu Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, nie widać. Tak samo zachodnie demokracje nie przestały być podatne na fake newsy (2017 r.).

Czy tak samo będzie z jednorazowością? W połowie grudnia UE ustaliła zasady rozbratu z plastikowymi przedmiotami single use. Od 2021 r. koniec z jednorazowymi sztućcami czy słomkami oraz styropianowymi opakowaniami na żywność. Rozpoczyna się wojna z plastikowymi butelkami i tworzywami rozpadającymi się pod wpływem czynników atmosferycznych na mikrodrobinki. Podobne ograniczenia na własną rękę wprowadzają m.in. Japonia i Korea Płd. oraz niektóre stany USA.

Jednorazowość zaczęła przeszkadzać ze strachu. I tu kluczowe okazało się rozbudzenie świadomości. Brytyjczycy wskazują na filmy BBC, w tym Davida Attenborough, zwłaszcza te o życiu w głębinach. Ich popularność i wrażenie, które robią na widzach, mają być gwarancją, że po brexicie Wielka Brytania dotrzyma kroku Unii w walce z plastikiem. W Ameryce cegiełkę dołożyła Annie Leonard, autorka 20-minutowej opowiastki o tym, jak Amerykanie wytwarzają i używają przedmioty – w skrócie: coraz więcej, z coraz większym marnotrawstwem. Jej „Historia rzeczy” (The Story of Stuff) zainicjowała ruch społeczny, który dziś przygląda się m.in. temu, jak przemysł plastikowy niszczy małe miasteczka.

Problem stworzyliśmy wspólnie, co pokazuje przypadek gumowych kaczek. W 1992 r. z pokładu statku płynącego z Chin do USA wypadł tuzin kontenerów, jeden zawierał 29 tys. gumowych zabawek, w tym żółte pływające kaczuszki. Z biegiem lat ze środka Oceanu Spokojnego dotarły do wszystkich kontynentów, chyba z wyjątkiem Afryki. Do końca XX w. zawędrowały m.in. do Oceanii, w pierwszej dekadzie kolejnego stulecia zdążyły wmarznąć w lody Arktyki i osiąść na plażach Wschodniego Wybrzeża USA i Irlandii. Wciąż płyną.

Oceany plastiku

Ruch wody w morzach i oceanach sprawia, że unoszący się w nich plastik wędruje w najbardziej odległe i dziewicze miejsca. Dowiedzieliśmy się o ławicach śmieci „wielkości dwóch Francji” pływających po Pacyfiku. Słyszymy doniesienia o wykryciu plastiku w najgłębszych rejonach oceanów. Martwią zdjęcia waleni z brzuchami wypełnionymi plastikiem. Albo albatrosów karmiących nim swoje młode. Plastik upowszechnił się do tego stopnia, że jego drobinki wtargnęły do naszego łańcucha pokarmowego, znajdowane są w bałtyckich śledziach i amerykańskich warzywach. Nauka nie umie ocenić, jak obecność kawałeczków tworzyw sztucznych w pokarmie wpłynie na nasze zdrowie. Ale raczej go nie poprawi…

Niemal równocześnie przestał działać mechanizm pozbywania się śmieci, który wysoko rozwiniętym społeczeństwom pozwalał wypychać problem ze świadomości i z najbliższego otoczenia. Dotąd wystarczał tzw. recykling – selekcjonowanie odpadów i przekazywanie ich do przetworzenia po to, aby nie zalegały na składowiskach. Wszystko działało do chwili, gdy z systemu wypisały się Chiny. Wzrost zamożności Chińczyków sprawia, że komunistyczne władze przestawiają rozwój, dotychczas dla przyrody niszczycielski, na bardziej przyjazne jej tory, wprost zapowiadają zieloną cywilizację. Naszych śmieci w niej nie potrzebują.

Bywały lata, gdy Chiny sprowadzały 60 proc. nadających się do przetworzenia plastikowych odpadów produkowanych na świecie. Ich segregacją i przerobem zajmowały się niewielkie rodzinne zakłady. O zakończeniu tego procederu zdecydowały koszty środowiskowe i społeczne, w tym praca dzieci, które rozróżniają rodzaj tworzywa po kolorze ognia i zapachu nadpalanych przedmiotów.

Zeszłoroczna, wcale nie nagła, decyzja o zakazie importu odpadów plastikowych do Chin wywołała rozległy zawał globalnego systemu gospodarki śmieciowej. W Polsce objawem tego uzależnienia były pożary składowisk. Nie wystarczy jednak znaleźć nowych przetwórców odpadów posegregowanych przez Europejczyków, Amerykanów czy Koreańczyków. Ok. 90 proc. plastikowych śmieci trafia do mórz za pośrednictwem ledwie dziesiątki wielkich rzek Afryki i Azji, w tym rzek chińskich. Jeśli więc posegregowaną zawartość naszych kubłów przekażemy zamiast do Chin np. Wietnamczykom, to można założyć, że sposób organizacji będą mieli podobny do dotychczasowego chińskiego i śmieci zamiast Jangcy popłyną Mekongiem, zresztą już figurującym na liście najbardziej „plastikowych rzek”.

Być czy mieć? Dzielić się

Skoro model jest niewydolny, może czas go zmienić? W Polsce działa już tzw. biblioteka z ubraniami, współtworzyła ją z koleżanką i obecnie samodzielnie prowadzi Marta Niemczyńska. W Niemczech jako menedżer sklepu w ramach obowiązków niszczyła i wyrzucała do śmieci uszkodzone produkty. Widziała, jak duże ilości użytecznych rzeczy z taśmy produkcyjnej wędrowało do kosza.

– Chodziło nam o to, aby także Polki uzyskały dostęp do dużej szafy, ale nie kosztem gromadzenia i wyrzucania. Biblioteka jest miejscem zmieniającym podejście do wykorzystania ubrań, aby kupowanie zastąpić wypożyczaniem, i to ubrań codziennych – mówi Niemczyńska. Wypożyczają panie w wieku od 20 do 35 lat, raczej z największych miast, co widać po adresach wysyłek, bo biblioteka działa tylko przez internet.

Relatywny sukces takich pomysłów może wynikać z faktu, że coraz więcej osób ma poczucie znaczenia swoich indywidualnych decyzji. Swoje robi też moda i łapanie zachodnich wzorów, dlatego Wrocław, pewnie przez sąsiedztwo z Niemcami, wyrósł na ważny poligon polskiej ekonomii współdzielenia. Na pierwszy zorganizowany w mieście kilka lat temu clothing swap (wymianę prywatnych ciuchów) przyszło sześć osób. Teraz imprezy odbywają się w mieście przynajmniej raz w tygodniu, a w wirtualnej bibliotece wisi ponad czterysta pozycji.

Świadomość obciążeń, które fundujemy planecie, mobilizuje niektórych do jeszcze większych wyrzeczeń. Choć akurat praktycy tzw. zero waste, zero odpadów (patrz art. w POLITYCE 1) – w wersji bardziej elastycznej less waste, mniej odpadów – wolą mówić o stylu życia, koncepcie, filozofii, dążeniu do eliminacji tych resztek, których nikt już nie chce.

Pierwsze Polskie Stowarzyszenie Zero Waste na Facebooku gromadzi 30 tys. sympatyków, chociaż to nie oddaje rzeczywistego rozmiaru działalności. Jego współzałożycielem jest Piotr Barczak: – ZW oznacza wspólne dla społeczeństwa redukowanie niepotrzebnych przedmiotów z rynku po to, by żyć na wyższym poziomie. Można to osiągnąć edukacją i zachętami ekonomicznymi, aby produkty ZW były bardziej dostępne. Albo regulacjami, ograniczeniami i zakazami wprowadzania na rynek.

Jak każdy ruch tego typu i ten ma swoich promotorów. Aktywistka Béa Johnson twierdzi, że roczne odpady czteroosobowej amerykańskiej rodziny, w tym dwóch nastolatków, mieści w niewielkim słoiku. Co surowsi recenzenci wytykają jej wiele niekonsekwencji. Co z tym wszystkim, co powstaje z eksploatacji samochodu? Załamują ręce nad domowymi terapiami na poważne choroby, które trącą znachorstwem. Niemniej generalny kierunek zachęca, by „odgruzować” swoje mieszkanie i życie, z korzyścią dla natury, portfela i społeczeństwa.

Na początek choćby noszenie butelki na wodę albo własnego kubka na kawę na wynos. W kolejnych etapach przychodzi staranna selekcja odpadów. Gdy duma z pełnego kosza nadających się do przetworzenia odpadów nie wystarcza, pora na myślenie o kosztach wytworzenia produktu lub usługi i wpływu na środowisko. W bilansie są emisje gazów cieplarnianych w procesie wydobycia surowca, jego przetworzenia, transportu i utylizacji, koszty wody, powierzchni potrzebnej do uprawy, związanych z nią pestycydów i nawozów, nakłady pracy i jej warunki. Unikanie tych kosztów w formie radykalnej – to przypadek Johnson – sprowadza się do minimalizmu pozwalającego całą szafę, w tym ubrania, a także kosmetyki i ręczniki, zapakować do małej walizki.

Do naprawy i zwrotne

Korekta minimalistyczna zaczęła się od indywidualnych wyborów. Ale ani głosowanie portfelem, ani samodyscyplina nie doprowadzą sprawy do końca. Tu musi wkroczyć polityka, bo tylko ona dysponuje kijami i marchewkami, które mogłyby zdopingować do wielkoskalowej zmiany społecznej. Dla przykładu: Annie Leonard, autorka „Historii rzeczy”, od wskazywania problemów przeszła do prezentowania rozwiązań. Sprowadza je do przestawienia torów gospodarki i stawia na presję społeczną. To obywatele muszą nacisnąć na przemysł i polityków, aby zmieniły się zasady gry.

To właśnie stało się w Unii Europejskiej z jednorazowymi plastikami. Swoje podejście Unia nazywa strategią gospodarki obiegu zamkniętego. – Od 2035 r. tylko 10 proc. odpadów będzie mogło trafić na składowiska. Do 2030 r. recykling opakowań będzie musiał podnieść się do 70 proc. Wprowadzono obowiązek zbiórki we wszystkich państwach europejskich bioodpadów i tekstyliów. Trwają negocjacje w sprawie zasad dotyczących trwałości i naprawialności nowych produktów – mówi Piotr Barczak, współzałożyciel Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste, w godzinach pracy urzędujący w Europejskim Biurze Ochrony Środowiska w Brukseli. Biuro reprezentuje zrzeszenie ponad 150 organizacji pozarządowych zajmujących się ochroną środowiska naturalnego Europy.

Chodzi już nie tylko o zbiórkę elektrośmieci czy o to, aby sprzęt elektroniczny czy AGD zużywał mniej energii. – Propozycje zakładają, że np. pralki, lodówki, zmywarki i ekrany staną się naprawialne. Mają być objęte dłuższą gwarancją. Części zamienne i instrukcje naprawy powinny być łatwiej dostępne, także dla nieautoryzowanych serwisów i za pomocą ogólnodostępnych narzędzi – objaśnia Barczak.

Unia, a ściślej mówiąc Komisja, zabrała się za plastiki, bo takie oczekiwania wychodziły m.in. z badań opinii publicznej. Np. jesienią 2017 r. trzy czwarte Europejczyków uważało, że produkty z plastiku szkodzą i zdrowiu, i środowisku. – Tempo zmian jest bardzo wysokie – zapewnia Barczak – co spowodowane jest pilnością wyzwania i presją społeczną. A także tym, że Komisja Europejska i Parlament kończą wiosną kadencję, a chciały się z problemem uporać.

Tu ważny może się okazać skład nowych władz Unii, szczególnie przyszła pozycja europejskich Zielonych. W poszczególnych państwach lub landach, jak np. w Beneluksie lub w Bawarii, zielone partie notują wysokie poparcie. Przy gorszym wyniku tradycyjnych ugrupowań i głównych frakcji, chadeków i socjaldemokratów, nadgryzionych przez populistów sypiących piach w tryby integracji, to właśnie Zieloni mogą zdecydować o ustaleniu większości nowego europarlamentu, a później promować ambitne rozwiązania.

Ale i bez nich samo trzebienie jednorazowego plastiku z czasem przyniesie zmianę przyzwyczajeń i jakieś wyrzeczenia. Producenci korzystający z plastikowych opakowań będą musieli zmienić swój system wytwarzania i formę dostarczania produktów, np. w szkle, opakowaniach wielorazowych albo zwrotnych.

W odwodzie są jeszcze pomysły na talerze czy sztućce wykonane z żywności. Np. z otrąb pszennych: do użycia w piekarnikach i kuchenkach mikrofalowych, są w pełni jadalne i nadają się na kompost, rozkładają się tylko 30 dni – zapewnia jeden z ich polskich producentów. Jednak takie podejście zakłada, że talerze nadal by powstawały, a w łańcuchu ich produkcji musi pojawić się gaz ziemny (nawozy) czy ropa naftowa (maszyny rolnicze służące do uprawy i zbioru pszenicy).

W Polsce niemal na pewno czeka nas wprowadzenie systemu kaucji na butelki plastikowe, bo nie widać innego sposobu na przetwarzanie 90 proc. z nich w 2029 r. Na ile to będzie dolegliwe? Dziesiątki krajów próbują pozbyć się toreb plastikowych. Niektóre wprowadziły całkowite zakazy, inne poddały ich użycie znacznym ograniczeniom lub – jak niedawno Polska – nakazały wydawać niektóre z ich rodzajów za obowiązkową drobną opłatę przy kasie. I co? Jakoś żyjemy.

Polityka 2.2019 (3193) z dnia 08.01.2019; Świat; s. 45
Oryginalny tytuł tekstu: "Wszystko nie na raz"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną