Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Amerykanie eliminują kolejnych irańskich liderów. Kto dziś faktycznie rządzi w Teheranie?

Teheran Teheran Atta Kenare / East News
Ali Larijani, najwyższy rangą cywil w irańskich strukturach władzy, został zabity we wtorek. Mnożą się pytania o faktyczny skład instytucji kierujących Islamską Republiką. Zwłaszcza że Modżtaba Chamenei ma teraz przebywać w Moskwie.

Odpowiedź na pytanie o najważniejszego decydenta w Teheranie może być trudniejsza, niż się wydaje. Wprawdzie Islamska Republika ma już nowego Najwyższego Przywódcę, ale w przeciwieństwie do swojego zmarłego ojca Modżtaba wcale nie musi skupiać w sobie wszystkich kompetencji politycznych i strategicznych. Jak na łamach magazynu „The Atlantic” zauważył dr Arash Azizi z Yale University, historyk i iranista, znacznie bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym Iranem rządzi dziś ciało kolektywne. Zwłaszcza że nie wiadomo, czy Chamenei junior w ogóle jest w kraju.

Czytaj też: Western na Bliskim Wschodzie. Trump „dla zabawy” sprowadzi na świat katastrofę?

Tajna ewakuacja Modżtaby

Już w ubiegłym tygodniu ambasador Iranu na Cyprze Alireza Salarian potwierdził w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Guardian”, że Modżtaba został poważnie ranny w bombardowaniu 28 lutego. Zakres jego ran pozostawał jednak tajemnicą, przy czym musiały być poważne, bo ani razu nie pokazał się obywatelom w nowej roli. Nałożona została wręcz całkowita blokada cyfrowa, a jego pierwsze przemówienie odczytał po prostu z kartki prezenter państwowej telewizji.

Katarski dziennik „Al-Jarida” informował, że Modżtaba mógł nawet stracić nogę, a jego leczenie nie odbywa się w Teheranie, tylko w Moskwie. Ofertę tajnej ewakuacji medycznej do Rosji miał podobno złożyć sam Władimir Putin, który rozmawiał o stanie zdrowia Chameneiego przez telefon z prezydentem Islamskiej Republiki Masudem Pezeszkianem. Dokładny stan zdrowia nowego Najwyższego Przywódcy pozostaje nieznany. Wprawdzie irański ambasador w Moskwie Kazem Jalali zdementował informacje, jakoby znajdował się on wciąż na terytorium Federacji Rosyjskiej, ale takim wystąpieniom trudno ufać, również z powodu konieczności zapewnienia Mudżtabie bezpieczeństwa przez aparat państwowy.

Biorąc pod uwagę jego uraz i ewentualną nieobecność, mnożą się więc domysły, kto kieruje reżimem w sensie instytucjonalnym, a przede wszystkim ustala plan odpowiedzi na izraelskie i amerykańskie ataki. Wiadomo, że wyeliminowany został Ali Larijani, dotychczas kierujący Radą Bezpieczeństwa Narodowego. Zginął we wtorek w bombardowaniu przeprowadzonym przez Izraelskie Siły Powietrzne. To potwierdzona wiadomość – Republika Islamska uznała go za męczennika.

Jego śmierć ma ogromne znaczenie. Larijani był de facto najbardziej wpływowym cywilem w strukturach władzy reżimu, mającym wpływ nie tylko na strategię armii czy Gwardii Rewolucyjnej, ale też na działania polityczne. „The Guardian” zauważa m.in., że, uczestniczył w negocjacjach z krajami Zatoki Perskiej jeszcze przed rozpoczęciem ofensywy Izraela i USA, próbując nakłonić je do pośrednictwa w rozmowach z Tel Awiwem i Waszyngtonem i jednak do wojny nie dopuścić.

Larijani miał zatem wpływ nie tylko na służby mundurowe, które w irańskim reżimie – zwłaszcza w przypadku Gwardzistów – są praktycznie państwem w państwie, znieczulonym na świecką, polityczną władzę, ale miał także posłuch wśród cywilów.

