Recenzja filmu: „Między nami dobrze jest”, reż. Grzegorz Jarzyna
Filmowa wersja spektaklu powstałego na podstawie dramatu Doroty Masłowskiej, wyreżyserował Grzegorz Jarzyna.
Filmowa wersja spektaklu powstałego na podstawie dramatu Doroty Masłowskiej, wyreżyserował Grzegorz Jarzyna.
Poza inteligentnym humorem film wprawia w osłupienie oryginalną metaforą zachodniej cywilizacji, która pod pozorem wolności i przyzwolenia dla różnych form ludzkiego życia narzuca bezlitosne reguły gry.
Film jest słodki i nieskomplikowany.
Film wygrał festiwal w Toronto, a potwierdzeniem jego wartości artystycznych jest ponad 50 innych nagród.
Opowieść Magdy Dygat ma inną tonację niż ta w książce. Teraz widzi go z jego ograniczeniami i nieumiejętnością kochania kogokolwiek. I stara się go zrozumieć.
W sumie jest się czego bać, finał nie zawodzi, a sprawne oko wyłowi w tej historii drugie dno.
Mieszanka moralizatorstwa, sarkazmu i pragmatyzmu zostaje podniesiona w filmie Coenów do rangi przypowieści o paradoksach, na których został zbudowany cały celuloidowy świat.
Miał być skromny, offowy film, powstał spontaniczny, wizjonerski obraz prezentujący możliwości kina i niesamowity talent wielu ludzi.
Film zachwyca połączeniem ciepłej ironii z dojrzałą nutą tragizmu.
Film Brytyjczyka jest anachronicznie awangardowy, balansuje między pastiszem kina niemego, wykładem o seksie, śmierci i imitacji w sztuce oraz gejowskim melodramatem.
Prawda nas wyzwoli – głosi popularny aforyzm. W tym przypadku okazuje się odwrotnie.
Fabuła jest wykalkulowana, ale – co w naszym kinie rozrywkowym jest wciąż rzadkością – są w niej także momenty ironii i niewymuszonego humoru.
Obraz walki człowieka o swoją tożsamość.
Jest to dzieło na wskroś autorskie, wyrażające głębszy, metafizyczny sens poprzez osobliwą, wielotorową narrację (pętle czasowe) oraz imponującą stronę wizualną.
To wielowymiarowy, paląco aktualny dramat egzystencjalny, badający granicę wytrzymałości zwykłego człowieka, poddawanego nieustannej presji.
Skomplikowany proces odkrywania uwięzionej w męskim ciele kobiecości.
Ku naszej uciesze twórcy zadają kłam wrażeniu, że współczesna polityka historyczna Niemiec dąży do wybielenia przeszłości.
Idealna propozycja dla tych, którzy jeszcze nie zdążyli poprawić sobie nastroju przed wejściem w nowy rok.
Film jest świetnie sfotografowany, z nastrojową, wpadającą w ucho ścieżką dźwiękową.
Fani rozwlekłych, soczyście-ironicznych dialogów będą zachwyceni, co nie powinno ujść uwadze akademików przyznających Oscary.