Kto się boi Syrizy
Tadeusz Późniak/Polityka

Kto z nadzieją, a kto ze strachem patrzy na Grecję po wyborach parlamentarnych?

To Grecja wymyśliła demokrację i teraz przypomniała światu, że demokracja ma jeszcze jakiś sens, przynajmniej dla Greków.

Europejski Pakt Fiskalny wprowadził zasadę, że poszczególne kraje mogą swobodnie wybierać rząd, ale nie mogą zmieniać gospodarczej i budżetowej polityki. Zwycięska w niedzielnych wyborach parlamentarnych Syriza obiecała Grekom, że zasadnicze decyzje polityczne i gospodarcze będą zapadały w Atenach, a nie w Belinie, Brukseli czy Waszyngtonie. Od teraz to parlament grecki, a nie Trojka, ma być suwerenem.

Oczywiście rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Stworzenie stabilnego rządu w politycznie rozdartej i gospodarczo zrujnowanej Grecji nie będzie łatwe. Utrzymanie jedności w Syrizie też będzie trudne, bo ewentualny kompromis z kredytodawcami doprowadzi do buntu radykalnego skrzydła partii, zaś brak takiego kompromisu może doprowadzić do bankructwa kraju. Zmiana kursu Europy w stosunku do Grecji wymagać będzie fundamentalnej zmiany podejścia do procesu integracji. Dla lidera Syrizy Aleksisa Ciprasa Europa ma być symbolem demokracji, solidarności i współpracy. Obecnie Europa jest dla niego symbolem narodowego egoizmu, zabójczych oszczędności, zewnętrznych interwencji i sankcji.

Kto dzisiaj patrzy z nadzieją na wydarzenia w Grecji? Przede wszystkim rzesze biednych nie tylko w Grecji, ale też w innych krajach dotkniętych kryzysem. Syriza obiecała inwestycje, by zmniejszyć bezrobocie, i pomoc socjalną tym, których nie stać na posiłek, mieszkanie, ogrzewanie, szkołę czy szpital. Z nadzieją patrzą ci, którzy pragną położyć kres korupcji, rajom podatkowym i nieformalnym układom, które ich zdaniem zdławiły wolny rynek, rządy prawa i demokrację. Z nadzieją patrzą ci, którzy chcą skończyć z brukselskim czy niemieckim „dyktatem”, narzucającym Europie budżetowe restrykcje, które ich zdaniem nie tylko blokują wzrost gospodarczy, ale też przeczą zasadzie, że wszystkie państwa w Europe są suwerenne i równe. Z nadzieją patrzą ci, którzy chcą skończyć z hegemonią banków, które ich zdaniem generują kolejne kryzysy i przerzucają ich koszty na plecy szarego podatnika.

Kto dzisiaj patrzy ze strachem na wydarzenia w Grecji? Przede wszystkim ci, którzy przed kryzysem dorobili się niezłych fortun w Grecji i którym Nowa Demokracja pomagała przetrwać bez większych strat materialnych i prokuratorskich dochodzeń. Ta grupa obejmuje nie tylko bogatych przedsiębiorców, ale też grecki establishment polityczny i prawosławny kler. Ze strachem patrzą również ci na północy Europy, którzy się boją, że szczodra polityka społeczna Syrizy będzie prowadzona za ich, a nie greckie pieniądze. Ze strachem patrzą również ci, którzy boją się ataku na sektor finansowy w wydaniu południowo-amerykańskim, który ich zdaniem spowoduje spiralę zdarzeń zabójczych dla normalnego funkcjonowania gospodarki. Ze strachem patrzą również ci, którzy boją się rewolucji w Europie, która ich zdaniem zastąpi epokę pragmatyzmu epoką populizmu, nie tylko lewackiego, ale też prawicowo-nacjonalistycznego w wydaniu Marie Le Pen.

Polacy wydają się patrzeć na Grecję obojętnie, bez specjalnej nadziei czy strachu. Trochę tak, jakby Grecy żyli na innej planecie, z którą Polska ma mało wspólnego. To prawda, że Polska była kiedyś tak zadłużona jak Grecja, ale dziś jesteśmy prymusem w północnej (czytaj: zamożnej) części Europy. Bliżej nam do silnych Niemców niż do słabych Greków. Syriza to lewica, a do tej Polacy nie mają specjalnie sympatii. Ta obojętność Polaków w stosunku do Grecji nie jest w pełni uzasadniona. Przyszłość europejskiej demokracji i integracji zależy w dużej mierze od tego, co się wydarzy w Grecji. Jeśli Grecja pod wodzą Syrizy zostanie zmiażdżona przez rynki finansowe, to nikt już nie uwierzy, że demokracja jest w stanie kontrolować kapitalizm we współczesnym świecie.

Jeśli Bruksela i Frankfurt wypchną Grecję ze strefy euro, to będzie to pierwszy znaczący krok w kierunku dezintegracji całej Unii Europejskiej. Jeśli Syrizie uda się ograniczyć biedę i pobudzić wzrost gospodarczy, to lewica odzyska wiarygodność, nawet w takich krajach jak Polska. Jeśli Cipras odniesie sukces, może to przekonać wielu młodych ludzi do wyjścia z izolacji i wejścia na scenę polityczną. W Polsce takie zjawisko może oznaczać prawdziwą rewolucję.

zielonka.blog.polityka.pl

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj