Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Kurdyjskie bić się czy nie bić. USA napisało Kurdom scenariusz bez happy endu

Kurdowie domagają się wolności dla Kurdystanu, w tym jego irańskiej części. Protest przeciwko Iranowi na Trafalgar Square w Londynie. 17 stycznia 2026 r. Kurdowie domagają się wolności dla Kurdystanu, w tym jego irańskiej części. Protest przeciwko Iranowi na Trafalgar Square w Londynie. 17 stycznia 2026 r. Rex Features / East News
Eksperci śledzący sprawy irańskie wariant kurdyjski w wojnie Izraela i USA z Iranem przyjmują sceptycznie, niezależnie od sympatii do sprawy Kurdów. Ich walka z ajatollahami mogłaby pchnąć Iran w kryzys wewnętrzny i zaognić sytuację w regionie.

Wojnę z ajatollahami mieliby pomóc wygrać Kurdowie. Taki był pomysł rządu Donalda Trumpa. Irańczycy nie posłuchali dotąd jego wezwania, by wzięli sprawy w swoje ręce i wykorzystali zamieszanie wynikające z amerykańskich i izraelskich nalotów. Bo nie jest żadną tajemnicą, że samymi samolotami, rakietami i bombami nie da się zmienić jakiegokolwiek reżimu. Potrzebny jest na miejscu ktoś, kto zdoła zastąpić dotychczasową władzę. Jeśli nie przekrój Irańczyków, to – taki jest amerykański zamiar – przynajmniej pod flagą jednej z czołowych grup etnicznych kraju, będącej częścią nawet ok. 40-milionowego narodu, największego bez własnego państwa.

Czytaj także: Irańska pułapka. Trump musi zdobyć jakieś trofeum, ale trudno dopatrzyć się tu strategii

Kurdyjskie bić się czy nie bić

Irańscy Kurdowie stają przed dylematem dobrze znanym nad Wisłą: bić się czy nie bić? Niektórzy mają się rwać do walki, przynajmniej taką perspektywę przedstawiają rozmówcy telewizji CNN. W niedzielę, w drugim dniu wojny, Trump rozmawiał z przywódcami Kurdów w Iranie. Nad ich postawą od miesięcy pracowały władze Izraela. Dziś namawiają ich, by skorzystali z wyjątkowej okazji i pierwszego tak poważnego osłabienia systemu ajatollahów. Plan brzmi dość prosto. Izraelczycy i Amerykanie będą zbroić irańskich Kurdów z pomocą Kurdów z Iraku, broń podobno jest przerzucana co najmniej od czerwcowej wojny 12-dniowej, w której Izrael i Iran poszły na wymianę rakietowych ciosów, później do uderzenia w irańskie cele dołączyli jeszcze Amerykanie. Teraz izraelskie lotnictwo bombarduje irańskie posterunki na pograniczu, by ułatwić Kurdom działania.

Zatem kurdyjscy powstańcy mieliby związać walką siły podległe dotychczasowej władzy. Zaabsorbują tych samych żołnierzy i funkcjonariuszy, którzy mogliby strzelać do nieuzbrojonych obywateli, demonstrantów protestujących na ulicach czy osób podejmujących akty obywatelskiego nieposłuszeństwa. Na zachodnim pograniczu Iranu, w pasie przyległym do Iraku, miałby powstać kontrolowany przez Kurdów przyczółek. Korzyścią dla Kurdów byłaby walka o własną sprawę. Stanowią do 15 proc. Irańskiego społeczeństwa. Owszem, walczyli z państwem, ale ostatnio trzy dekady temu i przez kilka lat. Spotyka ich dyskryminacja, język i tożsamość nie są uznawane. I oczywiście nie są z tego zadowoleni. Podczas niedawnych protestów Kurdowie zorganizowali strajki generalne w 39 miejscowościach irańskiego Kurdystanu.

Czytaj także: „Mogę najwyżej schować się pod łóżkiem”. Palestyńczycy płacą za wojnę USA i Izraela z Iranem

A co jak Trump się znudzi

Tak zarysowany plan ma sporo raf. O ile bojownicy są przeszkoleni – m.in. przez Amerykanów, uczestniczyli w walkach z Państwem Islamskim – o tyle reszta Irańczyków nie jest uzbrojona. W przeciwieństwie do uzbrojonego po zęby i walczącego o przetrwanie systemu, który zachowuje monopol na przemoc i nie waha się jej brutalnie stosować. Demonstranci nie garną się na ulice, bo spodziewają się, że reżim będzie się bronił. Podczas niedawnych protestów można było się przekonać, jaką ma wprawę w masakrowaniu oponentów. I można przewidywać, że jeśli przeżyje obecną wojnę, to będzie się na pewno mścił na wszystkich tych, którzy próbowali mu zaszkodzić.

Zwykłych obywateli do bohaterszczyzny nie zachęca i to, że wojna toczy się dość mgławicowym torem. Od strony technicznej idzie zgodnie ze sztuką, wywiady i armie Izraela i Stanów Zjednoczonych z dużą sprawnością realizują powierzone im zadania. Tyle że żołnierze, szpiedzy i analitycy są jedynie narzędziami w rękach polityków. Tymczasem ich intencje pozostają nieznane. Nie wskazują, jak długo ta wojna może potrwać. I przede wszystkim, co – izraelski premier i amerykański prezydent – potraktują jako sukces w tej wojnie. Amerykanie nie mówią też, jak długo będą potrzebować Kurdów. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Trump konfliktem prędzej czy później się znuży i pozostawi Kurdów, by samotnie ścierali się reżimem.

Czytaj także: Wszystkie zdrady Ameryki. Zawiodła Afganistan, Wietnam i Kurdów. Ukrainę też porzuci?

Scenariusz na zaognienie sytuacji

Eksperci śledzący sprawy irańskie wariant kurdyjski przyjmują sceptycznie, niezależnie od sympatii do sprawy Kurdów i ich bardzo trudnego położenia. Ostrzegają, że może to być sposób na pchnięcie Iranu w kryzys wewnętrzny, który może przerodzić się w dramat humanitarny. Tak poważny, że spora część 93-milionowego społeczeństwa zacznie myśleć o emigracji lub o ucieczce do krajów sąsiednich, jeśli sprawy przybiorą bardzo zły obrót. A to wcale nie koniec zmian, które w regionie może wywołać wzmocnienie potencjału Kurdów. Mogą jeszcze np. rozchybotać sytuację w Iraku, już i tak bardzo niestabilną. Oczywiście swoje w zdecydowanym stylu zgłosi Turcja, walcząca zaciekle z kurdyjskimi dążeniami do samodzielności.

Podobne operacje były już ćwiczone wielokrotnie. Te z ostatnich dekad nie nastrajają optymistycznie. Za znaczną część obecnych problemów Syrii czy Libii stoją scenariusze szykowane teraz w Iranie. Jest też przykład Afganistanu, gdzie wspieranie różnych sił nie zapewniło stabilizacji. Sprzeczne mogą być wreszcie interesy Kurdów i reszty Irańczyków, którzy przyzwyczajeni są do bardzo silnej centralizacji państwa, osadzonej jeszcze w perskiej tradycji. Kurdowie mogą być więc zaczynem, ale do zmiany, która mogłaby rzeczywiście i może na lepsze odmienić Iran, potrzeba udziału grup, które nie będą kibicowały kurdyjskiej niezależności.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną