„Izrael, rozzłoszczony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, agresywnie uderzył w duży obiekt znany jako złoże gazowe South Pars w Iranie” – napisał Donald Trump w serwisie Truth Social. Jak podkreślił, zaatakowana została jedynie niewielka część instalacji. Zapewnił też, że Stany Zjednoczone nie wiedziały o planowanym uderzeniu, a Katar „w żaden sposób ani w żadnej formie” nie był w nie zaangażowany. Dodał, że Iran, nie mając pełnej wiedzy, „w sposób nieuzasadniony i niesprawiedliwy” zaatakował katarską infrastrukturę LNG.
„IZRAEL NIE PRZEPROWADZI WIĘCEJ ATAKÓW na to niezwykle ważne i cenne złoże South Pars, chyba że Iran nierozsądnie zdecyduje, by zaatakować bardzo niewinny w tym przypadku Katar. W takim przypadku USA, za pomocą i zgodą Izraela albo bez, wysadzą w powietrze całość South Pars z taką siłą i mocą, jakich Iran nigdy wcześniej nie widział” – zagroził.
Według agencji AFP South Pars/North Dome to największe znane złoże gazu na świecie, dzielone przez Iran i Katar. Dostarcza około 70 proc. gazu ziemnego zużywanego przez Iran, który eksploatuje je od końca lat 90. XX w.
Czytaj też: Western na Bliskim Wschodzie. Trump „dla zabawy” sprowadzi na świat katastrofę?
W stylu Trumpa
Amerykanie od początku wojny sygnalizują wstrzemięźliwość wobec ataków na irańskie instalacje gazowe i naftowe. Mieli nawet poprosić Izrael, by ich nie przeprowadzał. Obawiają się odwetu na swoich sojusznikach w regionie, który mógłby jeszcze bardziej podbić ceny surowców i uderzyć w zwykłych Irańczyków – także tych sprzeciwiających się reżimowi. To właśnie oni mogliby odegrać rolę w jego obaleniu. W grę wchodzi również tzw. model wenezuelski, czyli możliwość skorzystania przez USA z irańskich zasobów po ewentualnym zakończeniu wojny.
Ale, jak to z Trumpem bywa, nie wiadomo, czy naprawdę o ataku nie wiedział, czy może jednak znał plany Izraela. Jak poinformował dziennik „Wall Street Journal”, amerykański prezydent nie tylko był o nich uprzedzony, ale je poparł – atak miał być dla Teheranu sygnałem odnoszącym się do blokady cieśniny Ormuz. Retoryka może być więc po prostu polityką, w dodatku w pełni w stylu Trumpa.
Emerytowany wiceadmirał David Ben-Basht, były dowódca izraelskiej marynarki wojennej, podczas dzisiejszego briefingu z zagranicznymi dziennikarzami podkreślał, że jeśli rzeczywiście atak na South Pars nie był skoordynowany z Amerykanami, był to błąd ze strony Tel Awiwu: – Koordynacja jest absolutnie kluczowa. Zarówno operacyjnie, jak i politycznie, ponieważ państwa mają czasem różne interesy. Trzeba upewnić się, że działania jednego kraju nie szkodzą interesom drugiego. Chcę wierzyć, że było to skoordynowane, ale poziomów koordynacji jest wiele i czasami nawet prezydent może nie być w pełni poinformowany przez swoje struktury.
Izraelska armia przyznaje, że uderzenie było wyłącznie jej akcją, ale uchyliła się od wyjaśnienia, czy było uzgodnione z USA. – Mamy świetną koordynację z Siłami Zbrojnymi USA za pośrednictwem CENTCOM. Być może najlepszą w historii, z jakąkolwiek armią. I to wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie – stwierdził podczas briefingu ppłk Nadav Shoshani, jeden z rzeczników izraelskiej armii.
To tu zakończy się wojna
Wojna, którą rozpoczęli Donald Trump i Beniaminem Netanjahu, swoimi konsekwencjami uderza nie tylko w Bliski Wschód, ale w cały świat. W związku z blokadą cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowego zapotrzebowania na ropę naftową, jej cena wzrosła już o 5 proc. A to nieuchronnie musi przełożyć się na koszty innych produktów, a także stan gospodarek wielu państw.
– USA nie zakończą wojny bez otwarcia cieśniny – uważa Ben-Basht. – W tej chwili prowadzą szerokie przygotowania, aby ją otworzyć, ponieważ ostatecznie będzie to „wojna o cieśninę”. To właśnie ona zdecyduje o zwycięstwie lub porażce.
W grę może wchodzić kilka scenariuszy. Jeden z nich zakłada zapewnienie bezpiecznej żeglugi tankowców za pomocą sił powietrznych i morskich, w tym np. eskortowanie przepływających jednostek. To jednak, zdaniem byłego dowódcy izraelskiej marynarki, mogłoby być obarczone ogromnym ryzykiem:
– Iran, nawet bez własnej marynarki wojennej, mógłby wciąż atakować rakietami, a trafienie w tankowiec lub niszczyciel oznaczałoby ogromne straty finansowe i ludzkie. Lepiej tego uniknąć – podkreśla wiceadmirał. – Zanim zdecydują się ryzykować zasoby i narażać tankowce, być może lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie blokady Iranu od strony zewnętrznej cieśniny Ormuz. Taka blokada może być bardzo skuteczna.
Jak zaznacza, obecnie głównym źródłem dochodu Iranu jest sprzedaż paliw do Chin, Indii i Pakistanu. Jeśli Amerykanie zamkną dostęp do cieśniny, efekt pojawi się z czasem – będzie to proces stopniowego „duszenia” irańskiej gospodarki. – Pytanie tylko, czy starczy im cierpliwości – dodaje. – Jeśli nie, będą musieli działać inaczej: wykorzystać trałowce do min, które już są kierowane w stronę regionu, niszczyciele z systemem Aegis tworzącym „parasole ochronne” dla tankowców oraz wsparcie ubezpieczeniowe. Na początku, gdy Iran ogłosił zamiar zamknięcia cieśniny, wiele firm ubezpieczeniowych wycofało się lub drastycznie podniosło ceny. USA zadeklarowały jednak wsparcie finansowe, by umożliwić kontynuację żeglugi.
Rozwiązaniem mogłoby być zajęcie linii brzegowej Iranu i kontrolowanie swobody żeglugi, ale oznaczałoby to konieczność wysłania tysięcy żołnierzy i de facto desant lądowy, o czym spekulują amerykańskie media. Czy Trump, który obiecywał Amerykanom i światu, że będzie kończył wojny, jest w stanie przekonać własny obóz do wysłania żołnierzy na kolejną – bez wyraźnie zarysowanego końca?
Podobnie wygląda sytuacja z rozważaną możliwością wysłania sił lądowych na wyspę Chark, przez którą przechodzi ok. 90 proc. irańskiego surowca. Tyle że Teheran mógłby próbować ostrzeliwać ją rakietami.
Czytaj też: Rysa na monolicie. Vance dystansuje się od Trumpa i wojny z Iranem. Może za to zapłacić
Miliardy na wojnę
Na razie nie wiadomo, na który z wariantów zdecydują się Stany Zjednoczone. Każdy będzie obarczony ryzykiem i za każdy trzeba będzie słono zapłacić. Koszty prowadzenia wojny z Iranem tylko w ciągu pierwszego tygodnia przekroczyły 11 mld dol.
Jak donosi „Washington Post”, Pentagon miał zwrócić się do Białego Domu z wnioskiem o zatwierdzenie przez Kongres przekazania Departamentowi Obrony ponad 200 mld dol. na prowadzenie operacji przeciwko Iranowi. Nikt jednak nie wie, na jakiej sumie się skończy, ale wydaje się mało realne, by kongresmeni zaakceptowali kwotę, jakiej ma domagać się Pentagon. Decyzja ta może mieć ogromny wpływ na skalę i czas trwania wojny.