Recenzja książki: Anna Arno, „Kot. Opowieść o Konstantym A. Jeleńskim”
O Jeleńskim wiedzieliśmy już od dawna i to sporo, choćby z lektury jego korespondencji z Miłoszem, Czapskim, Iwaszkiewiczem, Gombrowiczem.
O Jeleńskim wiedzieliśmy już od dawna i to sporo, choćby z lektury jego korespondencji z Miłoszem, Czapskim, Iwaszkiewiczem, Gombrowiczem.
Przekleństwem Oświęcimia jest to, że jest miastem wyjątkowym, a bardzo chciałby być miastem zwyczajnym.
Najnowsza powieść w dorobku Jakuba Ćwieka (blisko trzydzieści książek, w większości fantastycznych) jest jednocześnie jego najbardziej osobistym tekstem, jak i najbardziej kingowskim w duchu.
Powieść Sebastiana wnikliwie analizuje antysemityzm.
Jeśli po przeczytaniu popadniemy w „nerwicę ekologiczną”, to znak, że jesteśmy na dobrej drodze do wyzwolenia Ziemi spod dyktatu śmieci.
Rozmówczynie Sutowskiego od lat z uwagą punktują słabości instytucji publicznych w Polsce.
Z pozoru w drugiej przełożonej na polski powieści Therese Bohman sięga po znany i utarty schemat w nieco zmienionych dekoracjach.
Reportaż operujący faktami trzyma w napięciu jak horror.
Ta opowieść ma zbiorowego bohatera – to rodzina.
Zabawa w dworskie intrygi ma u Gretkowskiej gorzki smak, za to trzyma w napięciu do ostatniej strony.
Autor snuje opowieści o praskich artystach.
Autor nawiązuje do Baudelaire’a, do francuskiego surrealizmu i do czeskiej awangardy, a jednocześnie prowadzi swój własny eksperyment literacki.
W książce w zasadzie nie występują rodzice, chyba że w roli wspierających, dopingujących, a przynajmniej nieprzeszkadzających.
Oszczędność stylu nie odbiera powieści siły przekonywania.
Autor łączy w jednej historii formułę sensacyjną i nostalgiczną.
Choć trochę za wiele tu wątków i intryg rodzinnych, to obraz świata w stanie rozchwiania Rushdie pokazuje dobrze.
Pełen subtelności portret zmagającego się z wewnętrznymi demonami Curtisa powstaje tu jakby przy okazji szerszej opowieści.
Forma długiego opowiadania bądź, jak kto woli, mikropowieści zawsze służyła Stephenowi Kingowi. Daje wystarczająco dużo możliwości, by naszkicować przekonujące charaktery i wciągającą fabułę, a jednocześnie narzuca ograniczenia.
„Czeski Raj”, najnowsza powieść Jaroslava Rudiša, jest książką dość cienką, którą czyta się nawet szybciej, niżby na to wskazywała jej skromna objętość.
Walser pisze o niemożności dopasowania się do mieszczańskich gustów i oczekuje od czytelnika odwagi.