Rok Ognistego Konia. Płaczący pluszak stał się hitem internetu, dobrze oddaje nastroje Chińczyków
Zaczął się kolejny chiński rok, tym razem spod znaku Ognistego Konia, kojarzonego z energią, przełamaniem rutyny i ciężką pracą. W chińskim kalendarzu poszczególne lata mają swój znak, patronują im po kolei Szczur, Wół, Tygrys, Królik, Smok, Wąż, Koń, Koza, Małpa, Kogut, Pies i Świnia. Każde ze zwierząt łączy się jeszcze z piątką żywiołów, to zmieniające się co dwa lata Drewno, Ogień, Ziemia, Metal i Woda. Pełen cykl trwa 60 lat. W roku następnym przypadnie Ognista Koza, później przyjdzie czas na Ziemską Małpę itd. Ognisty Koń wróci dopiero w 2086 r.
Moda na Chiny
Obchody Nowego Roku są największym rodzinnym świętem ChRL. To też symboliczny początek wiosny i otwarcie nowego etapu. Tym razem władze wykorzystują okazję, by się chwalić i robić dobre wrażenie. 17 lutego najchętniej oglądanym programem telewizyjnym była gala publicznej telewizji CCTV. Show skradł skoordynowany występ humanoidalnych robotów, które podczas pokazu tradycyjnych sztuk walki machały mieczami, kijami i nunczako, wykonywały też wysokie na trzy metry salta. Robiły to szybko, płynnie i w bezpośrednim towarzystwie chłopięcych tancerzy. Nic się nie zepsuło, żaden chłopiec nie został dźgnięty. Co pokazuje, jak daleko w tej dziedzinie Chiny odjechały reszcie świata.
Pekin liczy, że uda się wzbudzić modę na Chiny i wszelką chińszczyznę. Pierwsze symptomy już są. W poprzednim roku globalną karierę robiła laleczka Labubu. Wiele społeczeństw odkrywa medycynę chińską, dotychczas częściej kojarzoną z szarlatanerią i terapiami z innej epoki. Jednak to jeszcze zbyt mało, by kultura chińska cieszyła się takim uznaniem jak południowokoreańska. Także Indie zdają się górować w tym wymiarze nad ChRL. Premier Narendra Modi zarządził, by joga i ajurweda stały się filarami indyjskiej dyplomacji kulturalnej. Już w 2014 r. doprowadził do tego, że Zgromadzenie Ogólne ONZ proklamowało 21 czerwca – czyli dzień przesilenia letniego – Międzynarodowym Dniem Jogi. Zresztą Modi nie stroni od publicznego wyginania się, rozciągania i medytowania w pozycji kwiatu lotosu.
Dla odmiany jego chiński kolega Xi Jinping nie promuje żadnych podobnych wartości, bo nie oddaje się niczemu, na czym mogliby się wzorować zwykli śmiertelnicy. W sukurs chińskim komunistom przychodzi Ameryka. Propaganda entuzjazmuje się, że w miarę niepokojów geopolitycznych wzbudzanych przez Stany Zjednoczone chińska miękka siła będzie nieubłaganie rosnąć. Chiny mają się bowiem kojarzyć ze stabilizacją, z przewidywalnością, wzrostem, a także – roboty to nie jest przypadek – ekspresowym rozwojem technologicznym.
Czytaj też: Koniec pandziej dyplomacji. Jak misie stały się zakładnikami Chin, a japońskie zoo straciło główną atrakcję
Ognisty Koń źle się kojarzy
Jest w tym pewna sprzeczność, bo w Chinach i w innych krajach regionu Ognisty Koń – ze względu na swoją impulsywność, narowistość, wybuchowość i niezdecydowanie – nie kojarzy się najlepiej. W Japonii uchodzi za pechowy do tego stopnia, że w minionych latach spod tego znaku drastycznie spadła liczba urodzeń, np. w 1966 r. o ok. 25 proc. Obawiano się, że urodzone wtedy dziewczynki będą zbyt dominujące w małżeństwie i nie będą miały ochoty słuchać się mężów. No i poprzedni taki rok, 1966, był początkiem tragicznej w przebiegu i skutkach Rewolucji Kulturalnej.
Rok zaczyna się w Chinach raczej z melancholią. Wpływ na to mają rosnące koszty życia, spadająca siła nabywcza i to, że „na rynku pracy nadal występuje niedopasowanie umiejętności do wakatów”, jak naucza jedna z gazet. Mówiąc bardziej ludzkim językiem: Chińczycy mają poważne kłopoty ze znalezieniem pracy. Bezrobocie dotyka blisko 17 proc. najmłodszych obywateli. Ostatnio trochę spadło, ale głównie dlatego, że absolwenci szkół i uniwersytetów godzą się na zajęcia poniżej swoich kwalifikacji. Obniżają też oczekiwania finansowe, biorą pracę fizyczną lub świadczoną dorywczo.
Coraz życzliwszym okiem patrzą także na budżetówkę, oferującą lepsze perspektywy niż sektor prywatny. Dawniej uchodziła za miejsce dla mało ambitnych. Tymczasem w listopadzie do ogólnokrajowego egzaminu do służby cywilnej przystąpiło rekordowe 3,7 mln kandydatów. Bili się o 38,1 tys. stanowisk – na jedno przypadało więc ok. stu osób. Natomiast ci, którzy pracę mają, czują się w coraz większym stopniu wypaleni. Wielu Chińczyków pracuje po 12 godzin dziennie (od 9 do 21) i przez sześć dni w tygodniu.
Płaczący konik hitem internetu
O nastrojach świadczyć może też popularność płaczących pluszowych koników. Pewna firma z miasta Yiwu, stolicy chińskiego przemysłu zabawkarskiego, podobno w wyniku błędu produkcyjnego wypuściła na rynek przytulanki z odwróconym uśmiechem i nozdrzami przypominającymi łzy. Pluszak wygląda, jakby płakał i swoim smutkiem odzwierciedlał emocje towarzyszące Chińczykom, zwłaszcza w życiu zawodowym.
Płaczące koniki o nienachalnej urodzie stały się sprzedażowym hitem i przebojem internetu. Zamówienia popłynęły także z zagranicy. Pewnie nie o takie soft power chodziło władzom ChRL.