Czytaj też: Huti mają palec na spuście. Włączą się do wojny? Światu groziłby paraliż bez precedensu

Teheran nie odpuści

Co dalej? Nie ma większego sensu kierować się informacjami płynącymi z Białego Domu, bo amerykańska administracja ma olbrzymie tendencje do przesady, dezinformacji i przedstawiania rzeczywistości w sposób karykaturalny. Już kilkanaście dni temu Donald Trump powiedział przecież, że Amerykanie zabili „nie tylko Najwyższego Przywódcę, ale też 40 czy 50 najbardziej wpływowych członków reżimu”. Można mieć poważne wątpliwości, czy prezydent USA rozumie, jak wygląda architektura irańskich władz i kto w niej realnie podejmuje decyzje. A przede wszystkim – czy w ogóle otrzymuje prawdziwe informacje na temat sytuacji w Iranie, zdolności Islamskiej Republiki do dalszego prowadzenia wojny oraz kierunków, w których nowi przywódcy w Teheranie mogą pójść w kolejnych tygodniach.

Joel Rayburn, członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego w pierwszej administracji Trumpa, w rozmowie z telewizją PBS zauważył, że Larijani był politykiem o bardzo podobnej orientacji ideologicznej do Alego Chameneiego. „Podtrzymywał jego linię programową, opartą na nienawiści do Stanów Zjednoczonych i budowie systemu organizacji zależnych, które miały chronić Islamską Republikę na Bliskim Wschodzie”, mówił były wojskowy. Jego śmierć może okazać się sporym ciosem dla struktury instytucjonalnej reżimu. Pamiętamy, że po śmierci gen. Ghasema Solejmaniego Siły Ghods nigdy nie odzyskały pełnej sprawności operacyjnej. „Instytucje są ważne, ale to, kto stoi na czele, ma takie samo znaczenie”, konkludował Joeyl Rayburn.

Z kolei Alan Eyre z waszyngtońskiego think tanku The Middle East Institute uważa, że każda kolejna operacja tego typu zwiększa prawdopodobieństwo dalszej radykalizacji reżimu w Teheranie. Amerykanom może się wydawać, że zabijając doświadczonych, ideologicznie wyrazistych przywódców, prędzej czy później wymuszą na Islamskiej Republice jakieś ustępstwa albo chociaż bardziej reformistyczny kurs – ale to mrzonka, twierdzi Eyre. Znacznie bardziej prawdopodobne, że ajatollahowie będą szli w zaparte, bo nie ma przestrzeni ani nawet specjalnych zachęt do tego, żeby odpuścić Amerykanom, Izraelczykom i własnemu społeczeństwu.

Czytaj też: Cieśnina Ormuz i inne wąskie gardła świata. Biznes ma się toczyć mimo bomb, rakiet i dronów

Jeśli Trump się nie znudzi

Zdecydowana większość ekspertów wskazuje, że choć trudno określić, kto pociąga za najważniejsze sznurki w Teheranie, w gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia. Wszak Gwardia Rewolucyjna, będąca w praktyce oligarchiczną, uprzywilejowaną, osobną klasą społeczną, ma pod bronią 190 tys. ludzi i olbrzymie zasoby finansowe do dyspozycji. Tych przywilejów łatwo nie odda, z ich powodu nie dopuści też do jakiejkolwiek transformacji wznieconej od środka. Poza tym, choć Iran jest bombardowany, traci zasoby militarne i energetyczne, nadal jest w stanie się bronić. Może nie w sposób skoordynowany, całościowo skuteczny, by zatrzymać ofensywę wroga, ale wciąż zadaje ból agresorom i przynosi dyskomfort całemu regionowi, a patrząc szerzej – całej globalnej gospodarce.

Dlatego ajatollahowie będą najpewniej eskalować, co niestety jest scenariuszem dla Iranu najgorszym. Jeśli bowiem Trump nie znudzi się tą wojną i nadal będzie zużywać tu amunicję, prędzej czy później doprowadzi do upadku struktur państwowych. A to oznaczać będzie katastrofę na wielu poziomach: politycznie, militarnie, społecznie i migracyjnie. Liderzy ideologiczni przetrwają, reżim może odrodzi się w jakiejś formie. Ale 92 mln mieszkańców Iranu odczuje tę radykalizację na własnej skórze, co skończyć się może destabilizacją całego Bliskiego Wschodu – z olbrzymimi konsekwencjami także dla Europy.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną