Macedonia wchodzi do NATO. Co to oznacza dla Sojuszu?
NATO domyka południową flankę na Bałkanach. Przyjęcie Macedonii Północnej to przede wszystkim sukces polityczny sojuszu – w regionie i w rozgrywce z Rosją.
Minister spraw zagranicznych Macedonii Nikola Dimitrov i sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg (z prawej)
Francois Lenoir/Forum

Minister spraw zagranicznych Macedonii Nikola Dimitrov i sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg (z prawej)

Moskwa nie zdołała zablokować prozachodniego wyboru Macedonii – obecnie Republiki Macedonii Północnej – którego do tej pory największym osiągnięciem jest podpisanie 6 lutego w Brukseli protokołu akcesyjnego z krajami członkowskimi NATO. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, na grudniowym spotkaniu przywódców NATO w Londynie Macedonia może być powitana w sojuszu jako jego 30. członek. Byłoby to znakomitym ukoronowaniem roku obchodów 70-lecia NATO, ale z ratyfikacjami może być różnie. W każdym razie najpóźniej wydarzy się to w przyszłym roku. Polsce, Czechom i Węgrom proces od podpisania dokumentów w 1997 r. do akcesji zajął dwa lata. W przypadku malutkiej i czekającej od lat Macedonii wszystko powinno pójść o wiele szybciej.

Czytaj także: Myślenie o niewyobrażalnym. NATO bez USA

Macedonii droga do NATO

Sojuszowi bardzo zależy. Polityka otwartych drzwi pozostaje jedną z najważniejszych, ciągle powtarzaną deklaracją sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, mimo iż praktyka pokazuje, że nie przez wszystkie otwarte drzwi da się rzeczywiście przejść. Niektórzy kandydaci są za duzi, dla innych próg jest za wysoki, część odstrasza chłód natowskiej sieni. Ukraina czy Gruzja muszą czekać i nie ma gwarancji, że się kiedykolwiek doczekają. W przypadku Macedonii jednak wszystko się układa – kraj jest niewielki, więc nie sprawia kłopotów, otoczony jest z trzech stron przez sojuszników, elity polityczne w miarę zgodnie deklarują pronatowski kurs, a NATO wie o nim wszystko. W dodatku jego przyjęcie byłoby symbolicznym zmniejszeniem wpływów Rosji i nagrodą za wspierany przez Zachód proces politycznego porozumienia z krajem sąsiednim, które wymusiło rzecz wcale nieczęstą – zmianę konstytucyjnej nazwy. Od strony politycznej byłyby same korzyści.

Od strony wojskowej korzyści są mniejsze, jeśli traktować je wyłącznie statystycznie. Siły zbrojne Macedonii mają znikomą wielkość i zdolności. Dwumilionowy kraj utrzymuje armię liczącą 9 tys. żołnierzy służby czynnej, składającą się z brygady zmechanizowanej, brygady lotnictwa śmigłowcowego, brygady logistycznej, pułku operacji specjalnych i ośrodka łączności. Kraj nie posiada lotnictwa bojowego – poza sześcioma śmigłowcami Mi-24 – ani rzecz jasna marynarki wojennej. Sprzętem macedońskie wojsko dysponuje typowym dla posowieckich i – powiedzmy to szczerze – dość zaniedbanych armii: czołgi T–72, wozy bojowe BWP–2, kołowe transportery BTR uzupełniane są używanym i podarowanym sprzętem starszej generacji z Zachodu. Wielka siła to nie jest, a nieco ponadjednoprocentowy budżet obronny w relacji do i tak skromnego PKB nie daje wielkich perspektyw. Ale w przypadku Macedonii nie o siłę chodzi, a o zaangażowanie. I to po obu stronach.

NATO musiało wejść do Macedonii

Macedonia jest od lat jednym z najaktywniejszych partnerów NATO i USA. Postawiwszy sobie za strategiczny cel członkostwo w sojuszu jeszcze w latach 90., Skopje inwestowało w relacje z Amerykanami i kampanię dyplomatyczną mającą pokonać największy zewnętrzny problem – sprzeciw Grecji. Droga do NATO była wyboista i zajęła ponad 20 lat, w czasie których macedońscy żołnierze uczestniczyli w misjach w Afganistanie, Iraku i oczywiście na Bałkanach. Ale największe problemy do pokonania były nie za granicą, a w kraju. Zanim Macedonia weszła do NATO, NATO musiało wejść do Macedonii.

Bo nie była to historia bezkrwawa. Seria konfliktów znana jako „wojna w byłej Jugosławii” oszczędziła Macedonię w ostatniej dekadzie XX w., ale zamieszkałe przez ludność albańską pogranicze Kosowa stało się areną trwającego dziewięć miesięcy powstania w roku 2001. Macedońska armia i policja poniosły w nim zadziwiająco ciężkie straty, jeśli uwzględnić, że walczyły z lekko uzbrojonymi partyzantami. Kilkadziesiąt zniszczonych pojazdów i prawie setka zabitych żołnierzy. Jeszcze większe były straty wśród ludności cywilnej – ponura reguła w bałkańskich konfliktach. Nazwy takie jak Kumanowo, Aracinowo i przede wszystkim Tetowo przeszły do historii i stały się dla wielu dzisiejszych macedońskich dowódców czasem chrztu bojowego, niestety na własnej ziemi.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj