Recenzja filmu: „Film balkonowy”, reż. Paweł Łoziński
„Film balkonowy” jest fantastyczną podróżą do wypartych lęków, tęsknot, absurdu i (bez)sensu egzystencji każdego.
„Film balkonowy” jest fantastyczną podróżą do wypartych lęków, tęsknot, absurdu i (bez)sensu egzystencji każdego.
Fabuła, która mogła być intrygującym portretem związku, w którym partnerzy nieustannie zadają sobie psychiczne rany, okazuje się podszytą mizoginią tandetą, bałaganiarską sensacją, zrealizowaną byle jak, bez dbałości o psychologię bohaterów.
Film jest medytacją, a zarazem wizualnym esejem o potędze żywiołów, próbie „zatrzymania czasu” oraz zjawisku widzenia i bycia obserwowanym.
Zgodnie z tytułem film Krzysztofa Langa podejmuje temat antysemickiej nagonki zakończonej wyrzuceniem z kraju Polaków żydowskiego pochodzenia. Nie jest jednak dziełem pionierskim.
„Piosenki o miłości” zachwycają na każdym poziomie, choć są kinem minimalistycznym.
W ulotnej relacji pary bohaterów trudno się nie doszukać metafory pogoni za zmysłowością, eterycznością i nieosiągalną jakością życia.
„Przeżyć” to film, w którym mrok i strach zostają wreszcie rozproszone światłem.
Reżyserka znajduje bardzo atrakcyjny ekwiwalent wizualny dla poetyckiej wyobraźni Doroty Masłowskiej.
Ryusuke Hamaguchi wdarł się tym filmem do elitarnego grona mistrzów.
Gorzki portret czterdziestoparolatka z wybujałym ego.
Już sam fakt, że w wyświechtanym i skompromitowanym gatunku nie czuje się fałszywej nuty, stanowi osiągnięcie.
Klasyczny dramat Edmonda Rostanda zyskał kilka lat temu nową, musicalową oprawę – z kompozycjami rockowej formacji The National – więc kwestią czasu było jego przeniesienie na wielki ekran.
To nie opowieść sensacyjna, ale kameralny – choć przecież nie mniej emocjonujący – dramat psychologiczny oparty na prozie Eleny Ferrante.
Fabuła „Bigbug” przeterminowała się jeszcze gdzieś w latach 80.
Na przykładzie Kanyego Westa dowiadujemy się po raz kolejny, że życie dzisiejszych gwiazd z reguły utrwalone jest na taśmie filmowej i czeka tylko na montaż.
Branagh niepostrzeżenie przekształca opowieść w mit, a szczegół urasta w jego filmie do rangi symbolu.
Film został zrealizowany w hiperrealistycznej formule.
To hołd złożony ciągłości rodzin, odwadze życia ponad wszystko.
Zgromadzony przez reżyserkę materiał – w tym wspaniałe archiwalne zdjęcia zza kulis produkcji – wystarczyłby zapewne na kilkuodcinkowy serial.
Późny reżyserski debiut fabularny, i to w tak konkurencyjnym gatunku jak komedia romantyczna, powinien mobilizować doświadczonego autora seriali Radosława Dunaszewskiego do zawieszenia poprzeczki wysoko.